
Oj tam, oj tam , a jedliście kiedyś harissę ?, to jest pasta z papryczek chili, ucierana ręcznie, włącznie z pestkami , co trzeba podkreślić !, czosnkiem i ostrymi przyprawami, podaje się ją, jako przystawkę np. do piwa... w towarzystwie tuńczyka i oliwek różnego rodzaju, obficie polanych oliwą z oliwek. Smak - po prostu poezja

, nie mniej jednak spożywając owo danie, to dopiero można użyć stwierdzenia, że człowiek tak naprawdę dogłębnie czuje jej smak dwa razy...

wierzcie mi, tego nie da się się porównać absolutnie z niczym ...

:D:D. Prowadzona ślepą:) tęsknotą za nietuzinkowością owego smaku, wrażeń i doznań:D( tak naprawdę, to było chciejstwo powrotu do fajnych chwil i przeżyć, a że każdy sposób jest dobry, to wpadłam na taki, by wyczarować wieczór z niesamowitą kolacją...zapach, smak, itp. itd. przy pomocy Pana Googla, dokonywałam samodzielnych prób uzyskania choćby namiastki tego majstersztyku!
Finał był taki, że o mało nie straciłam oka, rozdrabniając tą piekielną miksturę, jakaś drobinka wymknęła się spod kontroli, ta z tych durnowatych... bidulka, bo wokół było tyle fajniejszych i ładniejszych rzeczy niż moje lewe oko ( które niedowidzi na dodatek:) , pomknęła w moje lewe patrzydło !
a, że twardym trza być, kolacja z harissą na czele była, ale nie smakowała mi ( może dlatego, że tak ją okupiłam)
Pomna doświadczeń, ale cały czas uparta na przeżycie doznań, zaczęłam buszować w necie, cel był jeden - zdobyć oryginalną harissę!
Zdobyłam, najprawdziwszą, oryginalną, bez bólu w oku, bez pracy i to też nie było to...

jaki z tego morał?
-- 3 lip 2011, 2011 00:20 --
hahahaha, a tak naprawdę to zupełnie monotematycznie się w temacie wypowiedziałam, zatem poprawka:)byłam w owym lokalu, raz jeden i raczej ostatni...
nie krytykuję, absolutnie nie !, po prostu mnie to nie zakręciło.