Niezależne forum mieszkańców Kwidzyna i nie tylko :-)

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Las Kabacki - tragedia sprzed dwudziestu lat.
PostNapisane: 9 maja 2007, o 19:12 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 marca 2006, o 11:13
Posty: 3425
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Dwadzieścia lat temu doszło do tragedii w Lesie Kabackim.
Cytuję za "Wyborczą"

Cytuj:
20 lat po katastrofie lotniczej na Kabatach
Karolina Kowalska

Leśnik codziennie dogląda drzew na wypalonym przez spadający samolot hektarze Lasu Kabackiego. Ale w takim miejscu nic nie chce rosnąć jak trzeba

Pan Bogdan, dziś pięćdziesięcioletni parkingowy w Parku Rozrywki "Powsin", dokładnie wie, co robił 9 maja 1987 r. o godz. 11.12. - szedł drogą w Jeziornie i stanął jak wryty: - Coś zawyło. Odwracam się, a tam samolot spada nad lasem, jak kosą tnie skrzydłami drzewa, ctwo Iskry.ogon mu dymi - wspomina.

Z tamtego dnia pamięta tłum ludzi zmierzający w kierunku słupa dymu. Najpierw popędzili jego sąsiedzi i wszyscy zamieszkujący przyleśne tereny. Cztery minuty później pan Bogdan usłyszał wyjące syreny milicji, straży pożarnej i pogotowia.

O tym, co się stało, dowiedział się telewizji: Ił-62M "Tadeusz Kościuszko" lecący do Nowego Jorku rozbił się na południowym skraju Lasu Kabackiego podczas nieudanej próby awaryjnego lądowania. Zginęły 183 osoby - 11 członków załogi i 172 pasażerów, w tym 17 Amerykanów.

Kolega pana Bogdana był na miejscu w chwili, gdy samolot spadł między drzewa. - Ręce i nogi wisiały na drzewach. On wcześniej pracował na cmentarzu, to i ten widok przeżył, ale normalny człowiek by się już nie podniósł.

Samolot wbija się w las


Danuta Makulska, mieszkanka jednego z trzech domów, które wtedy stały na skraju Lasu Kabackiego, do dziś woli myśleć, że to, co wtedy zobaczyła na drzewie, to była głowa lalki. Dzisiaj przytulony do lasu teren przy polach to oficjalnie Konstancin-Jeziorna. 20 lat temu stały tu tylko trzy domy - Makulskich, Kozikowskich i Ciesielskich - nie przyznawała się do nich żadna gmina. Rolnicy chętnie przesiadywali u Ciesielskiego i świetnie dogadywali się z jego częstymi gośćmi - Jonaszem Koftą i Agnieszką Osiecką. Teraz pustkowie zamieniło się w drogie osiedle domków jednorodzinnych.

Tamtego majowego przedpołudnia Danuta Makulska pracowała w szklarni. Usłyszała huk i zobaczyła słup dymu. Pomyślała, że dom Kozikowskich się pali, i ruszyła na pomoc. Kilkusetmetrowy odcinek rowerem zajął jej najwyżej pięć minut. - Ścięte drzewa, blacha i kłęby dymu. 2,5 m ode mnie leżał kawałek ludzkiego korpusu z głową i strzępami kończyn - wspomina po 20 latach. Z szoku wyrwali ją wojskowi, którzy znienacka wyrośli przed nią i kazali się ewakuować.

Artysta malarz Jerzy Ciesielski odebrał właśnie z kiosku teczkę z poranną prasówką. - Czytam, a tu nagle huk. Psy do domu wleciały, a przez okno widzę obraz, który nie dociera do wyobraźni - samolot wbija się w las. Pomyślałem, że las koło Kozikowskich się pali, i złapałem za aparat - wspomina. Z zamkniętymi oczami wleciał w dym. - Kiedy je otworzyłem, nogi wrosły mi w ziemię. Zobaczyłem bezgłowy korpus ludzki wbity w drzewo. Za mną pędzili jacyś ludzie, ale już nie zdążyli wejść. Znikąd pojawiły się szwadrony ZOMO, milicji, helikoptery. Szybko i sprawnie odgrodzili nas od szczątków samolotu - opowiada Jerzy Ciesielski i zapala papierosa. 9 maja 1987 r. mijały dwa lata, jak rzucił palenie. Tamtego dnia, z nerwów, sięgnął po papierosy i tak zostało mu do dzisiaj. Nie wie, kiedy udało mu się zrobić zdjęcia, których nie miała żadna agencja prasowa, a pewnie nawet i wojsko. Już ich nie ma - nie oddała jedna ze stacji telewizyjnych. Pamięta, że kiedy je wywoływał we własnej łazience, nie mógł uwierzyć w wyłaniające się czarno-białe kształty: żebra na drzewie, fragmenty odzieży, korpus zawieszony między dwoma pniami. Przez kilka lat nie przyznawał się do nich nikomu. Nie chciał podpaść rządowi, który miał swoją wersję kabackiej rzeczywistości.

Radzieccy konstruktorzy nie mogą być winni


Oficjalnie przekazana do mediów informacja była lapidarna. Samolot spadł, szczątki usunięto, a przewoźnik LOT otoczył bliskich ofiar troskliwą opieką - zapewnił im nocleg w warszawskich hotelach, restauracyjne wyżywienie, odszkodowania. Przez kilka tygodni strona rządowa milczała na temat przyczyn katastrofy. Na konferencji prasowej 12 maja, czyli trzy dni po tragedii, rzecznik rządu Jerzy Urban beształ dziennikarzy za niecierpliwość i oświadczył: "Komisja rządowa działająca pod przewodnictwem wicepremiera Zbigniewa Szałajdy zapowiedziała, że po ustaleniu faktów i okoliczności katastrofy poda wyniki swoich prac do publicznej wiadomości".

Iły-62 miały być perłą polskiej floty, w której latały wyłącznie radzieckie samoloty. Dziś otwarcie mówi się o wadliwym rozwiązaniu konstrukcyjnym. Cztery silniki w tyle kadłuba blokowały się po dwa. Kiedy wybuchał jeden, zniszczeniu natychmiast ulegał drugi, uszkadzając kadłub. Tak było 9 maja 1987 r. z "Tadeuszem Kościuszką". Musiało dojść do kilku katastrof i poważnych awarii, żeby określenie "latające trumny" przedostało się za żelazną kurtynę.

Polscy inspektorzy od razu ustalili, że do tragedii doszło z winy radzieckich konstruktorów - przewiercili łożysko, jego turbina eksplodowała, a jeden z kawałków uszkodził lewy silnik. Żaden inspektor nie odważyłby się jednak podpisać pod takim protokołem. Strona radziecka winę zrzucała na złe przygotowanie polskiej załogi. Kiepski argument, bo 59-letni kapitan Zygmunt Pawlaczyk był wówczas jednym z najlepszych i najbardziej doświadczonych polskich pilotów. Drugi pilot, 54-letni major Leopold Karcher, latał nawet na trudnosterowalnych bombowcach. Zapis z czarnej skrzynki samolotu to świadectwo ich profesjonalizmu. O 10.41, 34 min po starcie z Okęcia, nad Grudziądzem pierwszy przerażający dźwięk sygnalizuje wyłączenie się autopilota, a kabina zgłasza rozhermetyzowanie. Przez następne 23 min załoga i kontrolerzy lotów przekazują sobie konkretne komunikaty, szukając bezpiecznego rozwiązania. O godz. 11.12 i 13 s z kabiny padają ostatnie słowa: "Dobranoc!!! Do widzenia!!! (krzyk)" i legendarne już: "Cześć!!! Giniemy!!!". Kapitan Pawlaczyk zostaje uznany za bohatera, który do ostatnich sekund walczył o życie pasażerów i uratował mieszkańców Kabat, lądując w lesie, a nie wśród bloków.

Warszawska prokuratura długo zastanawiała się, jak określić przyczynę awarii, żeby nie urazić Wielkiego Brata. W grudniu umorzyła sprawę, ustalając, że powodem awarii było "przedwczesne, zmęczeniowe zniszczenie elementów tocznych". Błąd nie leżał więc ani po stronie radzieckiej, ani polskiej, ani nawet łożyska. Winne było "zmęczenie".

Ludzie podnosili przedmioty, szukali


Dużo trudniej było się rządowi wytłumaczyć z przewijających się w prasie informacji o "poszukiwaczach skarbów" na miejscu katastrofy. Podpułkownik Adam Rapeta opowiadał Katarzynie Nazarewicz i Wojciechowi Krzyżanowskiemu z "Przeglądu Tygodniowego" o miejscowych, którzy kilka minut po tragedii zdejmowali pierścionki z pokrwawionych palców: "Zobaczyłem matki z małymi dziećmi na rękach (...) oglądające makabryczne szczątki, pourywane kikuty i korpusy bez głów, rąk i nóg. Wszyscy chodzili wokół porozrywanych ciał z wyszarpanymi mięśniami i wylewającymi się przez rozerwane brzuchy jelitami. Ludzie usiłowali przeglądać rzeczy ofiar, podnosili przedmioty, szukali".

Kilka dni później o grabieży na miejscu katastrofy plotkowała już cała Polska. Kiedy wiadomość o szabrownikach podchwycili zachodni dziennikarze, Jerzy Urban skrytykował polskie media za "epatowanie wiadomościami nierzetelnie zebranymi". "To, co obecnie ukazuje się na ten temat w prasie polskiej, a szczególnie zagranicznej, to pogłoski i prywatne interpretacje, hipotezy i spekulacje" - mówił.

Rodziny ofiar rzadko mogły liczyć na rzeczy bliskich. Potrzeba było dużego szczęścia, żeby w namiocie identyfikacyjnym rozstawionym po katastrofie na Wólce Węglowej rozpoznać zmarłego po przedmiocie, a nie przerażającym zdjęciu nadpalonej twarzy. Henryk Mackiewicz rozpoznał obrączkę przywiezioną kiedyś żonie z Afryki. Obrączka nazywała się "seven days" i składała się z siedmiu połączonych ze sobą kółeczek - gwarantujących szczęście w każdy dzień tygodnia. Janina Stradecka dostała spiralny kolczyk córki Anieli, nazywanej Ajką. Poza tym z bagaży ocalało niewiele: słoik grzybków, butelka spirytusu. W skórzanej torebce na suwak, którą oddano rodzinie pani Haliny Domerackiej, było wszystko, prócz pieniędzy - 400 dol. i 10 tys. zł. Dziwne, bo nie wypadła ani Biblia, ani zdjęcia, ani paszport, nawet kaseta z rozmówkami angielskimi tam była. A pieniądze Halina Domeracka miała schować między kartki Nowego Testamentu. Został tylko kwit z banku.

Sprzątali, a pieniądze chowali po kieszeniach


Dzisiaj w okolicach Powsina i Józefosławia nikt nie chce mówić o szabrze. Kazimiera Kozikowska jest oburzona, że ktoś mógł o to podejrzewać ją lub kogoś z sąsiadów. - Tragedia ludzka się wydarzyła, a wy szukacie sensacji. Jaki szabrunek, jak cztery minuty po kraksie cały teren obstawiło ZOMO? Kto miał tam kraść? - ucina rozmowę.
Wojciech Makulski, mąż Danuty, po raz pierwszy o grabieżach usłyszał o 16, pięć godzin po tragedii, od dziennikarki z radia, i zdziwiony zapytał żonę. Tylko machnęła ręką: - Przecież ja byłam tam kilka minut po fakcie, a już wtedy na miejscu było ZOMO i nikogo nie wpuszczali. Tłumy ludzi, którzy biegli w tamtą stronę, przybyli po mnie. Więc o jakich tu mówić złodziejach? - pyta. A mąż-wesołek przygaduje: - Widzisz, nie załapałaś się na nadpalone dolary!

Jerzy Ciesielski śmieje się z tych przypuszczeń. - Żaden z nas, lokalnych mieszkańców, nie ma nawet śrubki z tego samolotu. ZOMO ogrodziło teren i nie wpuszczało nikogo. Kiedyś pokłóciłem się z jednym pułkownikiem, bo kazał mi dojeżdżać do domu kilkukilometrowym objazdem nawet po trzech dniach, kiedy wojsko uprzątnęło już blachę i szczątki ludzkie oraz zaorało cały teren. Ci, co tam pracowali, zomowcy, mogli rabować. Ale nie tutejsi - mówi.

Były milicjant, który w 1987 r. pracował w jednym z warszawskich komisariatów, nie wierzy w całkowitą niewinność miejscowych, ale nie dałby złamanego grosza za zomowców. - Mieli sprzątać, to sprzątali, a pieniądze chowali po kieszeniach. Bo kto im udowodnił, że wiezione przez pasażerów dolary nie spłonęły? A pensje były liche i trzeba było sobie budżet podreperować - uważa.

Lipy, buki po 20 latach

W leśniczówce przy Parku Rozrywki w Powsinie, o tragedii rozmawia się przynajmniej raz do roku, kiedy trzeba przygotować pomnik na odprawianą tam rocznicową mszę. 9 maja 1987 roku pracownicy znają dokładnie, choćby z opowiadań. Teraz, 20 lat później, katastrofa znów powraca we wszystkich rozmowach, wypierając aktualne tematy - rozjeżdżających las rowerzystów, chuliganów z bejsbolami, którzy chcieli wrzucić do ogniska policyjny radiowóz.

Były leśnik, który od 1997 r. codziennie dogląda miejsca katastrofy prawie na pamięć zna nazwiska wyryte na pamiątkowym głazie, żegna się przed blaszanym krzyżem z napisem: "Ofiarom katastrofy - Parafia św. Ap. Piotra i Pawła w Pyrach, 9 V 1987". - W środę 20. rocznica i trzeba zadbać o wygląd lasu. Zrobiliśmy nowe ławki, pomalowaliśmy płoty, wymieniliśmy na drewniane te ohydne blaszane kosze. Niech rodziny wiedzą, że dbamy o miejsce tragedii - mówi i zaznacza, że chce pozostać anonimowy. Codziennie dogląda drzew, które kilka lat temu dosadzał na wypalonym podczas kraksy hektarze. Lipy, buki, dęby i jawory miały być sadzone kwadratami, w widoczną z lotu ptaka szachownicę. Ale w takim miejscu nic nie chce rosnąć jak trzeba.

Mężczyzna z brzuszkiem zagaduje leśnika: - Proszę pana, proszę pana, czy to ten samolot, w którym zginęła Anna Jantar? Bo właśnie się o to z żoną kłócimy - pyta. Od kilkunastu lat większość ludzi myli katastrofę "Kościuszki" z tragedią "Mikołaja Kopernika", który 14 marca 1980 r. rozbił się niecały kilometr przed progiem pasa startowego na Okęciu.

A leśnik po raz tysięczny wyjaśnia: - Nie, tamten rozbił się siedem lat wcześniej, na fort wojskowy przy al. Krakowskiej. Zginęło 87 osób. Nasza Jantar i cała bokserska reprezentacja USA zaproszona na mecz towarzyski do Warszawy, kilku Rosjan i Niemców.

**




Porcellus

_________________
Forum jest jak bagno,
kilku nie kuma, reszta rechocze.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 maja 2007, o 20:13 
Offline
Przyjaciel forum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 marca 2006, o 12:48
Posty: 13876
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
przeczytałem wszystko i ...
brakuje mi słów jest kilka spraw, przez które jestem w szoku, np:
Cytuj:
Dziś otwarcie mówi się o wadliwym rozwiązaniu konstrukcyjnym. Cztery silniki w tyle kadłuba blokowały się po dwa. Kiedy wybuchał jeden, zniszczeniu natychmiast ulegał drugi, uszkadzając kadłub.


Cytuj:
"Zobaczyłem matki z małymi dziećmi na rękach (...) oglądające makabryczne szczątki, pourywane kikuty i korpusy bez głów, rąk i nóg. Wszyscy chodzili wokół porozrywanych ciał z wyszarpanymi mięśniami i wylewającymi się przez rozerwane brzuchy jelitami. Ludzie usiłowali przeglądać rzeczy ofiar, podnosili przedmioty, szukali".



Porcellus,

dzieki za artykuł

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 maja 2007, o 20:42 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 22 marca 2006, o 11:13
Posty: 3425
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
drosik napisał(a):
dzieki za artykuł


Nie chodziło mi o epatowanie drastycznymi szczegółami.
Na forum jest wielu użytkowników, którzy pamiętają tragedię.
A ja mam pewne osobiste przeżycia związane z tym wydarzeniem.
Zaraz po katastrofie, powstała psychoza strachu przed Ił-ami 62.
Zdarzało się, że do Stanów latały samoloty rejsowe z samą załogą,
a jeżeli już zdarzali się pasażerowie to neutralizowali strach gorzałą na co załogi przymykały oczy.
Miałem wątpliwą przyjemność lecieć sowieckim Ił-em 62 (zwykłym, bo nasze lotowskie to były w wersji nowocześniejszej oznaczanej Ił 62M) w niecałe trzy miesiące po wypadku w Lesie Kabackim.
Zgadnijcie w jakim stanie były moje zwieracze, kiedy nad Wschodnią Syberią zaczął nawalać prawy zewnętrzny silnik.... gdyby nie litościwe radzieckie stewardesy, które podawały alkohol bez ograniczeń to po wylądowaniu (które zresztą było w trybie awaryjnym) byłoby wielkie pranie.

Porcellus

_________________
Forum jest jak bagno,
kilku nie kuma, reszta rechocze.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 maja 2007, o 21:25 
Porcellus napisał(a):
Zgadnijcie w jakim stanie były moje zwieracze, kiedy nad Wschodnią Syberią zaczął nawalać prawy zewnętrzny silnik....


Nawet nie jestem chyba w stanie sobie wyobrazić przerażenia. Po mnie chyba by na pewno było wielkie pranie.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 maja 2007, o 21:46 
Offline

Dołączył(a): 25 lipca 2006, o 22:07
Posty: 485
Lokalizacja: Z Policji :)
Płeć: Mężczyzna
Porcellus napisał(a):
byłoby wielkie pranie.


Po pierwsze dzieki za artykuł...

Po drugie moze nie aż tak, ale troszkę posmakowałem tego "miłego" uczucia.
Ostatnio przy próbie lądowania na lotnisku w Dublinie,
trafiliśmy na bardzo szybki prąd stępujący i jednoczesny
podmuch z prawej strony.
Ja siedziałem po lewej przy oknie :roll:
Wyobraźcie sobie moją minę jak 15 do 20 metrów nad ziemią
zobaczyłem jak końcówka skrzydła przechyla się gwałtownie w stronę pasa.
Mimo woli wiatru przyziemiliśmy cało.
Ja zaparty o fotel z przodu obiema łapkami. :sad:
Nie szczędziliśmy pilotowi oklasków po kołowaniu. :grin:

aslv


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 9 maja 2007, o 23:45 
Offline
Przyjaciel forum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 27 października 2006, o 12:24
Posty: 4883
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Porcellus - moja żona leciała Lotem do Stanów kilka dni po tej tragedii.
Miała dużą ochotę zawrócić z bramki celnej.

_________________
"Czym się różni człowiek cywilizowany od kulturalnego? Człowiek cywilizowany jeśli kopnie, to przeprosi, a człowiek kulturalny nie przeprosi, bo nie kopnie"


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 10 maja 2007, o 14:49 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 26 lipca 2006, o 21:43
Posty: 357
Lokalizacja: Sadlinki/Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Cytuj:
On wcześniej pracował na cmentarzu, to i ten widok przeżył, ale normalny człowiek by się już nie podniósł.


Jako 10-cio letni chłopiec byłem świadkiem tragedii w Warszawskim Ursusie. Wtedy to zginęło 16 osób a kilkadziesiąt zostało rannych. Przejeżdżałem owego ranka innym torem gdy na tym pechowym porządkowano. W prawdzie to było już jakiś czas po tragedii (godz. może więcej) Ale to co zobaczyłem wtedy zostało we mnie i nie zapomnę tego nigdy. W przejeżdżającym pociągu panowała grobowa cisza a za oknami przerażający widok. Nikt się nie odezwał do końca oprócz zniecierpliwionych dzieci.
Na miejscu tej osoby z artykułu (kolegi pana Bogdana) wiem na pewno, że gdybym to ja był - nic nie było by jak dawniej.

Ale reasumując to jednak transport lotniczy i kolejowy są najbezpieczniejszymi z możliwych. Wszak w obliczu katastrof przytłacza nas masowość ofiar i to jest głównym powodem uprzedzeń. Szkoda, że tak na wyobraźnię naszą nie działają roczne statystyki tragedii na polskich drogach.

_________________
Szczęście jest czymś, co przychodzi pod wieloma postaciami, więc któż je może rozpoznać? E.H.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 1 września 2007, o 21:25 
Offline

Dołączył(a): 29 sierpnia 2007, o 06:37
Posty: 283
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Porcellus napisał(a):
O 10.41, 34 min po starcie z Okęcia, nad Grudziądzem pierwszy przerażający dźwięk sygnalizuje wyłączenie się autopilota, a kabina zgłasza rozhermetyzowanie. Przez następne 23 min załoga i kontrolerzy lotów przekazują sobie konkretne komunikaty, szukając bezpiecznego rozwiązania.
Może się nie znam,ale ja będąc pilotem i mając awarię nad Grudziądzem,napewno nie wracałbym do Warszawy, tylko lądowałbym awaryjnie np. w Bydgoszczy.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 1 września 2007, o 21:36 
Offline
Przyjaciel forum

Dołączył(a): 6 grudnia 2006, o 13:41
Posty: 14824
Lokalizacja: W-wa.
Płeć: Mężczyzna
rumpo9 napisał(a):
Może się nie znam,ale ja będąc pilotem

Masz rację, nie znasz się :grinka:


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2 września 2007, o 08:37 
Offline

Dołączył(a): 29 sierpnia 2007, o 06:37
Posty: 283
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Darek napisał(a):
Masz rację, nie znasz się
To może jakieś małe wyjaśnienie?


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2 września 2007, o 08:51 
Offline
Przyjaciel forum
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 29 marca 2006, o 12:48
Posty: 13876
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
rumpo9 napisał(a):
Darek napisał/a:
Masz rację, nie znasz się
To może jakieś małe wyjaśnienie?

to taki żarcik, bo ten nasz "zakuty łeb" to warszawski jajcarz, pobędziesz troszkę z nami to się przyzwyczaisz :) :grinka:

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2 września 2007, o 09:06 
Offline
Przyjaciel forum

Dołączył(a): 6 grudnia 2006, o 13:41
Posty: 14824
Lokalizacja: W-wa.
Płeć: Mężczyzna
rumpo9 napisał(a):
To może jakieś małe wyjaśnienie?

Proszę, najważniejsze to przy lądowaniu w trybie awaryjnym spuścić ze zbiorników paliwo, pomiędzy Grudziądzem a Bydgoszczą to się nie uda, poza tym są procedury , których trzymać musi się pilot, no i sprawa zabezpieczenia w sprzęt ratowniczo gaśniczy, kurtyny pianowe itp. Gdyby to była awionetka, lub mniejszy statek to oczywiście lądowanie na najbliższym lotnisku ma sens. :-) :-) :-)


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2 września 2007, o 09:31 
Offline

Dołączył(a): 29 sierpnia 2007, o 06:37
Posty: 283
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Moim zdaniem,gdy się ma 180 osób na pokładzie i tak poważną awarię, to wszystko ma sens.Jak nie Bydgoszcz to Królewo Malborskie.Tam na pewno by się jakiś sprzęt ratowniczy znalazł ,a zawsze to trochę bliżej.A z tym paliwem to chodzi o to,że było by za mało czasu na zrzucenie,czy żeby komuś nie spuścić na rabatki?Chyba w takich przypadkach nie ma zmiłuj?


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2 września 2007, o 10:20 
rumpo9, -pilot tego samolotu zostal posmiertnie odznaczony z tego co Ty piszesz wynikaloby, ze nieslusznie :-|


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2 września 2007, o 14:18 
Offline

Dołączył(a): 29 sierpnia 2007, o 06:37
Posty: 283
Lokalizacja: Kwidzyn
Płeć: Mężczyzna
Nie podważam umiejętności pilota ani nie odmawiam mu zdrowego rozsądku.W takim razie decyzja o powrocie na Okęcie musiała nie być jego suwerenną decyzją.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  


-->

Forum e-kwidzyn jest własnością Stowarzyszenia Promocji Medialnej e-Kwidzyn. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników Forum. Właściciel Forum nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zgłoś post do moderacji.