"Nasz park"... który dziś nosi nazwę placu plebiscytowego, w tamtych czasach był epicentrum przejawów wszelakiego życia kulturalno - oświatowego.
( pominąwszy oczywista pochody 1- Majowe

)
Pobudowano tam drewniane podesty, które służyły jako estrada i podium dla rodzimych artystów.
Jakież tam się odbywały festiwale i co tam na ławkach wyprawiali dorośli...
( potrafię rozwinąć ten wątek, z perspektywy 5- latki

)
Pomnik, który stał w samym epicentrum, służył nam jako uciecha wiecznych gonitw wokół niego. Natomiast w czasach wczesnej podstawówki, stał się kryjówką, pocztą i powiernikiem bardzo, bardzo tajemnych historii.
Pisaliśmy liściki, które ukrywaliśmy w jego przeróżnych zakamarkach.
Sam pomnik jak i przylegające do niego konstrukcje, fugi, schody itp. itd. posiadały już wtedy jakiś tam ślad czasu, w postaci nieco skruszonych spoin, kamieni, innych naturalnych ubytków.
Nie mniej jednak...w momencie, kiedy stał się już naszą tajną bazą pocztową, wydłubywaliśmy z niego coraz to większe i większe kawałki, tylko po to, by znaleźć kolejną tajną skrytkę do przekazywania kolejnych listów.
Nadawców i adresatów było tak wielu, że w końcu sami doszliśmy do wniosku, że przez nas pomnik w końcu runie.
W tym miejscu spieszę donieść, że pojęcie ochrony zabytków nie było nam wtedy znane.
Nie chcąc doprowadzić do upadku pomnika wpadliśmy na genialny pomysł.
Dwie koleżanki z klasy miały rodzinę za granicą i ich rodzice dostawali paczki, a tożsamy z tym był fakt, że one miały gumę do żucia- wtedy szczyt marzeń każdego dzieciaka.
Został wydany zakaz wyrzucania zużytych gum ! Na ich bazie kleiliśmy ubytki na pomniku...
Na dziś chyba wystarczy
