Jak to jest że ci, których "pobożni" i jedynie pisioprawni mieszają z błotem potrafią uszanować przeszłość i zachować się w podniosłych chwilach. Zachować się w przeciwieństwie do nich samych... Oni nawet nie potrafią zachować się jak ludzie bo o słowie kultura to chyba tylko słyszeli, niestety... nie zrozumieli co ono oznacza. Oczywiście zdaję sobie sprawę iż nie wolno generalizować i nie wszyscy w tej bandzie są nienormalni ale.. większość i ich zachowanie przeczy jakoby byli istotami myślącymi i na poziomie
Cytuj:
Wybuczeli powstańca warszawskiego Bartoszewskiego
Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski
2008-08-04, ostatnia aktualizacja 2008-08-03 22:54
Obchody 64. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego przejdą do historii. Po raz pierwszy na placu Krasińskich, przy pomniku Powstania Warszawskiego, tłum zgromadzony na wieczornym nabożeństwie 31 lipca buczał z dezaprobatą na jednego z bohaterów zrywu sprzed 64 lat
Pomruk niechęci rozległ się w chwili, gdy premier Donald Tusk (też wcześniej "wybuczany") w przemówieniu wymienił nazwisko prof. Władysława Bartoszewskiego. W poprzednich latach publiczność w tym miejscu nieraz reagowała buczeniem na nielubianych polityków, zwłaszcza tych o PZPR-owskim rodowodzie, ale nigdy na żołnierzy Powstania Warszawskiego.
Po raz pierwszy doszło też do skandalicznej awantury na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. 1 sierpnia o godzinie 17, kiedy nekropolia z kwaterami powstańczych mogił otaczających pomnik Gloria Victis staje się najświętszym miejscem Warszawy, rozjuszony tłum wygwizdał i opluł reprezentującego Sejm Stefana Niesiołowskiego. Równocześnie owacje zebrali: lider PiS Jarosław Kaczyński, szef IPN Janusz Kurtyka, szef CBA Mariusz Kamiński oraz likwidatorzy WSI Jan Olszewski i Antoni Macierewicz. Brawa na cześć spóźnionego na uroczystość Macierewicza zakłóciły minutę ciszy.
Staliśmy się świadkami profanacji. Kiedyś tak nie było. Nawet w PRL-u 1 sierpnia przy pomniku Gloria Victis oddawano hołd poległym powstańcom. Teraz głównymi bohaterami na Powązkach Wojskowych stali się politycy. To ich się oklaskuje i ich wygwizduje. Gdy w piątek wieńce przy pomniku składali autentyczni powstańcy, słychać było tylko pojedyncze brawa. Dla części obecnych na cmentarzu Powstanie Warszawskie nie ma większego znaczenia. Przychodzą tam jak na polityczny piknik.
Uroczystości na placu Krasińskich i przy pomniku Gloria Victis od kilku lat zamieniają się w żenuje spektakle z oklaskami i buczeniem. Atmosfera na Cmentarzu Wojskowym w Godzinę W z roku na rok ma coraz mniej wspólnego z autentycznym odruchem pamięci. Dotąd sądziliśmy, że te okrzyki to tylko margines. Podczas obchodów 64. rocznicy Godziny W straciliśmy złudzenia. Dla tłumu awanturników wyjących na prof. Bartoszewskiego i opluwających posła Niesiołowskiego nie ma nic świętego.
Za rok do apelu prezydenta, premiera i władz Warszawy o uczczenie minutą ciszy pamięci powstańców powinien być dołączony apel o zachowanie spokoju na placu Krasińskich, Cmentarzu Wojskowym i w innych miejscach oficjalnych ceremonii. W przeciwnym razie w 65. rocznicę Powstania Warszawskiego możemy być świadkami rękoczynów i rzucania zgniłymi jajami.
i odpowiedź tych którzy jedyni "poprawni" szacunkiem nie darzą:
Cytuj:
Duch patriotyzmu był gdzie indziej - list z Przystanku Woodstock
Woodstockowiczki - Go i Di.
2008-08-04, ostatnia aktualizacja 2008-08-04 16:04
Tuż po powrocie z Przystanku Woodstock rodzice pokazali nam artykuły Jerzego S. Majewskiego i Tomasza Urzykowskiego opisujące wydarzenia i zachowania podczas uroczystości Powstania Warszawskiego na Powązkach i Placu Krasińskich. Jesteśmy oburzone. Chcemy wyrazić odczucia tych, którzy na Woodstocku byli, i których być może nikt nie uznaje za patriotów. A my nimi się czujemy.
1 sierpnia o godzinie 17 cała III Rzeczpospolita zatrzymała się, by oddać hołd poległym w Powstaniu 44. Wyjątkiem był Cmentarz Wojskowy na Powązkach, gdzie spóźniony Antoni Macierewicz został przywitany burzą oklasków niczym gwiazda show bussinesu. Gdzie Powstańcy, Premier Rządu i Prezydent Warszawy zostali wygwizdani. Gdzie zamiast gestów pełnych szacunku obejrzeliśmy żenujący spektakl.
W tym samym czasie, kilkaset kilometrów od Warszawy, "chuliganie" i "narkomani", jak nas czasem nazywają, uczcili chwilą ciszy i hymnem narodowym tych, którzy walczyli i pomarli za wolność. Muzycy meksykańskiej grupy przerwali swój koncert, byśmy mogli spełnić nasz obywatelski obowiązek, którym jest żywa pamięć i choćby chwila refleksji nad przeszłością. Nie było u nas gwizdów, oklasków, buczenia. Były syreny, cisza i hymn. Były słowa szacunku zwrócone pod adresem Profesora Bartoszewskiego, które padły podczas spotkania z Jackiem Żakowskim i Kamilem Durczokiem, a przyjęte przez nas zostały aprobatą i oklaskami.
Dopełnieniem był koncert grupy Lao Che, podczas którego publiczność razem z muzykami odśpiewała powstańcze piosenki. Tam, gdzie niektórzy widzą tylko wandalizm i degenerację, panuje szacunek, tolerancja, przyjaźń. Jest to, czego brakuje osobom, które uważają, że z nich powinniśmy brać przykład. Czasem ci, którzy są uwalani błotem i gliną i tańczą pod sceną, są bardziej szczerzy i uczciwi, niż ci, o których nieskazitelności zaświadczają same tylko słowa i piękne garnitury.
Chcemy szanować tych, których wybrano na przedstawicieli naszego narodu. Szkoda, że oni robią wszystko, aby uniemożliwić nam to. Żałujemy, że ci, którym tak zależy na nauczeniu nas patriotyzmu, zupełnie nie pojmują znaczenia tego słowa. Czujemy wstyd na myśl o tym, co stało się na Powązkach: jak potraktowany został Profesor Bartoszewski i inni Powstańcy, jedyne osoby, które potrafiły i wciąż potrafią urzeczywistnić ideały. Być może Powstańcy Warszawscy byliby godniej przyjęci na Woodstocku, niż w miejscach, które powinny być dla nas święte, a które zostały znieważone przez niską politykę. Jednocześnie wierzymy, że wśród buczących tłumów były osoby, które potrafiły zachować się godnie i z szacunkiem. I im dziękujemy za to, że byli tam, gdzie nie wszyscy z nas mogli być obecni, choć na pewno myśleli o tym miejscu.
oba teksty z
gazeta.pl