Oto jeszcze jedna sytuacja, gdy napisane przez jakiegoś anonima słowa bierze się za rzeczywistość i z całą powagą wypowiada się wojnę kilku obraźliwym bzdetom, które bardzo ogólnikowo, złośliwie i obraźliwie można próbować „przypasowywać” prawie każdemu z paru setek powiatowych
miasteczek w kraju.
Wystarczy zamieniać np. „papiernię” na fabrykę opon, a WZPOW na wytwórnię keramzytu, a hipermarkety wszędzie są
blaszane, bo taka jest ich natura.
Zanim jeszcze raz powtórzę, że „referat” o
nędzy i rozpaczy zademonstrowany przez rzekomo porządnego obywatela z porządnej Wielkopolski, wcale nie musi pochodzić z tamtego dość odległego regionu.
Gołym okiem widać, że autor wpisu jest osobą dość młodą, na co wskazuje ortografia oraz słownictwo i cała „poetyka” wypowiedzi. Nie można wykluczyć, że nie znalazł wymarzonej pracy w IP, lub że wyrzucono go z WZPOW. Tylko dlaczego z jakichś takich powodów Kwidzynianie mają być „prymitywni i bardzo nisko rozwinięci intelektualnie”, a krzesła w radzie miejskiej mają próchnieć ?
Poszukując jakichś realnych przesłanek tak dobitnej demonstracji niechęci i obrzydzenia do
miasteczka i jego mieszkańców dopuszczam tu jakąś osobliwą osobistą „zemstę” za doznane tu niepowodzenia, niż troskę anonima o tutejszy standard życia. Pewną wskazówką może być niezła znajomość lokalnej topografii, jak i wyrazy uznania dla „Arrivy”, którą dotąd dojeżdżał (jeden lub dwa przystanki) do swej dziewczyny w Kwidzynie, która go właśnie odstawiła.
I to mogłoby wyjaśniać okazane nam tu „
cierpienia młodego Wertera”, bo logiki w nich nie ma żadnej, a tym bardziej bezsensowne są tu sprowokowane poszukiwania mankamentów życia w Wielkopolsce przez kwidzyńskich tubylców.
Jednak wcale to nie oznacza, że nie warto jest poważnie rozmawiać na temat rozwoju naszego „prowincjonalnego miasteczka”.
Wobec różnych bardziej, mniej lub nawet wcale niezorganizowanych grup obywatelskich pojawia się szczególne wyzwanie, a może nawet pewien oblig.
Kto chce, to widzi konsekwentnie postępujący uwiąd i samo unicestwianie się opozycji politycznej w całym kraju. Partie zmieniają się w wodzowskie „sekty” i „mafie” polityczne tracące zainteresowanie sprawami społecznymi i publicznymi. Coraz mniej podmiotów zdolnych do patrzenia na ręce władzy każdego szczebla, co jest elementarnym warunkiem demokracji. Potęguje to mandat absolutnej wszechwładzy rządzącej ekipy, oraz wyraźna „uznaniowość” w działaniach przeróżnych oficjalnych instytucji kontrolnych.
Albo ograniczamy swą postawę obywatelską do stawienia się raz na cztery lata przy urnie wyborczej, albo godni miana obywatela a nie "leminga" pamiętamy o niej częściej.
I tak:
Nie ma sensu dyskutowanie z wyskokami, że Kwidzyn jest „zadupiem”, bo wszyscy widzimy, że buduje się tu sporo. Ale można przecież np. zapytać – dlaczego tak drogo? Pytanie dotyczy zarówno budowanej hali, jak i infrastruktury, której „poprawki” podnoszą jej koszt po czasie. Z dnia na dzień oswajamy się z tym co wyrasta nam na Starym Mieście, ale gdyby prowadzono tam jakiś od początku przemyślany projekt (przez osoby te same od 20 lat), to też byłoby taniej i szybciej. (Już Krzyżacy zorientowali się, że na tej „górce” jest mokro i nie można budować wysoko bez znacznych kosztów dodatkowych. Mniej więcej na zbliżonym poziomie w zamkowej Wieży Studziennej ciągle „szumi” woda.)
Można też zainteresować się celowością niektórych kredytów zaciąganych przez miasto na inwestycje, jak i ich koszta, które niekoniecznie muszą gwarantować rzeczywisty rozwój. Są i inne różne pomniejsze sprawy, a interesując się nimi dajemy bardziej konkretny wyraz swym uczuciom przyjaznym swemu miastu, niż składanie dłoni do oklasków.
Swobodne dysponowanie kasą bogatego miasta, to jeszcze nie powód do chwały. Większym byłoby wykazanie się znaczącymi talentami w gospodarności i mierzeniem sił na zamiary. (Nadmieniam, że potwierdzenie powyższych problemów znalazłem u przedsiębiorcy, który buduje w Kwidzynie najwięcej. Oczywiście On z tym „nie podskoczy”, bo jest pragmatykiem i nadal chce budować najwięcej.)
Swoją drogą, to nawet tak nieodpowiedzialny
występ jak otwierający ten wątek, może trochę obudzić towarzystwo, które jeszcze trochę, a przyśnie na amen mocno i bardzo regulaminowo przypasane do swych fotelików. A wówczas nawet „zbawianie” nas (
Pan X napisał(a):
Jestem tu jedynie po to by Was zbawić
) ciągle tym samym
dowcipem nie ocknie nas.
Także mdłe potrawy dadzą się poprawić, ale przecież nie mydlaną pianą, tylko czymś „ostrzejszym”, co warto tu od czasu do czasu wrzucić, chociaż nie tak głupio, jak uczynił to Kermit.
Kto tak uważa niech teraz podniesie lewą rękę. Kto inaczej, to prawą. Podliczając wszystkie oddane głosy widzę demokratycznie ustaloną zgodę wszystkich biorących udział w głosowaniu.
