krzyzak napisał(a):
Świat, jaki znamy, jest skazany na zagładę.
Kaziu, liczyłem na Ciebie i na tę wiadomość. Najwyższy czas byśmy się wreszcie tego doczekali. Te obiecanki - cacanki o końcu świata fundowane nam regularnie przez kolegów Kwidzownika zawiodły już tyle razy, że nawet się odechciewa żartów na ten temat. Natomiast przytoczona przez Ciebie wizja zakończenia tego bałaganu, który nas otacza jest konkretna i zbyt wiele wskazuje na to, by nie miała się zrealizować. Nareszcie to wszystko pierdyknie i rozwieje wszystkie nasze dotychczasowe złudzenia. Takie zakończenie naszych
pożal się Boże demokratycznych podrygów słusznie się nam należy.
Z bezmyślności i lenistwa oddajemy władzę nad sobą byle komu, kto sprawuje ją nad nami byle jak. Od góry do dołu, czyli od rządu do gminy - bez żadnej odpowiedzialności.
Kwękamy na to, narzekamy, a potem nie siląc się na własne przemyślenia
łykamy gotowe frazesy suflowane przez tą, czy tamtą TV i inne liżydupskie publikatory, klepiemy je, powielamy , recytujemy w internecie wymyślone w sztabach partyjnych grepsy, bo to nic nie kosztuje, jest się na fali jak większość, więc i odpowiedzialności żadnej.
To bardzo prosto przekłada się na sukces wyborczy tej, lub tamtej grupy, która i tak nie ma nic więcej do zaoferowania, niż kolejne cztery lata dojenia nas z tytułu legalnej władzy nad nami. (Który z rządów nie miał afer).
Rzecz w tym, że zadowala nas pozorny wybór, jak w tej anegdotycznej reklamie -
U nas kupisz samochód w każdym kolorze pod warunkiem, ze będzie to kolor czarny.
Jestem pełen podziwu dla odwagi wszystkich tych, którzy napier….ją dogorywający PIS odchodzący w polityczny niebyt na życzenie własnego Prezesa, a jednocześnie są ślepi, głusi i niemi na działania tryumfującej ekipy PO, która wszystkie działania rządu głównie podporządkowuje przyszłej prezydenturze swojego Prezesa. Obu ich mam w podobnym poważaniu, tak jak oni mają sprawy państwa. Osobiste ambicje przesłaniają im wszystko.
Ostatnie wybory zostały wygrane pod hasłami: reformy finansów i podatków (liniowy), tańszego państwa, likwidacji Senatu, a gdzie jest ordynacja z jednomandatowymi okręgami wyborczymi itd. Itp. Kto dzisiaj podniesie te tematy na zebraniu partyjnym ryzykuje wykluczenie, co już wielu spotkało. Wiadomo, że nic nie jest tak ważne jak to, żeby Tusk zastąpił na urzędzie Kaczyńskiego, a głównie, by koledzy i kuzyni jednego lidera ustąpili swe miłe i intratne stołki kolegom i kuzynom kolejnego zwycięzcy o którym marzymy.
Rodacy żołądkują się o wynik politycznego meczu nie dbając o zasady tych rozgrywek politycznych. Przeżywają dąsy i kaprysy Jarosława Kaczyńsiego, notoryczne bluzgi Niesiołowskiego, czy Palikota i inne bzdety powielane w nieskończoność przez różne witryny. Żadnych konstruktywnych wniosków.
Ciągle przypomina mi się sytuacja opisywana przez Stefana Kisielewskiego: w 1956 roku, po Październiku gdy Rokossowski już w Moskwie konsumował swe zasługi, a kardynał Wyszyński powrócił na swój urząd, to lud Warszawy przewalał się w w pochodach i manifestacjach pod hasłami –
Precz z Rokossowskim, Uwolnić Wyszyńskiego. Ten sam lud jakoś zapomniał zadbać o to, by się samemu uwolnić. Zabrakło hasła podstawowego: „
Żądamy wolnych wyborów”.
Przed nami wyborczy
sekwens: samorządowe, prezydenckie, parlamentarne.
Nie chcę być żadnym agitatorem, a swoje preferencje mam tak głęboko schowane, że nie będzie przesadą, gdy powiem, że mam je gdzieś.
Ale jakby to było fajnie, gdyby ludzie szli do wyborów w pełnej świadomości na kogo głosują, by wiedzieć od kogo konkretnie oczekiwać spełnienia obiecanych zamiarów. By potem żaden wybraniec nie odsyłał nas do zmiennej bieżącej polityki partii wyciekającej z telewizora.
Ci wybitni polscy politycy, którzy to rozumieją jak Rafał Dutkiewicz z Wrocławia, albo Wojciech Szczurek z Gdyni już to mówią:
moją partią jest Wrocław, moją partią jest Gdynia i swym zasłużonym autorytetem wyzwalają się z okowów partyjnej uległości.
Ale to są postacie sztandarowe i wyjątkowe. Bo jak widać, ponad wszystko ważniejsze jest raczej tropienie, by nikt kojarzony z obcą partią nie objął przypadkiem stanowiska sprzątaczki w podległej sobie instytucji.
I z takich różnych powodów, tę przytoczoną przez Krzyżaka wizję przyszłości witam jako naturalną konsekwencję obserwowanego rozwoju wypadków. Tak trzymajmy i tak będzie. Myślenie i kombinowanie pozostawmy tym, którzy są w tym mniej leniwi. My skupimy się na powtarzaniu haseł : precz z tym i tamtym, a niech żyje ten i tamten. Programy nie są ważne, bo i tak nikt ich nie dotrzymuje, więc nie ma kogo o to ścigać. Brak odpowiedzialności. A w kupie jest miło, chociaż to kupa.
Rządzący nami układ polityczny obiecuje nam demokrację od ponad 20 lat, ale prędzej odda ją Belzebubowi niż podda ją naszemu demokratycznemu wyborowi.
JOW
Kaziu, zanim popadniemy już w tę nieuniknioną niewolę, to może zaopatrzymy się na zapas w jakieś pozytywne doznania organoleptyczne.