|
Istnieją różne poglądy na sposób stwarzania dzieła Bożego. To co zamieszczam, a co nie jest zgodne z jakąkolwiek doktryną religijną, wynika z moich dociekań i wiedzy, jaką posiadam. I tu tytuł, jaki Drosik nadał temu wątkowi pasuje, jak ulał, mimo że początkowo temu protestowałem.
Podsumuję więc, to co dotychczas napisałem o stwarzaniu. Może niektóre myśli będą się powtarzać, ale uzupełnię je o dodatkowy komentarz.
Sprawozdanie opisujące dzieło Boże skupia się na działaniu wobec samej ziemi. Sprawozdanie to ograniczono do takiej formy, ponieważ jest informacją dla jej mieszkańców, którzy jeszcze długo nie będą jej opuszczać. Nawet zmarli.
Drugi werset sytuuje ziemię w fazie istnienia pierwotnego oceanu, nad którym Bóg dokonuje swojej wybiórczej ingerencji. To, co miałoby trwać szmat czasu i przypadkowo zaistnieć, lub nie, Stwórca czyni, jako efekt dociekań tego, co wynikło z rozważań nad różnymi rezultatami samoczynnych procesów stygnięcia ziemi. Oczyszcza więc atmosferę, by światło słoneczne dotarło do powierzchni praoceanu. Ponieważ przewidział dobroczynne skutki jego działania, stwierdził jedynie, że się to faktycznie dzieje i dalej prowadził ten proces tak, że zaistniała wyraźna granica między ciemnością nocną, a dzienną jasnością.
Dalszy proces ingerencji w atmosferę polegał na wychłodzeniu oceanu, przez co przestał intensywnie parować, a już istniejąca para zaczęła podnosić się znad jego powierzchni. Powstała w ten sposób warstwa o dobrej widoczności, natomiast powyżej jednolita warstwa pary wodnej, utworzyła nad powierzchnią ogromną kopułę.
Wychłodzenie wód spowodowało pogrubienie stygnącej skorupy dna morskiego i tworzenie płyt, które pod naciskiem wodnych mas zaczęły na siebie nacierać, wypiętrzając się ponad powierzchnię wody. W ten sposób wody zaczęły się pogłębiać, tworząc skupiska mórz, odgradzane płyciznami i kontynentami ziemi. To, co zaistniało w efekcie tego naturalnego procesu, Bóg ocenił jako nadające się do istnienia i przydatne.
Z dalszego przekazu wynika, że najpierw zaistniały rośliny naziemne, pokrywające stopniowo powierzchnię suchego lądu, które stopniowo zaczęły opanowywać środowiska wodne, a przystosowując się do nich, tworzyły nowe gatunki.
By rośliny mogły rosnąć w głębszych zbiornikach, potrzebowały więcej światła. Wymagało to perforacji kopuły pary wodnej, umożliwiającej w ten sposób bezpośrednie docieranie promieni słonecznych do powierzchni ziemi. Dzięki temu ukazał się też oświetlony księżyc, tak usytuowany, by odbite od niego promienie słoneczne do ziemi docierały i w nocy. Światło gwiazd, jako pojedynczych punktów, też zaczęło docierać. Ustawienie osi wirowania ziemi, podczas obrotów wokół słońca pod nieco mniejszym kątem, niż prosty, do pozornej powierzchni, po której się przemieszcza, pozwala na zmiany w kącie padania promieni słonecznych na określoną powierzchnię w określonym czasie, co pozwala na zaistnienie cyklicznej zmienności pór w ciągu całego rocznego cyklu. Ponieważ i to dało spodziewany rezultat, zostało zaakceptowane przez Boga, jako dobre.
Teraz nastał czas na uczynienie warunków dla zaistnienia zwierzęcego życia. Samo zainicjowanie go, ponieważ jako przypadkowe, to mało prawdopodobne, najpewniej wymagało Bożego działania, tyle że nie koniecznie przez samego Boga Stwórcę, lecz przeznaczonego na to wykonawcy, czyli Słowo, przez które wszystko się stało. Byli już wtedy inni anielscy synowie Boży, którzy przyglądali się tworzeniu Bożych dzieł i z wyrazami radości i aplauzu je witali. Kiedy zainicjowano powstanie gadów, te zaczęły ewoluować w różne formy, coraz bardziej drapeżne i okrutne. By wypróbować ich uniwersalność, poczyniono dla nich próbę, z której pomyślnie wyszły jedynie nieliczne gatunki, umożliwiające drogę rozwoju ssakom. Potęga niektórych gadów skojarzyła się jednemu z synów Bożych z potęgą ich Stwórcy i upodobał je sobie. Kiedy jednak poddane próbie wyginęły, zraził się do wykonawcy próby i z ową drzazgą w sercu czekał na stosowny czas, by dowieść mu, że stworzenia jego upodobania też nie są w pełni doskonałe.
Kiedy zakończono cykl stwarzania zwierząt wodnych i pochodzących z wody, dinozaurów już nie było. To dlatego Bóg ocenił rezultat tego cyklu, jako dobry.
Każdy z okresów twórczych kończył się wieczorem. Nie był to jednak zwykły wieczór, określany zachodem słońca, ale jak jasność dziennego światła symbolizuje pełnię wiedzy, tak wieczór, zmianę twórczej Bożej uwagi z tego, co już zaistniało, na konstrukcje nowe, stymulując w nich nowe rozwiązania odpowiadające nowym warunkom. Następuje wtedy poranek, najpierw w przebłyskach jasności nad horyzontem, czyli stopniowego pojawiania się nowych rozwiązań, by w coraz większej gamie szczegółów ujawniać się w niejako nowych zwierzętach i jak pełnia dnia stać się oczywistością, bez której nie mogłyby owe zwierzęta istnieć. W tych cyklach nie ma nocy, bo też nie ma przerw w twórczej inwencji doskonałego Boga.
Bóg obdarza błogosławieństwem to wszystko, co spełnia Jego wymagania. Zwierzęta morskie i ptactwo otrzymało je na koniec piątego okresu stwarzania. Co prawda zdobywanie pożywienia przez drapieżniki jest okrutne, ale już sam los zwierząt słabych i chorych jest okrutny, a drapieżniki im go skracają. Nawet taki owad, jak skorpion, żyjąc w środowisku surowym, pustynnym, ma do dyspozycji środki obronne, pozwalające mu przetrwać. Każde zwierzę je posiada i zajmując swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym, może przy odrobinie wysiłku przedłużyć czas, zanim zostanie skonsumowane. Wiele z nich żyje nawet do śmierci ze starości.
Teraz nadszedł czas na kolejne przyspieszenie. W poprzednim okresie u niektórych gadów powstał system stałocieplny. Przynajmniej tak sądzą naukowcy. By to wykorzystać, Słowo umieścił ten mechanizm uniezależnienia żywych istot od temperatury otoczenia w ssakach, które teraz opanowały powierzchnię ziemi. Stwórca obdarzył je nową budową i zdolnościami, które pomagały w przystosowaniu się do rozmaitych warunków środowiska, ewoluując w kierunku jak najlepszego przystosowania. Należy wziąć pod uwagę, że skład podstawowych pierwiastków w budowie zwierząt proporcjami odpowiada składnikom ziemi, co oznacza, że wszystkie żywe stworzenia tu istniejące są z ziemi, a nie z kosmosu. To, co Bóg zaobserwował w tych stworzeniach; koegzystencję w całym ekosystemie, zdobyło Jego akceptację.
Słowo (Logos) zaobserwował u niektórych zwierząt pozycję pionową, która umożliwiała lepszą obserwację terenu przy poruszaniu się i wyróżniającą je spośród innych czworonogów i pełzaczy. Postanowił więc wykorzystać ten wzorzec do konstrukcji istoty, która posiadałaby zdolności i cechy, jakie przejawia sam Bóg. Biorąc takie same proporcje składników, jakie istnieją w zwierzętach i wzorzec z pionowej postawy niektórych, dokonał konstrukcji nowej istoty – człowieka, dając mu mózg o zdolności świadomego istnienia i kierowania uczuciami, o możliwościach abstrakcyjnego myślenia i podejmowania przemyślanych decyzji. To upodobniło człowieka, do Boga, tyle że w zakresie ludzkich możliwości. Człowiek stał się w ten sposób doskonały do spełniania celu, jakiemu miał sprostać. Miał bowiem panować na ziemi, czyniąc ją sobie poddaną; faunę, florę, a także zjawiska towarzyszące ziemi. By mógł być płodny, Bóg uczynił człowieka w postaci dwóch płci, najpierw mężczyznę, potem kobietę. Kiedy mężczyzna zaobserwował, że kobieta będzie dla niego najlepszą pomocą, natychmiast zaakceptował ten dar od Boga. Była przecież kością z jego kości i ciałem z jego ciała.
Teraz jednak anielski syn Boży, który nie pogodził się z zagładą dinozaurów, stwierdził, że nadszedł czas na zemstę i w niewidzialnej postaci, posługując się zwierzęciem swego upodobania, wężem, jak brzuchomówca przemówił do kobiety. Jego słowa trafiły na podatny grunt braku ludzkiego doświadczenia. Dotyczyły jednak ważnych kwestii w relacji między Bogiem, a Jego stworzeniem. Zaowocowały wątpliwościami, co do dotychczasowych ustaleń i aksjomatów. Posiały zwątpienie w prawdomówność Bożą. Jego zabiegi przyniosły spodziewany owoc. Ludzie stracili zaufanie do Stwórcy i złamali zakaz spożywania owocu z drzewa wiedzy dobra i zła. Niby pozornie błaha sprawa, ale postawili w wątpliwość to, czy Bóg ma prawo wymagać posłuszeństwa we wszystkim. Spożycie owocu z tego drzewa symbolizowało gotowość do samodzielnego decydowania, co dobre, a co złe. Zakaz czynienia tego w obecnej fazie duchowego rozwoju człowieka był oczywisty i logiczny. Dopiero przy odpowiednim poziomie wiedzy i praktyki w stosowaniu jej, zgłoszonym Bogu aktem spożycia owocu z drzewa wiedzy dobra i zła, Bóg dałby im wolność w podejmowaniu samodzielnych decyzji.
Niczym jednak sensownym nie uzasadnione podjęcie takiej decyzji tuż u zarania swego istnienia i złamanie zakazu Bożego, zaowocowało brzemiennymi w skutki następstwami. Ponieważ człowiek wymówił Bogu, jako swemu wychowawcy, posłuszeństwo, ograniczył w ten sposób jednocześnie dostęp Bożej ochrony. To z tego powodu Bóg postawił Cherubów na straży drogi do drzewa życia i mimo, że dziś już nie istnieje ogród w Eden z takimi drzewami, jak wtedy, ci strażnicy nadal trwają na straży drogi życia wiecznego. Uniemożliwiają przywłaszczenie tego, zdawałoby się dziś, znajdującego się w zasięgu ręki nauki, stanu bez spełnienia warunków wyznaczonych przez Stwórcę. Ludzie pozbawieni doskonałości, coraz bardziej chybiali duchowego celu, jaki Bóg im wytyczył i z tej przyczyny zaczęli umierać, jak zwierzęta. Przeciwnik Boga, Szatan Diabeł, mógł święcić triumfy. Byli jednak tacy, którzy psuli mu pełnię radości. Przedwcześnie, bo z diabelskiej inspiracji zmarli, Abel i Henoch, dowiedli w tym pierwszym, przedpotopowym okresie, że mają Bożego ducha i są mu podporządkowani, górując nim nad całym światem zwierząt, również wymarłymi dinozaurami.
_________________ Każda Ojczyzna ma swoich fanów
|