Akcja ratowania tych przepięknych miejsc jakie są w Rospudzie zatacza coraz większe kręgi.
Pominę początek bo już go znacie, pominę pomysłodawców wyjazdu bo to nie ja, nie przypisujcie mi wszystkich zasług bo ja po pokonaniu oporu przed wyjazdem i strachu przed długą drogą z coraz bardziej pogarszającymi się warunkami podchwyciłam pomysł.
W czwartek wieczorem po zorganizowaniu ludzi, spakowaniu się, przespaniu paru godzinek i odwiedzinach u Piotra i Mamby aby odebrać przygotowane przez nich wyposażenie i środki wyjechaliśmy. Start z Kwidzyna był o godzinie 00:30 już w piątek. Po drodze zajechaliśmy jeszcze do domu Leszka (Joker) po odbiór gara z pomidorówką z którym czekała na nas żona Leszka - Iwona. Strasznie żałowała że nie może z nami jechać a na ile ją zdążyłam poznać to wystarczyłoby słowo i już siedziałaby w samochodzie. Niestety... obowiązki skutecznie ją "uziemiły". Sama droga do Augustowa wbrew moim wcześniejszym obawom była rewelacyjna jak na tak trudne warunki i zimę która zaskoczyła drogowców jedynie w... Kwidzynie, bo tylko tutaj na drodze był śnieg. Od Górek ciągle "czarno" nie tylko za oknami samochodu

Według "Jadzi" (gps) w Augustowie mieliśmy wylądować na godzinę 6:30 i tak faktycznie było. Po krótkich poszukiwaniach i przepytaniu miejscowych udało się trafić na miejsce.
Niestety nie zrobiłam zdjęć samego momentu przekazania przywiezionych rzeczy, za zimno i za szybko wszystko się działo - pozwolono nam na wjazd do samego środka obozowiska i przyjęto bardzo ciepło. Ponieważ było dopiero co w okolicach siódmej rano, część ludzi jeszcze spała a ci którzy byli już na nogach szybciutko zajęli się przygotowywaniem śniadania dla reszty i ustawieniem samochodu - oczywiście w pobliżu i pod okiem policjantów

Potworne zimno jakie tam panuje pozwoliło mi na przyzwyczajenie się do warunków i wyciągnięcia aparatu dopiero pół godziny po przyjeździe. Ludzie tam są niezwykle życzliwi, nie trafiliśmy na kogokolwiek kto by nie podszedł, nie porozmawiał. Nie ma tam ludzi ponurych, wszyscy pomimo tak potwornie trudnych warunków, pomimo zdarzeń i doniesień zmieniających się jak w kalejdoskopie ciągle mają nadzieję że rząd jednak pójdzie po rozum do głowy i wstrzyma tę bezsensowną inwestycję dokładnie w tym miejscu. Trzeba tam pojechać, bo choć bywałam w tych okolicach dość często nigdy nie miałam okazji widzieć augustowskich okolic zimą i wbrew temu co wcześniej sobie myślałam jest tam równie pięknie. Nie chciałabym za ileś lat oglądać tych miejsc "z estakady" i żałować że wysiłki tych upartych i marznących tam ludzi pójdą na marne. Pomidorówka jak już zapewne wiecie zasłużyła sobie na umieszczenie jej w blogu Adama, na szczęście udało się dowieźć ją ciepłą i dokładnie na moment kiedy zaczynało się śniadanie. Od rana co rusz ktoś przyjeżdżał, przywoził kolejne kociołki ciepłych straw, ciepłych kaw, herbat. A to Nivka z miłym starszym panem a to nieduży Daewoo z przesympatycznymi paniami które przyjechały spod Warszawy przywożąc ze sobą potężny gar cieplutkich ziemniaczków, zup, herbat i mleka. Jakie stacje telewizyjne oprócz TVN24 i TVP były - trudno mi powiedzieć bo co rusz przyjeżdżał ktoś nowy. Na pewno było sporo fotografów, między tymi których nie znam jeden wyróżniał się szczególnie - Jurek Gumowski. Jako że byłam już lekko "padnięta" jazdą i zimnem oddałam kluczyki Maćkowi który był tam z nami, aby pojechał i zrobił zakupy dla obrońców Rospudy a później jeszcze zajął się kursowaniem pomiędzy Rospudą a Augustowem z ludźmi i zakupami. W okolicach południa jako że nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak trudnych warunków podjechaliśmy na chwilkę do przydrożnego baru coś zjeść i choć na chwilkę ogrzać się ciepłą herbatką. Również tam mieliśmy okazję znaleźć się w otoczeniu ludzi związanych z akcją Rospuda, zarówno przeciwników jak i zwolenników. W trakcie naszej bytności tam przyjechała ekipa telewizyjna (zdaje się że TVP Białystok) poprosić właściciela o włączenie telewizora aby obejrzeć konferencję premiera. Właściciel... no cóż, po małym słowotoku wydobywającym z jego w sumie sympatycznej postaci że to głupota i on tego nie popiera (obok miałby ładną trasę - mój wniosek) dał się przekonać i mieliśmy okazję obejrzeć relację "na żywo". Powrót do obozowiska i tym razem postanowiliśmy przejść się w głąb lasu obejrzeć miejsce skąd miałaby się zaczynać estakada. Tam jest po prostu pięknie... słońce tak przygrzewało na zboczu że miałam ochotę po prostu siąść, zdjąć kurtkę i tak po prostu zostać.... cisza, spokój, wszędzie drzewa i to powietrze...
Co rusz jakiś wywiad, co rusz jakaś telewizyjna kamera podążała za ludźmi rejestrując ich słowa, wyraz twarzy i to co robią. Nawet Kiton "załapał się" dla TVN24 i gazety na kolanach przesympatycznej dziewczyny. Został ze mną bo nie chciałam aby plątał się między nogami w samochodzie, kiedy on co rusz gdzieś wyjeżdżał. Radiowóz który tam stał to nie straszak ale ktoś porządku pilnować musiał, jak Adam Wajrak sam mówił w którymś wywiadzie - obrońcy sami chodzili do nich rejestrować się i podawać swoje dane. Sama byłam świadkiem kiedy przyjechał młody chłopak i pierwsze co usłyszał od Adama to pytanie czy chce zostać i czy ma dowód a następnie poporosił go by poszedł do policjantów "zameldować się". Tam nie ma chaosu, zadym ani bezkrólewia. Z wieloma osobami miałam okazję porozmawiać i wszędzie, u każdego stykałam się z ciepłem, wrażliwością i twardą postawą aby być tu do końca i nie poddawać się. Podziwiam ich za ten upór, za siłę aby siedzieć w takim zimnie. Oni nie narzekają że jest mróz, że policja chce ich inwigilować. Utrzymują w obozowisku porządek, biegają po opał czasem dość daleko zbierając to co leży na ziemi. Tam nie ma jakiegoś skajnego "ekologizmu", wręcz przeciwnie, ci ludzie kochają przyrodę, myślą i czują jak wielu innych. Nie są przeciwni obwodnicy bo wiedzą że w okolicach Augustowa faktycznie jest niebezpiecznie - sama miałam okazję się o tym przekonać jadąc trasą Augustów - Suwałki, tam tiry nie zwracają uwagi na samochody mniejsze od nich samych a co dopiero mówić o ludziach czy zwierzętach, zachowanie kierowców na trasach szybkiego ruchu w naszych okolicach to nic w porównaniu z tym co dzieje się tam. Ludzie broniący Rospudy chcą obwodnicy Augustowa również, ale nie w tym miejscu, chcą zachować przyrodę tam taką jaka jest choćby na tym maleńkim kawałku na ziemi. Nie ingerują w środowisko, czytałam takie opinie że niszczą drzewa, że niszczą miejsce gdzie obozują - nic bardziej mylnego bo kiedy akcja się skończy a mam nadzieję że rozsądek wygra - wiosną nie będzie śladu że ktokolwiek tam był. Na powrót zdecydowaliśmy się w okolicach piętnastej. Ja niestety już padłam i odcinek Ełk - Ostróda miałam kompletnie "wycięty", podobno mocno chrapałam

ale jak tu nie chrapać jak zakopałam się pod kocem a kot stwierdził że nigdzie nie będzie mu tak wygodnie i ciepło jak leżąc na mnie
Podsumowując... Będąc tam tylko utwierdziłam się w przekonaniu że obwodnica nie powinna przebiegać w tym miejscu, obrońcy Rospudy mają całkowitą rację tak zaciekle broniąc tej doliny. To nie są żadne oszołomy ani ludzie - małpy jak ich co poniektórzy nazywają bo wspinają się na drzewa. To bardzo przesympatyczni, rozsądni i inteligentni ludzie. Często do obozu przyjeżdżali okoliczni mieszkańcy - jedni przywozili ze sobą ciepłe ubrania, inni jedzenie a jeszcze inni po prostu popatrzeć, nie widać było u tych patrzących agresji, nie słychać było niepotrzebnych komentarzy (może tylko ja na takowe nie trafiłam) widać było raczej zainteresowanie i ciekawość.
Na razie to tyle jeśli chodzi o relację "na szybko". Jeśli coś jeszcze sobie przypomnę - będę starała się to dopisać w kolejnych postach.
Poniżej mała fotorelacja. Nie doszkujcie się w tych zdjęciach nutki artyzmu i poprawności fotograficznej, nie jestem zawodowcem i nie starałam się upiększać tego co widziałam. Po prostu pokazuję Wam wycinek tego co miałam możliwość sama zobaczyć. Zdjęć jest 80 (to tylko część które wybrałam) więc puszczam je w czterech kolejnych postach.