canario napisał(a):
Tylko mnie śmieszy trochę te wasze (chrześcijan) wewnętrzne skłócenie
Wypowiadający opinię o letnim poranku, że jest zimny, kiedy temperatura zachęca do wdziania na siebie czegoś cieplejszego, z całą pewnością otrzyma akceptację przybyłych do zakładu pracy na ranną zmianę znajomych, że to prawda. W tych okolicznościach nikomu nie trzeba dowodzić słuszności swego twierdzenia, bo każdy doświadczył tego na sobie. Inaczej bywa, kiedy to, o czym mówimy, nie ma bezpośredniego wpływu na słuchających. Wtedy opinia zależy od innych czynników. Choćby takich, jak uprzedzenie, czy niedowiarstwo. Tym bardziej, jeżeli są to informacje niewygodne, wymagające dokonania większych zmian przez słuchaczy. Można wtedy wypowiadać wręcz truizmy, a otoczenie z niechęcią i pogardą potraktuje je, naciskając kontrowersyjnego informatora, by zmienił zdanie. Mimo, że prawda jest obiektywna, to kiedy nie sięga wpływem opiniodawców, ich poglądy o niej bywają bardzo różnie, do zadawania kłamu włącznie. Szczególnie deprymujący wpływ, powodujący zlekceważenie prawdy, ma demagogia decydentów stanowiących władzę.
Rzymskie mocarstwo czasów Jezusa Chrystusa było przykładem takiego destrukcyjnego wpływu na swych podwładnych. Namiestnik cezara nad terenem Izraela w czasach działalności Jezusa wśród swych rodaków, Poncjusz Piłat, wyraził kiedyś swe powątpiewanie w istnienie prawdy. Kiedy bowiem przyprowadzono Jezusa, by został skazany, Piłat spytał się go, kim jest. Jezus odpowiedział, że po to się narodził i po to pojawił się na świecie, by dać świadectwo prawdzie. Wtedy namiestnik na to: A cóż to jest prawda? Wiedział przecież, że "prawdę" stanowi władza Rzymu i tylko od jej akceptacji zależy przyjęcie, lub odrzucenie przedstawianej rzeczywistości. Taki pesymizm mógł być spowodowany lekceważeniem sprawiedliwości i łamaniem jej nawet w imię obowiązującego prawa. Do dziś jeszcze istnieje twierdzenie o prawie rzymskim, że było twarde, no ale lepsze takie, niż żadne.
Pomimo podporządkowania się żydowskich przedstawicieli religijnych i administracyjnych Rzymowi, Żydzi traktowali tego hegemona pogardliwie i wrogo. Często wybuchały powstania usiłujące odeprzeć wpływy rzymskiego cesarstwa, wraz z jego wojskami, poza granice Izraela. Pan Jezus nie okazywał takiej zelockiej postawy. Wiedział jednak, że każda polityczna władza narodów podporządkowana jest Przeciwnikowi, Diabłu. bo to przecież Szatan usiłował złamać jego prawość, obiecując mu władzę nad królestwami świata za podporządkowanie się swemu panowaniu. Kolejni następcy cezara dowiedli okrutnym postępowaniem, że w istocie ten pogląd, to prawda.
Nie dziwi więc taka ignorancja prawdy w cesarstwie, kiedy jego duch, to kłamca i ojciec kłamstwa.
Do dziś aktywna politycznie grupa ludzi, pragnąc posiąść władzę w demokratycznych krajach, boryka się z problemem prawdy w realizacji zapowiadanych posunięć naprawczych. Sama zaś polityka wobec sąsiednich państw, zwłaszcza nie popierających interesów tej władzy, usiana jest argumentami rzadko pokrywającymi się z prawdą. Polityka wewnętrzna w sferze materialnego podziału dóbr finansowych z podatków też nie może się obyc bez gry pozorów i walki na nie do końca oczywiste argumenty.
Rządzenie nad ludźmi jest trudne i niebezpieczne. Doświadczono już w historii niejednego kataklizmu z powodu braku akceptacji dla sposobu sprawowania władzy. Sposoby pierwotnie wynikały z przyjętego celu. Później nakreślały go wcześniejsze wzorce. By jednak umacniać w ludziach uległość dla nich, korzystano z wpływu religii. Wiadomo przecież, że sfera wiary, sięga ze wszystkich sposobów wpływania na ludzi, najdalej. Do tak daleko idących wyrzeczeń nie wystarczyły jednak prawdy czystej wiary, pochodzącej od Boga. Wymagało to bowiem przebiegłości i ustępstw, akceptujących przyzwyczajenia i nawyki tkwiące w historycznych pokładach religii wypieranych przez chrześcijaństwo. Często zadowalano się odsunięciem wpływu poprzednich przewodników religijnych na swych wiernych i zastąpienie ich duchowieństwem chrześcijaństwa, w sprawowaniu stricte administrowania jedynie tychże ludzi. Adaptowano te zwyczaje tak, że jedynie powierzchownie zdawały się być zgodne z kanonem nowej religii. Tak naprawdę posiadły owe stare zwyczaje jedynie nowe nazewnictwo, a reszta, ku uciesze związanych tradycją ludzi, pozostawała bez zmian. Dzisiaj jest ten sam problem, podsycany z kolei demokratycznymi zasadami współżycia. By cokolwiek zmienić, inicjatywa musiałaby byc oddolna. Co to wszystko ma jednak wspólnego z prawdą o Bogu, tak ważną dla Jezusa Chrystusa, że dla niej poświęcił swoje ludzkie życie? Co ma wspólnego choinka, tak powszechnie towarzysząca obchodom urodzin Jezusa z tymi urodzinami, czy zajączki i jajka z Jego zmartwychwstaniem? Dziś, by podtrzymać uzasadnienie dla tych zwyczajów, używa się określenia 'tradycja'. Podejrzewam, że ten sam argument istniał od samego początku, tyle że przeewoluował od tamtych czasów z tradycji pogańskiej do chrześcijańskiej.
Nie te zwyczaje są jednak najważniejsze, chociaż ze względu na pochodzenie, powinny być wyeliminowane. Najważniejsza dla Chrystusa zawsze jest prawda o Bogu, o Jego istocie i nadrzędnej roli nad każdym stworzeniem. Chce też podkreślać swoją rolę między Bogiem Ojcem, a ludźmi. Jest przecież jedynym pośrednikiem i to nie tylko jako człowiek, ale też w swym przedludzkim bycie, jak i po zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. Był i jest, jak mówi Słowo Boże, jedynym pośrednikiem.
1 Tymoteusza 2:5 "Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus..."
Galatów 3:19 "Na cóż więc Prawo? Zostało dodane, by ujawnić występki, aż przyjdzie potomstwo, któremu dano obietnicę; a przekazane zostało przez aniołów ręką pośrednika."
Sędziów 2:1 "Wtedy anioł Jehowy udał się z Gilgal do Bochim i rzekł: „Wywiodłem was z Egiptu i wprowadziłem was do ziemi, co do której złożyłem przysięgę waszym praojcom. Ponadto powiedziałem: 'Nigdy nie złamię mojego przymierza zawartego z wami."
Niewiele pozostało i czasu i środków tym, którzy prawdę mieszają z kłamstwem i za względnej wartości przywileje zdobywają sobie zwolenników do hołubienia kłamstwa. Często ludziom świadomym kruchości życia i posiadania wystarczy, że będą popierani przez społeczeństwo, któremu też jedynie na tym zależy. Błędne koło popierania kłamstwa będzie jednak tak długo się kręcić, jak długo będzie istnieć jego siła napędowa, a mianowicie zło i jego uosobienie. To, że jeszcze teraz można sobie i innym wmawiać puste tezy o względności prawdy i wiecznej walki dobra ze złem, z całą pewnością nie znaczy, iż tak jest i będzie na prawdę. Nadejdzie dzień i godzina, o której nikt nie wie, prócz Boga Ojca, i wszystko to zginie, jak po przejściu pożaru przez suchy step. Spojrzysz w bok, a Złego już nie będzie.