|
Znalezione w sieci.
Relacja lekarki pogotowia ze Sztumu pani Barbary Anaczkowskiej-Piazza. "Działo się to 5 września 1979r. między godz. 3.30 a 4.10. Miałam wtedy dyżur w pogotowiu. Załatwiliśmy jedno zgłoszenie i mieliśmy odebrać po drodze położnicę z Żuławki. W drodze powrotnej kilka kilometrów za Żuławką po stronie kierowcy na lini horyzontu pojawiła się czerwona chmura. Była dziwna, trochę jak zachodzące słońce. Zażartowalam do kierowcy:"Niech mi pan powie co to może być, słońce cy ksieżyc? Bo to chyba nie UFO". Kierowca odpowiedział że to księżyc. Po kilku minutach znowu odezwałam sie do kierowcy:"No niech pan popatrzy".Po lewej stronie karetki widać było czerwoną kulę. W pewnym momęcie znikła nam z oczu. Gdzieś na wysokości Trop Sztumskich zobaczyłam ją znowu."Jakie to duże"- zauważyłam. Teraz już wszyscy dostrzegliśmy kulę. Była pomarańczowoczerwona o ostrych granicach. Mówię że była to kula, choć mogło to być koło, bo trudno to przestrzennie określić. Kula zaczęła się do nas zbliżać. Pojawiła się nad drogą, miała średnicę szosy. Jechaliśmy z dużą szybkością. Szosa była prawie pusta. Mineliśmy przejazd kolejowy. Kula była 10-150 m za przejazdem. Zaczeła się do nas zbliżać, a może to my się do niej zbliżaliśmy. Kula opadła na szosę. Myśleliśmy że nas wchłonie. Kierowca zachamował. Krzyknęłam żeby kierowca zgasił światło. Wydawało mi się że to właśnie zapalone swiaiatła przyciągają kulę. Poczuliśmy się nieswojo. Ktoś-chyba ja-powiedział"UFO". I do pacjentki:"Niech pani nie patrzy na to i nie rodzi". Cofneliśmy samochód do przejazdu. Trudno określić czas tych wydarzeń: nikt nie patrzy w takich chwilach na zegarek. Pred szlabanem stały dwie kobiety, te z budki dróżnika. Włączyłam radiotelefon. Połączyłam się z dyspozytorką. Nie było żadnych zakłuceń. Za pośrednictwem dyspozytorki zawiadomiłam MO, że to coś nie daje nam przejechać. To coś stało 100, może 300 m przed nami i balansowało. Dzwoniąc po milicję chcieliśmy żeby ktoś jeszcze to zobaczył i jeśli oni przejadą przez tę kulę, to i my przejedziemy. Kierowca Skoczyński dziwnie sie czuł. Był to chyba lęk przed czymś nieznanym. Nie czułam żadnych parestezji (mrowienia, drętwienia, uczucia zimna czy gorąca) ani innych tego typu sensacji. Wysiadłam jeszcze i spytałam dróżniczki czy też to widzą. Potwierdziły. Wsiadłam do karetki. Kula nadal balansowała. Trwało to 10-15 minut. Potem kula przesuneła się nad drzewo i nadal balansowała. Nie było słychać żadnych dźwieków. Nie czułam promieniowania. Powoli kula traciła swą intensywność czerwonej barwy.Zmieniała kolor na czarny. Po zapaleniu świateł samochodu dwie trzecie kuli zmieniło sie na bordo. Czy kula zgasła czy schowała sie, trudno powiedzieć". O wiele istotnych szczegółów uzupełnia to nagranie relacja kierowcy Grzegorza Skoczyńskiego.
"Była godzina 3.45. Skręciłem właśnie z Żułwki Sztumskiej na trasę Malbork-Dzierzgoń. Wedy to zauwazyliśmy daleko przed sobą ciemno czerona kulę wielkości księżyca unoszącą sie na niebie dość nisko nad horyzontem. W miejscowości Tropy dojechałem do skrzyżowania by skręcić w prawo do Sztumu. Kula była już znacznie bliżej nas, jakieś 400- 500 metrów i znacznie większa. Była czerwona, ale nie jaskrawa, matowa. Jechaliśmy dość szybko, a ona cały czas nam towarzyszyła z lewej strony, omijając łukiem przeszkody; drzewa, zabudowania. Zacząłem zmieniać prędkość samochodu, przyspieszać, zwalniać- ona robiła to samo. Mineliśmy miejscowośc Kalwa, przejechaliśmy przez przejazd kolejowy i wtedy kula nagle jakby błyskawicznie przyspieszyła, wyprzedziła nas i i zawisła nad szosą-najpierw na wysokości kilkunastu metrów, potem zaczęła sie powli zniżać do wysokości metra, najwyżej półtora. Dojechałem do niej na odległośc około 150 m. (w dzień jeszcze sprawdzałem to dokładnie). Zatrzymałem samochód, zgasiłem światła. Miałem ochotę podjechać jeszcze bliżej, ale pani doktor powiedziała żebym sie cofnął do przejazdu, po czym połączyła sie z naszą dyspozytorką , panią Teresą Cyran, powiedziała że kula ognista nie pozwala nam przejechać i poprosiła o zawiadomienie milicji. Staliśmy przy przejeździe około 20 minut i patrzyliśmy. Kula miała średnicę trochę większą od średnicy drogi, bo wystawała poza drzewa rosnące na poboczach.. Była czerwona, teraz trochę jaśniejsza niż na początku, gdy była daleko. Widziałem wyraźnie na niej dwie poziome półki-na dole i na kórze, a na całej powierzchni jakby siatkę, czarne nieregularne linie, grubości chyba palca. To wyglądało troche jak prześwietlone naczyna krwionośne. Kula oświetlała pod sobą powierzchnię ziemi białym światłem. Baliśmy się wszyscy, ale nie czuliśmy nic, ani nie słyszeliśmy żadnego hałasu. W pewnym momęcie wydało nam sie że kula zaczyna sie zmniejszać. Błysnąłem dwa razy światłem i ruszyłem szybko. Gdy dojechaliśmy na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stała- nie było tam nic. W ciągu dwóch trzech sekund zmniejszyła swą średnicę i znikła bez śladu. Patrzyłem czy liście na drzewach są osmalone, nic, żadnego śladu. Pojechaliśmy dalej do Sztumu. O 4.20 byliśmy w szpitalu".
Pięcioro świadków to wystarczająca ilość żeby uznać to co widzięli za prawdziwe. Potwierdza ono stara prawdę że istnieją rzeczy lub zjawiska o których nie śniło się ani filozofom, ani fizykom. Cytowany fragment relacji poch odzi z książki L.Znicza " Nieznane obiekty Latające", tom III, str. 46-48.
Pozdrawiam
Porcellus
_________________ Forum jest jak bagno,
kilku nie kuma, reszta rechocze.
|