Dreszcz mnie przeszedł tak samo jak wtedy, gdy oglądaliśmy tą ścianę. Historia, którą opowiedziałeś jest jakże inna od tysięcy historii upodlonych niewinnych istot. Tu sprawiedliwości stało się zadość, ale po głowie lata mi przekorna myśl, że wcale nie o sprawiedliwość chodziło. Myślę, ze dowódca w swym pijanym zapędzie postanowił pobawić się w batiuszkę Stalina w lokalnym wydaniu. Wiadomo było przecież, że kto Stalina nie słucha temu kula w łeb. A diewoczki... ech.
Budslavsky napisał(a):
niektórzy nie wiem po co wydłubią z muru ostatnie tkwiące w nim pociski.
Są tacy, co lubią ocierać się o śmierć. Są też tacy, którzy po wyjęciu i zidentyfikowaniu rodzaju broni umieściliby je z powrotem na ich miejscu.
Swoją drogą pięknego masz tego lwa.