Jest to problem wydumany, czyli wymyślony przez autora. Jedyny wniosek, to potrzeba sprzątania miasta z różnych obrzydlistw w postaci napisów i ulotek, co jak autor zauważył już nastąpiło.
To przemienianie opisanych tak plastyczne postaci z ulotki czegoś tam zakazującej, na przedstawicieli mniejszości narodowych, potem mniejszości religijnych , aż do ludzi o wszelkiej odmienności , to bardzo naciągana sprawa. Dalsze kontynuowanie takiego ciągu skończyłoby się zapewne na widzeniu w tamtych sylwetkach kibiców jakiegoś klubu piłkarskiego.
Piszesz o tym Kolego w związku z warszawską demonstracją różnych odmienności seksualnych z ub. niedzieli. A tu już można dostrzec jakiś problem i pewnie niejeden.
Nachalne i ostentacyjne propagowanie odmienności seksualnych ma z tolerancją tyle samo wspólnego, co bieganie z widłami za wypatrzoną w polu parą kochasiów. Dlaczego ma mnie obchodzić to, że jacyś ludzie wybierają sobie model życia odbiegający mniej czy bardziej od norm obyczajowych i biologicznych. To ich sprawa, nikomu nic do tego i oni niech też ją zachowają dla siebie, a nie dopominają się natrętnie o przywileje przynależne rodzinie.
Promocja i publiczne okazywanie swych upodobań seksualnych, która to moda przybywa do nas „zza Łaby” też jest zaprzeczeniem tolerancji wobec osób, które uważają tą dziedzinę życia za prywatną i intymną. Czy nazywanie tych, którym to się nie podoba – homofobami, to jest tolerancja? Ja w to wątpię.
Opisana ulotka z witryny na ul. Hallera z tamtym znakiem zakazu, jak i demonstrowanie i promowanie swoich intymnych upodobań na ulicznych paradach, to niewybredna publiczna dyskusja, do której homoekstremiści zaprosili ekstremę antyhomo.
Wolałbym żeby mnie do tego nie mieszano. A już na pewno nie wystąpię z jakąś skruchą i błaganiem o przeprosiny owego 1000-a nietypowych statystycznych Kwidzyniaków, jak
red. Pacewicz wobec uczestników parady.