chester napisał(a):
Jeszcze w wakacje tego roku Bartnicki w kwidzyńskich mediach zachęcał do składania wniosków, bo twierdził, że pieniądze są.
Dowiedziałem się niedawno, że znajoma, która składała wniosek kilka tygodni przede mną również nie otrzymała dotacji. Tym bardziej myślę, że gdy składałem swój wniosek to kasy nie mieli.
Z tego co wiem - latem jeszcze były.
Niestety nie znam szczegółowo harmonogramu wpływu poszczególnych transz przekazywanych środków ani tempa ich wydawania i szczerze mówiąc mało mnie to interesuje.
Zawsze możesz zwrócić się o udzielenie takiej informacji i na pewno ją otrzymasz.
chester napisał(a):
Bezrobotnego, któremu nie udało się otrzymać dofinansowania, a istnieje jeszcze w rejestrze w UP dopisać go do listy rezerwowej i w przypadku dodatkowych pieniędzy jakie otrzyma urząd - powiadomić petenta, a nie musi czekać nie wiadomo ile czasu, tworzyć kolejną biurokrację itd.
Tym sposobem byłbyś w kolejce na jakimś tysiąc sześćsetnym miejscu. Z szansą na otrzymanie środków za 5 lat.
Pasuje?
chester napisał(a):
Według regulaminu (§ 2 pkt 2) przyznawania środków na działalność pieniądze są z Funduszu Pracy, z którym dysponuje Starostwo Powiatowe. Tym bardziej UP powinien zgłosić się do tego organu o dodatkową pomoc, którą nawet medialnie oferowali.
Tutaj masz przepisy, według których wyliczana jest wielkość i sposób przydzielania środków Funduszu Pracy -
http://158.66.1.108/_files_/akty_prawne ... 3_1019.pdfCo miesiąc do Starostwa i Ministerstwa składane są sprawozdania finansowe. W tym roku o ile wiem wyszły od nas trzy pisma o zwiększenie lub przesunięcie środków.
Jeszcze raz powtórzę - za populistyczne telewizyjne obietnice "miasta" rozliczaj "miasto", a nie tych, którzy tylko dzielą to, co im zostało odgórnie przydzielone.
chester napisał(a):
Negatywną odpowiedź otrzymałem poleconym, więc w urzędzie nie byłem, aby prosto w oczy powiedzieć co o tej całej sytuacji myślę. Poczekam jeszcze trochę i może się zdecyduję na taką rozmowę. Tylko czy dyrektor będzie miał ochotę rozmawiać z bezrobotnym.
Dlaczego tylko 'może się zdecydujesz'?
To Twoje święte prawo wyrażać swoją opinię i żądać odpowiedzi na pytania dotyczące funkcjonowania administracji. Tym bardziej, jeżeli czujesz, iż Cię skrzywdzono.
Jeśli nikt Ci nie udzieli takich informacji ustnie - żądaj tego na piśmie w trybie dostępu do informacji publicznej. Jeśli ta druga droga zawiedzie - wygrasz w każdym sądzie.
Co do Twoich obaw - dyrektor nie ma wyjścia i musi rozmawiać z bezrobotnym. Ma to w zakresie obowiązków, z których rozlicza go starosta. Pozostaje tylko kwestia ustalenia terminu. Z tego co wiem żaden interesant nie miał problemów z natychmiastową rozmową, o ile dyrektor lub zastępca był na miejscu.
chester napisał(a):
Z numerem pokoju się pomyliłem przepraszam.
Nie masz za co - ja tylko sprostowałem gwoli uściślenia, może komuś się przyda.
chester napisał(a):
Ale jedna z tych babek śledziła każdy pkt. PKD, który wypisałem i chciała na każdy dokument potwierdzający, że będę potrafił np. taką usługę wykonać.
Na wszystko nie można mieć odpowiedniego wykształcenia, gdyż część rzeczy nauczyłem się sam i praktykuję od kilku lat. PKD wypisałem również więcej (ponieważ gdy firma już istnieje każdy wpis do działalności kosztuje) związanych z moimi usługami, gdyż miałem zamiar w ciągu roku zatrudnić dodatkową osobę i poszerzyć obszar działania.
chester napisał(a):
Ale mi nie są potrzebne pieniądze z banku. Ewentualny kredyt można wykorzystać na rozwój firmy, a nie rozpoczęcie działalności. W przypadku bezzwrotnej dotacji 18.500zł, dla porównania bankowi musiałbym dodatkowo oddać z odsetkami ok. 25 tyś. Po drugie to bezrobotnemu nie udzieliliby takiego kredytu.
Mimo wszystko będę trzymał się analogii z bankiem.
Jak sam słusznie zauważyłeś, bank nie dość że zweryfikowałby Cię znacznie dokładniej, to jeszcze by na Tobie zarobił.
Dlaczego?
Dlatego że bank obraca środkami swoich klientów. Klientów, którzy temu bankowi zaufali i powierzyli mu z własnej woli własne pieniądze. Bank nie ma prawa zawieść zaufania tych klientów, co więcej, powinien dla nich jeszcze zarobić.
Dlaczego administracja nie ma mieć prawa do weryfikacji Ciebie jako beneficjenta pomocy udzielanej ze środków publicznych? Tym bardziej, że te publiczne środki nie wzięły się z dobrowolnie powierzanych pieniędzy, a z pieniędzy wpływających z przymusowych było nie było podatków lub innych obciążeń nałożonych na obywateli. I to przed tymi obywatelami administracja odpowiada za racjonalność wydawanych środków.
Teoria? Wiem. Póki co - taki mamy właśnie system. Sami go zbudowaliśmy. I tylko my możemy go zmienić. Tak się dziwnie jednak składa, że chęci do zmieniania są mniejsze niż do gadania.
Inny przykład (dedykuję też koledze od 'swobody działalności' - ku zastanowieniu):
Załóżmy, że Cię stać i że fundujesz komuś działalność gospodarczą w sektorze budowlanym. Zgłasza się dwóch chętnych: murarz i taksówkarz. Komu dasz swoje pieniążki? I uzasadnij: dlaczego?
Nie ma nic nowego w tym, że środków notorycznie brakuje. Więc dlaczego dziwi Cię gęste sitko weryfikacji planów, zamierzeń i założeń? Dlaczego odmawiasz prawa do oceny przez dysponenta, czy te środki trafią tam, gdzie mają szansę się zwrócić w postaci wkładu w rozwój gospodarki i Twój jako obywatela, który nie popadnie w jakieś kolejne życiowe tarapaty?
Zauważ też jeszcze, że nikt Ci nie napisał w uzasadnieniu: nie znasz się, nie nadajesz, nie umiesz, nie potrafisz. Przyczyna jest prosta i jakże prozaiczna, na dodatek nic nie mająca bezpośrednio wspólnego z uznaniowością - brak środków.
chester napisał(a):
Nadal uważałbym, że przynajmniej jedna osoba jest tam niepotrzebna. Jak rocznie jest 200 przyznanych dotacji. To ile średnio na jednego pracownika (3 osoby) przypada wniosków rocznie. Sami policzcie. Na oko 1 wniosek na 3 dni pracujące.
Dlaczego uczepiłeś się tego, że ich praca polega wyłącznie na wydawaniu i przyjmowaniu wniosków???
Dlatego, że na tym skończyła się póki co Twoja z nimi styczność?
I dlatego tylko to każesz - tanim, ale przyznaję że efektownym, chwytem - przeliczać?
chester napisał(a):
Zastanawiam się, czy ty Grzechu kochasz ten swój Urząd, że tak go bronisz?
Jeśli nawet, to czy jest w tym coś złego?
Nawiasem - prywatnie uważam, że każdy bez trudu znajdzie w swoim życiu rzeczy bardziej godne i warte zastanawiania się, niż czyjeś uczucia względem jego miejsca pracy.
ola650 napisał(a):
Ta dyskusja jest doprawdy wstrząsająca.
Jedna osoba (Grzechu) neguje i krytykuje wszystko i Wszystkich.
Takie jednostronne poglądy zza urzędniczegio biurka w przełożeniu na codzienne problemy bezrobotnych, potencjalnych przyszłych przedsiębiorców oraz pracodawców są kompletnie bezcelowe.
Szkoda tylko że ludzie,którzy swoją pracą powinni z założenia służyć i pomagać innym są tacy bezduszni i zarozumiali.
Primo - zapoznaj się ze znaczeniem słów 'negacja' i 'krytyka', a następnie wskaż miejsca w moich wypowiedziach, w których coś bezpodstawnie negowałem lub krytykowałem.
Secundo - poglądy. Jakie mam mieć według Ciebie? Wielostronne? Czy może zmienne - w zależności od tego z kim rozmawiam / do kogo piszę?
Tertio - całe to zdanie na temat poglądów jest... Eeee... Poprzestańmy na tym, że nie da się go logicznie rozłożyć. Ale rozumiem, że było ułożone pod wpływem emocji.
Quarto - jeśli zdroworozsądkowe, poparte jakimś tam doświadczeniem myślenie bierzesz za bezduszność i zarozumiałość, to bardzo mi przykro. Chciałbym zapewnić, że tak nie jest, ale to zapewne niczego nie zmieni, no i każdy ma prawo do własnego osądu. Byle się tylko publicznie wzajemnie nie obrażać.
Rafikkk napisał(a):
NO NIE... o tym mówi ustawa o swobodzie działalności gospodarczej, której te baby nie rozumieją !!!
Szermujesz tą ustawą już po raz kolejny, a zaczynam mieć wątpliwości, czy ją choćby czytałeś.
Wskaż proszę zainteresowanym i mi miejsce, w którym jest w niej powiedziane, że możesz sobie swobodnie działać gospodarczo za
publiczne pieniądze. Wskaż mi proszę zapis w tej ustawie, że rozpoczęcie swobodnej działalności gospodarczej państwo ma obowiązek Ci zapewnić za
publiczne pieniądze.
Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej mówi o tym, co możesz, a czego nie możesz, gdy jesteś przedsiębiorcą.
Owszem - państwo (organy administracji publicznej) ma obowiązek pomagać - np. art. 6 i art. 8 ust. 1.
Gdy już jesteś przedsiębiorcą. I tylko w granicach prawa.
Państwa (administracji) nie interesuje w jaki sposób tym przedsiębiorcą zostaniesz i za czyje pieniążki. To jest Twój wybór - nikt Ci niczego w tej kwestii nie narzuca i nie ogranicza, jeśli nie przekraczasz granic prawa.
Nie jestem pewny, czy 'baby' (nawiasem - rozumiem, że to określenie pieszczotliwe, a nie pejoratywne?) to rozumieją, jestem za to niemal pewny, że Ty nie do końca rozumiesz.
ofi napisał(a):
jak powiadają "...TYLKO WINNY SIĘ TŁUMACZY", więc może
Grzechu jednak ma ...jakiegoś petenta na sumieniu
Mam szczerą nadzieję, że nie mam nikogo na sumieniu. W każdym bądź razie nigdy nikomu niczego złego świadomie nie zrobiłem.
Niewątpliwie duży wpływ na to ma fakt, że bezpośrednią styczność z klientami mam bardzo rzadko - w przeciwnym przypadku szansa na popełnienie jakiegoś błędu i skrzywdzenie kogoś byłaby dużo większa.
Jeśli zaś coś takiego mimo wszystko miało miejsce, to wierzę, że kiedyś ktoś mnie za to w ten czy inny sposób osądzi. Ewentualnie, że suma krzywd wyjdzie na zero.
Rachel,
Tak jak wspomniałem - póki się wzajemnie nie obrzucamy wulgaryzmami, to można dyskutować, nie mam nic przeciwko temu. Muszę jednak zaznaczyć, że każda moja wypowiedź to moje prywatne zdanie i w żadnym wypadku nie należy tego traktować jako oficjalne stanowisko urzędu!
Niech będzie, że są to wypociny znienawidzonego urzędasa
Ja zyskam dzięki temu trochę świeżości i spojrzenia 'od drugiej strony', interlokutorzy z moich być może nieporadnych wypowiedzi mogą poznać argumenty dlaczego cała ta biurokracja działa tak, a nie inaczej.
Może też skorzystają z niektórych narzędzi, o których tu i ówdzie wspomniałem, a które mają do dyspozycji, aby skutecznie dochodzić swoich praw.
No i nie jest tak, że moje poglądy są stałe i niepodatne na argumenty. Póki co - nikt nie przytoczył takich, których nie da się obalić w kilka minut, nie widzę więc powodu, by te moje poglądy zmieniać.