Grzechu napisał(a):
A ja mam wrażenie, że żyjemy w jakichś światach równoległych...
Chyba tak jest, bo wiele na to wskazuje. Kpisz sobie Grzechu, że zabierający tu w sprawie głos „poniektórzy - jak zwykle - już wszystko wiedzą", a to przecież nie jest tak. Wszystkie wątpliwości i oburzenia biorą się w tej sprawie przecież z braku wiedzy ukrywanej i bagatelizowanej przez rosyjską komisję.
Ja też widzę tu „dwa światy”. Jeden bezkrytycznie przyjmujący śledztwo MAK i drugi, który oburza się na jego tendencyjność. Pewna nadzieją jest fakt, że dający się ignorować przez Rosjan polski pełnoprawny przedstawiciel akredytowany przy rosyjskim Komitecie, też już ma dosyć tamtejszej bezczelności. Dziś Edmund Klich już nazywa raport skandalem i ukrywaniem przez Rosjan niewygodnych faktów. To miał być przy tej komisji ślepą kukiełką?
Min. Miller dzisiaj też przemówił, chociaż bardziej dyplomatycznie, ale zapowiedział wreszcie polską reakcję na ograniczanie przez Rosjan dostępu do materiału dowodowego. Zwrócił także uwagę, że w raporcie MAK jest jakaś inna wersja nagrań rozmów z kabiny i wieży, niż ta, która w maju ub.roku podpisywał w Moskwie. Najciekawsza będzie inna jego niespodzianka zapowiadająca opublikowanie nagrań rozmów kontrolerów, których Rosjanie nie dali, ale Polska je ma (zdobyte legalnie).
Ciekawe, co jeszcze jutro powie premier, który już 17 grudnia dał wyraz swej dezaprobaty.
Opinia o braku rzetelności MAK jest znana w samej Rosji, chyba bardziej niż w Polsce. Od informacji o 0,6 promila u gen. Błasika ważniejsze wydaje się specjalna uchwala rosyjskiej Dumy w sprawie MAK już siedem lat temu:
Cytuj:
„MAK nie przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa ruchu lotniczego. Jako organizacja międzynarodowa zwolniony jest z podatków, a jednocześnie czerpie ogromne zyski z certyfikacji lotnictwa. Jednoczesne przyznawanie certyfikatów i orzekanie o przyczynach katastrof doprowadziło do tego, że główną przyczyną wypadków lotniczych, którą orzeka MAK, stał się czynnik ludzki. Tym samym Komitet unika odpowiedzialności za katastrofy lotnicze, przenosząc ją na załogi samolotów. Działalność MAK na terytorium Federacji Rosyjskiej nie służy interesom kraju. Z powyższych powodów Komitet powinien zaprzestać swojej działalności i zostać zastąpiony przez organa państwowe”.
Nie przerwało to pasma skandali i afer z udziałem MAK pod parasolem ochronnym wszechwładnego Putina.
Po katastrofie boeinga 737 w Permie 14 września 2007 r. MAK twierdził, że pilot tej rosyjskiej maszyny był pijany. A potem okazało się, że dowodów na to nie ma. Przedmiotem badań komisji MAK jest strona techniczna katastrofy a nie określanie winy i odpowiedzialności za nią, co jest domeną prokuratury. Niepotwierdzona dowodami informacja o 0,6 promila jest wyraźną wrzutką nie na temat i bezprzedmiotową, by zbulwersować opinię publiczną i przykryć tym newsem inne kłamstwa MAK.
"Skutkującym rozbiciem się samolotu było świadome przekroczenie minimów do lądowania". Powtarzasz to za ruską hipotezą, która pomija fakt, że polscy piloci nie mogli znać wskazań rzeczywistych parametrów owych „minimów” bo okłamywały ich wskazania urządzeń i meldunki z baraku, gdzie też nie wiadomo co kontrolerzy widzieli na radarze. To są sprawy, o których oficjalnie mówią polscy specjaliści, a nie chcą o tym słuchać ani Rosjanie ani ci, jak Ty wierzący, że to tylko podłoże pod jakieś teorie spiskowe.
Cytuj:
Polscy lotnicy i eksperci wojskowi uważają, że raport MAK jest rzetelny, jeśli chodzi o stronę techniczną, określającą przyczyny katastrofy Tu-154 z 10 kwietnia 2010 r. Przyznają, że złe przygotowanie tego lotu i błędy załogi są ewidentne. Mają jednak wiele zastrzeżeń do tego dokumentu. Podstawowy jest taki, iż raport obciąża polską załogę, a prawie bezkrytycznie podchodzi do pracy kontrolerów na lotnisku Siewiernyj.
Na obecnym etapie, dla dyskutantów-amatorów najważniejsze jest zaufanie i jakaś tam „wiara” w intencje wypowiadających się stron śledztwa.
W Polsce jest wolność i można wierzyć w co się chce i jak się chce. A nawet okazuje się, że u nas można z tych spraw rechotać i to nieprzerwanie już od samego 10 kwietnia 2010 roku.
Żeby we wszystko wierzyć MAKowi i p.Anodzie nie mam powodów.