|
Bardzo się ten temat rozrósł i chciałbym spróbować go jakoś po swojemu podsumować.
Osobiście uważam, że najlepszym słowem określającym atmosferę Kwidzyna jest marazm. Jednak nie jest to marazm kwidzyński - jest to wszechogarniający polski marazm wynikający z utrwalającego i rozbudowującego się socjalizmu.
Polacy uczeni są, że wszelkimi problemami zajmuje się władza i w tym celu grabi ona nas do ostatniego grosika. Jest sobie taki kinoteatr w Kwidzynie i aby zapełnić widownię, zrobić remont czy konkurs architektoniczny potrzeba "wadzy". A może sprzedać to brzydactwo w diabły? Niech się prywatny inwestor martwi jak zapełniać widownię itd. Ale nie! Władza przecież spełnia "misję kulturalno-oświatową", która polega na tym, że może rozdawać karty, a to w przetargach, a to przy obsadzaniu dyrektorów itd.
Kiedy mówię o sprzedaży kinoteatru, mówię o sprzedaży z licytacji ogłoszonej np. w jakiejś ogólnopolskiej gazecie, a nie sprzedaży w stylu opisanym już w tym temacie wcześniej przez Budslavsky'ego na przykładzie chociażby kina "Tęczy". Gdyby "inwestor" zapłacił za kino "Tęcza" w licytacji tyle, ile rzeczywiście jest ten budynek warty nie opłacałoby mu się dopuszczać do jego dewastacji. Znany nam "inwestor", o którym pisze Oki44, kupując obiekt za pół ceny myślał zapewne tylko i wyłącznie o gruncie i wzroście jego ceny w przyszłych dekadach, a że nasz "inwestor" zamożny to może czekać jeszcze sporo lat zanim poczyni kolejne kroki.
A więc jeśli chodzi o wszelkie tego typu architektoniczne trupy i "znikające budynki" w naszym mieście, to uważam, że są skutkiem jakby to delikatnie ująć wesołej prywatyzacji.
Miało być podsumowanie a wchodzę w szczegóły.
Moim zdaniem, aby mógł zaistnieć rozwój kulturalny i aby na ulicach Kwidzyna "coś się działo" potrzeba silnej gospodarki, a więc bogatszych mieszkańców i rozwiniętej klasy średniej. W krajach socjalistycznych, takich jak Polska, klasa średnia jest najbardziej zamęczana i drenowana poprzez podatki, ZUS'y, PITy, CITy, akcyzy, VATy i inne sraty. Żeby myśleć o wyjściach do kina i na rewie najpierw trzeba mieć co do garnka włożyć. Kiedy już mamy co włożyć do garnka, dach już nie przecieka a dzieci nie biegają w dziurawych skarpetkach, wtedy zaczynamy myśleć o sprawach wznioślejszych, mniej przyziemnych. Więcej twarzy pojawia się na widowniach, w kawiarniach i restauracjach itp. To jest proste.
Ciągłe ekonomiczne ubożenie społeczeństwa jakie obserwujemy skutkuje pauperyzacją w innych dziedzinach życia.
Jaka na to rada i co możemy zrobić? Wspierać każdy ruch dążący do uwolnienia gospodarki i umęczonych ludzi spod ciężaru biurokratów i ich "inicjatyw społecznych". Trzeba robić to zarówno na poziomie krajowym jak i naszym kwidzynkowym, bo system jest chory od góry do dołu. Zasada jest prosta - niech nasz "ratusz" tnie koszty (czyli np. prywatyzuje takie kinoteatry) a w zamian za to obniża podatki miejskie i w ten sposób rzeczywiście wspiera przedsiębiorców i mieszkańców miasta.
Z mojego podatku na rzecz miasta część pójdzie na pensję dla jakiegoś (na pewno bardzo mi przychylnego i dobrze życzącego) urzędasa w Urzędzie Miejskim, który resztę przekaże na np. Miejski Ośrodek Kultury Duchowej, który z kolei wyda część na potrzeby bieżące a z śmiesznej reszty kupi pędzle i farby dla "kółka malarskiego". Nietrudno policzyć, że większy "rozwój kultury" dokonał by się, gdybym nie musząc płacić podatku miejskiego za całą kwotę kupił pędzle i farby dla "kółka malarskiego" i do tego zostałbym jeszcze mecenasem sztuki!
Ale nie! Tu wracamy do punktu wyjścia: w socjalizmie to władza jest mecenasem i animatorem wszelkiego życia a my jesteśmy od tyrania i proszenia się o dotacje, dofinansowania u (oczywiście życzliwych nam) urzędasów.
Pozdrawiam Kwidzyniaków.
Forum jest bardzo fajne i na poziomie. Dowiedziałem się sporo nowych rzeczy o Kwidzynie. Dzięki!
| Załączniki: |

atopolskawlasnie.jpg [ 79.24 KiB | Przeglądane 6063 razy ]
|
|