Wczoraj w programie red. Jaworowicz "Sprawa dla reportera" też był
reklamowany Kwidzyn w bardzo podobnym kontekście: firma "krzak", czy też "słup", lewe weksle, nachalność komornicza i prawnicze krętactwa.
Trudno jest uniknąć wrażenia, że współcześni gangsterzy już nie rzucają się na prucie kas i napady na banki, lecz doskonalą się w prawnych matactwach, pod niezbędnym tu patronatem osobistości politycznych. Gdy zabraknie jednego parasola ochronnego, to gwałtownie poszukują innego, nawet choćby był im niestrawny ideologicznie.
Sprawa "Egzekutora z Kwidzyna" jest zaledwie czubkiem góry lodowej, która jak wiadomo prawie cała swą postać skrywa , nomen omen, w od
mętach.
W którym z zawodów , w atmosferze legalności, można zarobić za jednodniową czynność np. 80 tys. zł. Oczywiście tyle i więcej potrafi zarobić skromny komornik jako egzekutor długu i to nie okazjonalnie ale od wiecznie dojnej krowy, którą jest polska służba zdrowia, a konkretnie szpitale. (Nie tak dawno o Kwidzynie wspominano też w kontekście pewnego
"patrona komorników", który próbę ograniczenia ich dochodów widział jako zamach na zasady konstytucyjne.)
Ten szemrany biznes egzekucji z budżetowej kasy kwitnie już przez lata kolejnych zmieniających się rządów. Patronuje mu sopocka spółka prawnicza, (przy której rodzą się gwiazdy młodej
palestry ze wszystkich opcji politycznych, bo wszak nie polityka je łączy) i która „dziwnym” trafem zyskała nieomal krajowy monopol na egzekucję długów służby zdrowia kaskadowo narastających nie bez zachęty wielu polityków. Firma
Greenhouse Capital Management S.A.Cytuj:
miała skupione długi prawie 500 szpitali. Firma nie wykładała swoich pieniędzy, była tylko pośrednikiem między szpitalem a bankiem, który wykładał pieniądze. Greenhouse brał od niego za pośrednictwo. W 2001 r. przychody GCM wyniosły 261 mln zł, z czego 99 proc. z pośrednictwa finansowego. Ale już w następnym roku w sprawozdaniu spółki napisano: "Sytuacja spółki uległa znacznemu pogorszeniu po wyborach parlamentarnych we wrześniu 2001 r. wraz ze zmianami w Ministerstwie Zdrowia". Pod koniec roku prawnicy kancelarii opuścili spółkę.
Wymieniony w artykule w GW Robert Draba (były zastępca szefa Kancelarii Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i b. wspólnik
Abdula Rachmana El-Assira)
oraz biznesmeni z Kwidzyna (których skrywa „tajemnica adwokacka”

) widoczni są jak na patelni w
KRS i nie ma co tu się wiercić na stołku, bo jak mówił mi kiedyś mój śledczy esbek : nie masz co pan krecić, d… zawsze jest z tyłu. Tak, jak i ów tajemniczy
Egzekutor Europejski, którego widać na
mapce.
Wygląda, że ktoś tu za wcześnie przelicytował, przesadził ze swym miejscem w szeregu i nastąpił poślizg:
Cytuj:
- 750 tys. zł na konto kancelarii Marka Dubienieckiego, ojca Marcina;
- 750 tys. zł na konto Roberta Draby.
Jak widać z dat cytatów cala sprawa znana jest zainteresowanym od lat, a jedynie ferwor nakręcającej się obecnie kampanii wyborczej pośrednio odsłonił teraz „miękkie podbrzusze” jednego z liczących się kandydatów, którego tak bardzo ostatnimi czasy chciał wesprzeć politycznie bohater artykułu „sławiącego” nasze miasto. Jak sobie przypomnimy, że nic u nas nie jest za darmo, to wygląda to o tyle paskudniej, że owe deklaracje
zalatują w tym kontekście na zwykła spłatę jakiegoś długu.