Didi napisał(a):
Mówiąc o McDonaldach, miałam na myśli studentów, którzy zamiast zajmować się poszerzaniem horyzontów, a o to chyba chodzi w studiowaniu, wydają hamburgery.
Ale praca w burgerach to też poszerzanie horyzontów. Czytając CV z McDonaldem możesz się domyślić, że potencjalny pracownik nie boi się pracy i będzie ją szanował. Powtarzam jeszcze raz - wg mnie - dużo wartościowszy na rynku pracy jest człowiek z takim doświadczeniem niż ten który wchodzi na rynek pracy z 5 letnim opóźnieniem i od razu jako "manager średniego stopnia". Najlepiej zarządza ludźmi człowiek który zna ich pracę od podszewki - a takie doświadczenie zdobywasz tylko pracując na wszystkich stanowiskach wspinając się po przysłowiowej drabinie.
Didi napisał(a):
Może od razu dzienne studia zlikwidujmy skoro to taka wylęgarnia obiboków.
Dlaczego od razu likwidować - wprowadzić odpłatność - zobaczysz jak szybko zmaleje liczba chętnych a Ci którzy pozostaną dużo bardziej przyłożą się do nauki.
Didi napisał(a):
Do buntowników robiących rewolucję za pieniądze mamy się nie zaliczam. Jedyna trasa jaką robię to pociągiem 2 klasy z gdańska do kwidzyna. Więc bogactwo ze mnie nie kapie.
Nie wiem, mam nadzieję, że tak nie jest - ale przyznaj, że gdy płacisz podatki, spłacasz hipotekę/czynsz, płacisz za szkołę i dojazdy - jednym słowem jesteś samodzielna - to pazurki w lewej dłoni trochę się tępią, prawda? Piszesz o pociągu 2giej klasy - sama robisz bułki, żeby zarobić na bilet? Wspominałaś o Hotelu - Ty masz babcie z mieszkaniem - a inny student ma hotel, akademik, lub stancję - za którą - też niespodzianka - też musi sam zapłacić! Nie twierdziłem, że "kapie z Ciebie bogactwo" - zauważyłem tylko, że są tacy którzy za to wszystko płacą z własnych pieniędzy a dodatkowo płacą podatki żebyś Ty i inni "dzienni" mogli się uczyć za darmo.
Didi napisał(a):
Dlatego powtarzam, że studenci nie mogący się samodzielnie utrzymać na studiach powinni dostawać godziwe stypendia.
A moim zdaniem stypendium nie powinno być dla każdego chętnego który chce się uczyć. To powinna być nagroda za wkładany wysiłek i efekty. Jeśli dziecko ma potencjał, a rodziców nie stać - tu też jest miejsce na stypendium - ale nie dlatego, że ja chcę! Bo to jest właśnie niesprawiedliwe. Jeden płaci za naukę innych którzy być może traktują to jako dodatkowe 5 lat bez obowiązku pracy. Jeśli chcesz się dalej uczyć i nie pracować w tym czasie - weź na barki koszty tej nauki - niech płacą rodzice, jakaś fundacja albo bank - ale niech to nie będzie "darmowe".
Didi napisał(a):
Chodzi o to, że nie istnieje teraz klasyczna w ujęciu Marksistowskim klasa robotnicza, ponieważ w epoce postindustrialnej zanikła i zastąpili ją pracownicy związani z sektorem usług
Tutaj muszę zaprotestować bo "mijasz się z prawdę delikatnie ujmując".
Dwóch paryskich przyjaciół niemieckiego pochodzenia dość jasno zdefiniowało co to jest "klasa robotnicza" - i zapewniam cię, że wcale nie zniknęła. Co charakteryzowało członka tej klasy - wywodził się, współtworzył grupę społeczną w której dominował proletariat - kim był proletariusz - człowiek "sprzedający" swoją pracę. Oczywiście to tak skrótowo - ale taki człowiek "pracował dla innego". Czy to była fabryka, czy sklep z telefonami lub budka z bułkami - nadal da się go zakwalifikować do tej grupy. Usługi czy produkcja - nadal zdobywa środki do życia wypracowując zysk dla "burżuja". Sektor usług - to taki nowoczesny termin który jedynie opisuje zjawisko wewnątrz "definicji" tych dwóch panów. Dzisiejsza socjologia i rynek pracy ma to do siebie, że lubi rozczłonkowywać pojęcia i dawać wymyślne nazwy dla prostych zjawisk i stanowisk - kiedyś był domokrążca wciskający Ci odkurzacz czy cudowne garnki w drzwiach Twojego domu - dzisiaj to konsultant albo przedstawiciel handlowy ( co bardziej kreatywni nazywają to stanowisko "Merchandiser") Używanie "fancy names" pozwala takiemu pracownikowi poczuć się kimś ważniejszym. Kiedyś w Polsce roiło się od najróżniejszych docentów etc - dzisiaj też byle cieć musi być "pracownikiem ochrony".
A jeśli chodzi o epokę postindustrialną - jak już przywołujesz takie trudne sformułowania - gdzie - W Polsce? Przecież gro naszego PKB to właśnie produkcja! Kwidzyn - najbliższy przykład - jakie zakłady zatrudniają największą cześć społeczeństwa? Jabil - produkcja telewizorów, IP - produkcja papieru... i kilka mniejszych lub większych fabryk. Więc gdzie ta epoka postindustrialna? O ile w UK, USA - które pracę fizyczną eksportują za granicę opierając swoje gospodarki na usługach jest to zauważalne i o takim zjawisku można mówić - to Polska nadal tkwi w przeszłości - chyba, że masz jakiś inne dane - to chętnie poprosiłbym o dostęp do nich.
Nie chcę być złośliwy, ale jeśli poziom na Twojej uczelni jest tak wysoki jak pośrednio deklarowałaś we wcześniejszych wpisach - a wspominałaś coś o socjologii - a tym mniej więcej się ta dyscyplina zajmuje - opisywaniem zjawisk zachodzących w społeczeństwie - to musisz być co najmniej średniakiem... Nie chcę się tu wymądrzać - bo mam nadzieję, że mimo wszystko trochę na ten temat wiesz poza kilkoma hasłami rzucanymi bez większego związku z tematem - ale wypadałoby ostrożniej definiować epoki w jakich przychodzi nam żyć - szczególnie, że świat nie jest aż tak jednolity jak wynikałoby z reklam Coca-Coli.