Ta gorsząca awantura pod krzyżem nie dotyczy ani religii, ani Kościoła, a jedynie bluźnierczego wykorzystania tego symbolu w politycznej walce dwóch partii, która to zajadła walka demoluje Polskę już od dłuższego czasu.
Niestety, krzyżem „pograli” zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Bronisław Komorowski.
Tylko jeden człowiek w Polsce mógłby bez niczyich przeszkód
przenieść ten krzyż do kościoła św.Anny, w czym nie przeszkadzaliby mu ani „zawodowi obrońcy krzyży”, ani nikt inny.
Jest to Jarosław Kaczyński, który nie zrobił tego, bo nie dostał zapewnienia, że w miejscu tym będzie tablica upamiętniająca ofiary katastrofy smoleńskiej. To było przewidywalne.
W Warszawie, nie tylko na Królewskim Trakcie, co 50m są takie tablice z krzyżem poświęcone ofiarom wojny, nikomu one nie wadzą.
Zapowiedź prezydenta elekta, że krzyż będzie usunięty, oraz późniejsze informacje kiedy i o której godzinie to nastąpi to było wyraźne zaproszenie na „ustawkę” pod krzyżem.
W kraju jest taki tłumek fanatycznych „zawodowych obrońców krzyży i wiary” niezdolny do żadnego dialogu, a jedynie do zadymy. Tacy byli na oświęcimskim żwirowisku, na pogrzebie Miłosza, w akcji „wykopać Geremka” i in. Zmobilizować ich jest bardzo łatwo i najczęściej udaje się to toruńskiemu radiu ks.Rydzyka. Równie łatwo jest ich sprowokować każdemu innemu.
Kaczyński i jego ludzie zapowiedzieli, że niewykluczone iż 3-go też tam będą, i choć nie byli, to ten sygnał sprowadził tam ich zwolenników.
Zabierający głos w tym wątku skupiają się głównie na przebiegu awantury, a tylko jeden wykazał się chłodną refleksją, która została tu zbagatelizowana:
Corzano napisał(a):
Inna sprawa, której nie rozumiem, to zdziwienie, ze zebrało się tam tyle osób, skoro przez tygodnie media podkręcały atmosferę, a termin "bitwy" był dawno zapowiedziany. Po co anonsowano sprzątanie placu, tego nie wiem. Zupełnie przypadkowo awantura o krzyż zbiegła się z ogłoszeniem decyzji o podwyżce podatków. Cóż za zbieg okoliczności!
Tu nie ma co dyskutować o nieudolności służb policyjno-porządkowych, bo patrząc na niewystarczające siły służb widać, że nie przewidywano rozkazu, który miałby to sprawdzić.
Szef kancelarii prezydenta pan Jacek Michałowski, który pojawił się o godz.13:10, milcząco przyglądał się akcji transmitowanej w świat, gwarantującej żałosny wstyd Polsce i Polakom przez ponad pół godziny, aż samonakręcający się rozwój sytuacji wg scenariusza przecież bardzo przewidywalnego ukazał co miał ukazać. Po czym wydał komunikat, przecież nie swój a swego przełożonego, że spektakl można już zakończyć. I tak to się tego dnia zakończyło. Kamery wyłączono, widownia się rozeszła, przekaz poszedł.
Ze strony Kaczyńskiego była to „próba sił”, która w ostatnich dniach, jego i jego partię przesuwa krok po kroku w polityczny niebyt. Nie pierwszy raz okazuje się, że w
wyposażeniu polityka nie wystarcza sama inteligencja mierzona w IQ, ale niezbędna też jest tzw. inteligencja emocjonalna, której Jarosławowi Kaczyńskiemu wyraźnie brakuje w ostatnich dniach. Wszyscy wiemy, że to z powodu osobistej traumy. W polityce jednak takich tłumaczeń nie ma.
Ze strony Komorowskiego decydujące było jego wielce zastanawiające milczenie w sprawie tak bulwersującej wszystkich Polaków, których jest prezydentem. Zamilkł tu jednak, choć gdyby wyszedł od niego jakiś komunikat o decyzji upamiętnienia tego miejsca w przyszłości, to 99,99%
protestantów straciłoby powód do protestu. Zostałoby pod krzyżem tych kilkanaście osób, które wyniesiono by bez uszczerbku za rączki i nóżki do samochodów, do których (jak było widać) trafili tylko ci „piąstkujący” strażników. Pod samym krzyżem tłum „robiła” ponad setka dziennikarzy i sprawozdawców.
Bardzo dokładnie oglądałem transmisję w towarzystwie cudzoziemca, któremu o mało co głowa nie wypadła z gwintu od kręcenia nią z dezaprobaty, a na koniec, dobrze orientujący się w naszej bieżącej polityce zadał mi pytanie nieomalże dosłowne jak ten cytat Corzano.
Przekaz obrazów awantury pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu skutecznie przesłonił „przyznanie się” rządu do jakiegoś istotnego, skrywanego dotąd
tąpnięcia w finansach państwa, jak i apelu do premiera Tuska jego byłego wiceministra finansów : List otwarty prof. Stanisława Gomułki do premiera
http://www.rp.pl/artykul/517142.html
Krótko mówiąc, sztab będących u władzy cynicznie wykorzystał nadarzającą się okazję i dokopano Kaczyńskiemu, który już sam się gubi i sam swymi decyzjami pogrąża swą partię.
Tablica ku pamięci ofiar ze Smoleńska i tak będzie w tym miejscu, bo w sztabie politycznym docenią te wielotysięczne emocje Polaków związane z tym miejscem , ale jak widać można sobie tym pogrywać z widocznym zyskiem politycznym.
Polityka jest dziedziną bezwzględną i cyniczną. Dla idealistów nie ma w niej miejsca.
Bardzo podobała mi się praca kamerzystów z transmisji. Te portrety półprzytomnych w demonstrowanym fanatyzmie „obrońców”, zbliżenia na agitatorów z megafonami łapiących z komórek dyspozycje, a potem podrzucających tłumowi hasła do skandowania. Przed ćwierćwieczem byłem świadkiem jak w Gdańsku na „grach ulicznych z udziałem ZOMO” stoczniowcy wzięli w bramę takiego aktywistę i zabrali mu legitymację służbową.
Najbardziej wymowna pozostała mi scena, gdy jedna z „obrończyń” załamując ręce w kierunku nieba błagała: „
Niechże niebiosa nas wspomogą w tej walce”, a kamerzysta zgodnie z tym scenopisem skierował kamerę w niebo, które jednak nie zareagowało i milczało zgorszone widokiem na dole.