Didi napisał(a):
Mój tata ………?
Mógłbym poprzestać tylko na odpowiedzi pytaniem na pytanie. Skąd bierze się ta zdecydowana pewność, że Tata nie był w kręgu zainteresowania bezpieki i pod jej kontrolą? Sama wymieniłaś tu aż nadto powodów ku temu.
Chociaż funkcjonowanie bezpieki w PRL to jeszcze jeden z moich „fakultetów” zaliczonych najpierw praktycznie, a potem dopiero w teorii, to zabieram głos na ten temat tylko z konieczności. Tak jak i teraz przymuszony twoim tak stanowczym domaganiem się wyjaśnień.
Twojemu Tacie nie proponowano TW, ale głowy bym nie dawał, czy był np. KO, lub OZI, którym mógł go bez jego wiedzy uczynić któryś z kolporterów rozprowadzający nielegalną prasę, albo kolega lub sąsiad, spragniony sukcesu wywiadowczego, a któremu tata pochwalił się, że notorycznie olewa wybory.
W latach 80. było ponad 100 tysięcy etatowych funkcjonariuszy SB, co trzeba przemnożyć przez tysiące zwerbowanych i czynnych współpracowników, plus różne kategorie zarejestrowanych bez ich wiedzy. Także MO, ORMO, politruki z wojska i dziesiątki innych służb. Była to sieć oplatająca całe społeczeństwo. Gromadzono informacje spisane i usłyszane ze wskazaniem ich źródła: Agent, Informator ,Tajny Współpracownik, KO - Kontakt Operacyjny, OZI - Osobowe Źródło Informacji, kontakt obywatelski, kontakt służbowy, kontakt informacyjny, pomoc obywatelska, osoba informująca itd.-
Zostały po tym tony papierów pospiesznie palonych po 1989, choć nie wszystkich. Pozostały różne „kwity” pisane przez chcących dowieść swej aktywności prawdziwych agentów, na których umieszczali także nazwiska rzekomo pozyskanych, a czynili to tak dla awansu, jak i dla kasy liczonej od „duszy”. Mój znajomy – zawodowy „szambonurek”, czyli historyk z IPN ostrzegał mnie przed różnymi wnioskami z lektury „kwitów” udostępnianych w IPN , bo zawarte tam przesłanki nie zawsze odpowiadają prawdzie. Interesujące były zwłaszcza spisane tam relacje ludzi z dość bliskiego mi otoczenia , których nigdy bym nie posądził o taką fantazję na temat moich opinii, których nigdy zresztą nikomu nie mówiłem, ale oni je opisywali. Dlaczego zmyślali? Jednym płacono za te „dowody”, innym darowano za to jakieś tam pospolite wykroczenia.
Na różnych wykazach figurują setki tysięcy nazwisk w nie zawsze czytelnym kontekście. Mam wątpliwy „zaszczyt” figurowania na tzw. „Liście Wildsteina” (IPN BU 0902/350), co dowodzi jedynie, iż miałem kontakt SB. Co z tego, że jest ona zatytułowana ”Lista agentów i nie tylko”.
Pod koniec studiów na UW w 1970, na wydziale na którym aż roiło się od etatowych agentów, podjęto próbę zwerbowania mnie. Pominę tu , czym to się skończyło, ale figuruję na tej liście pomiędzy funkcjonariuszami, agentami zwerbowanymi, jak i osobami tylko wytypowanymi do werbunku, także pośród licznych postaci, które swoim życiem dowiodły swej szlachetności.
Jeśli domorośli specjaliści poszukują w tych zasobach narzędzi walki politycznej , to właśnie wypada nazwać nie inaczej jak grzebaniem w szambie i to z tępą premedytacją.
Swoją opinią świadomie wygłoszoną w ferworze polemicznym wokół bardzo pochopnych oskarżeń wiemy kogo, naraziłem się wszystkim poza b.esbekami, którzy w takich sytuacjach tylko chichoczą sobie.
To kontrowersyjne słowo („miernoty”), którym ściągam na siebie tak liczne wyrazy oburzenia mógłbym zastąpić - „bezbarwnymi osobami bez temperamentu obywatelskiego, trzymających się z dala od życia publicznego odludkach i wszystkich tych, którzy mieli w głębokim poważaniu to co się wokół nich dzieje, a dziś są zaciekłymi łowcami głów itd. itd.”. Tylko jak takim asekuranckim tekstem wywołać namysł czytelnika o istocie problemu. Nie widzę powodu do żadnych przeprosin, bo owej użytej przeze mnie „miernoty” nie mierzy się wszak w IQ.
Kombatanctwo w złym guście? Nie wiesz co mówisz. Zachowaj ten epitet na inne okazje.
Używany jest dla neutralizacji i wybielania przeciwieństwa, czyli postaw gorliwie zaangażowanych w krzewienie u nas radzieckich wzorców, albo zupełnie słusznie tam, gdzie aplikujący o jakieś zaszczyty lub stanowiska klepią w kółko:
ulotki, gazetki, przesłuchanie, rewidowanie i tak d.
Nie będę domagał się od Ciebie przeprosin z uwagi na wpływ otoczenia na Twoją skądinąd miłą osobę.
Didi napisał(a):
Do mnie potrafi zadzwonić policja z pytaniem, czy wybieram się na jakąś demonstrację.
Gratuluję , że to Ty przejęłaś sztafetę. Poprzednio, to do mnie tradycyjnie kierowano takie pytania przed każdym świętem jak to dzisiejsze i in.
Teraz wszyscy „pożal się Boże - patrioci” (a zwłaszcza „gołowąsy” i panie „nabożne” z Portalu) mogą rozpisywać się z niezmienną pewnością siebie także o mojej agenturalnej przeszłości, na której niezbite dowody wynajdą w tym poscie. Sprawa kojarzy mi się z moim nieskutecznym wyjaśnianiem paru letniemu wnuczęciu – po co właziłem dziś na strych z flagą.
--------------------
Dzięki Rachel, że konsekwentnie stajesz w obronie uciśnionych.
Staram się sobie radzić, co jakoś mi przychodzi pomimo usilnych zabiegów o bliższy osobisty kontakt ze mną ze strony kolegi Alzheimera i koleżanki Sklerozy.
