|
Gdy Fundacja WOŚP powstała 19 lat temu w kręgu ludzi związanych z „Trójką” Polskiego Radia, spośród grona jej inicjatorów, jako jej frontman wybił się Jerzy Owsiak. Ta inicjatywa okazała się bardzo skuteczną akcją, która co roku skutkuje charytatywną zbiórką kilkudziesięciu milionów złotych na zakup sprzętu medycznego, na który nie stać budżetu państwa obciążonego przeróżnymi zbędnymi wydatkami, niestety dość często mającymi charakter haraczu politycznego. Pamiętamy choćby tymczasowe stanowisko ministerialne z całym urzędniczo-infrastrukturalnym kosztownym zapleczem opłaconym dla p.Arłukowicza byleby tylko się zamknął na temat swych wniosków z afery hazardowej. Ludzi „wykluczonych”, którymi ministerstwo miało się zajmować raczej przybyło niż ubyło, ale po kupieniu „sprawiedliwie gadającego” już przestało być ono potrzebne. To nie jest odosobniona pozycja w budżecie.
Takie i podobne bezsensowne ubytki z budżetu państwa „zatyka” swoją coroczną zbiórką ów przerośnięty krasnal zwany Jurkiem i chwała mu za to wraz z niezliczonymi zastępami zwłaszcza małolatów, których do tego udaje mu się angażować. (To co „Owsiakowa Orkiestra” potrafi zebrać na początku roku, to np. „Caritas” ciuła dla swych podopiecznych prawie przez dwa lata.) Moim skromnym zdaniem znaczenie akcji WOŚP należałoby odbierać w dwóch wymiarach. Pierwszy, to wymierne wartości przeliczalne na kosztowny sprzęt medyczny ratujący życie i zdrowie zwłaszcza najmłodszych rodaków, na których to nasze niezbyt opiekuńcze państwo „ściubi” w przeciwieństwie do swych wybujałych bzdurnych wydatków natury politycznej. A tu liczą się tylko same godne uznania zasługi dla wszystkich biorących udział w akcji.
Dostrzegany przeze mnie drugi wymiar, to dość widoczna ewolucja charakteru tej akcji, co zauważyli też i moi przedmówcy. Te kwestujące gromady dzieciarni przejętej szczerą wolą pomocy komu trzeba, z roku na rok są przesłaniane figurami polityków i podobnych im ludźmi interesu. Dobrze, że coś tam wrzucą przy blasku fleszy, bo w zbożnym dziele liczy się każdy grosz, ale coraz więcej tu reklamy niż tego najważniejszego przesłania całej akcji, która ma polegać na równoprawnym udziale w niej zarówno wdowy przynoszącej swój ostatni grosz, jak i każdego z tych faryzeuszy, którym demonstracyjnie poniesiona ofiara i tak nie czyni żadnego szczególnego uszczerbku w zgromadzonym majątku, bez względu na to, czy dali by swój wkład anonimowo, czy dopiero po przybyciu kamerzystów i fotoreporterów. Chcę tylko zwrócić uwagę na postępujące w tej akcji pomniejszanie znaczenia wielce szlachetnej „żebraniny” młodych, których z roku na rok, coraz bardziej zasłaniają oferenci i klienci „chopperów”. Śmiem twierdzić, że nie wszystkim wolontariuszom tej udanej akcji pod egidą Owsiaka tak zależy na taplaniu się w błocku w rytmach głośnej muzyki. Tak samo, jak i przenoszenie sukcesów licytacji różnych gadżetów ponad ofiarne trudzenie się „dzieciarni” w przypominaniu swym bliźnim grzechotem skarbonek o potrzebie wspierania potrzebujących. Oni uczestniczą w lekcji, której już nie zawsze udziela im ani szkoła, ani dom, ani inne szlachetne instytucje.
|