|
Pacjent z powikłaniami, wymagający długiego pobytu w szpitalu nie trafi do placówki prywatnej, bo jest nieopłacalny. Gdzie będzie leczony? W szpitalach publicznych, gdzie większość chorych jest tak jak on równie nieopłacalnych. Gdański raport trafił do premiera
Naukowcy z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku wzięli pod lupę kilkanaście dużych i średnich szpitali w Pomorskiem, publicznych i prywatnych, mających kontrakt z NFZ. Wybrali świadczenia kontraktowane i przez jedne, i przez drugie lecznice: okulistykę, ortopedię, kardiologię i kardiochirurgię. Przeanalizowali dane z ośmiu miesięcy. - O nieoficjalnej selekcji chorych dokonywanej przez prywatne podmioty wiem od samych pacjentów, lekarzy, konsultantów medycznych - powiedział "Gazecie" Ryszard Dubiela, przewodniczący rady pomorskiego NFZ, pomysłodawca raportu. - Poprosiłem GUM o przeprowadzenie profesjonalnych badań. Powstał raport, w którym są liczby, procenty, analiza, a nie tylko przypuszczenia. Wnioski są tak bulwersujące, że zawiadomiliśmy o nich premiera Donalda Tuska.
Okulistyka: "łatwa" zaćma
Z danych wynika, że są całe obszary opieki medycznej, którymi szpitale prywatne w ogóle się nie interesują, bo nie przynoszą zysku. Są to: choroby wewnętrzne, pneumunologia, neurologia, chirurgia ogólna czy pediatria. Równie niechciana jest medycyna ratunkowa - żaden z prywatnych podmiotów w Pomorskiem nie podpisał kontraktu na szpitalny oddział ratunkowy.
Na operację zaćmy w szpitalu publicznym czeka się w naszym województwie ponad dwa lata. To zabieg dotyczący zwykle osób po 60, często są to pacjenci z tzw. zaćmą powikłaną. Z raportu wynika, że szpitale niepubliczne wykonują głównie tzw. zaćmy niepowikłane, czyli te najłatwiejsze. Jedna z badanych placówek prywatnych wykonała w ciągu ośmiu miesięcy 933 zabiegi operacji zaćmy, wśród nich tylko 10 powikłanych. Czyżby trafiały tam jedynie "łatwe przypadki"? Może, ale kolejne dane mówią, że aż 80 proc. procedur okulistycznych, które wykonują wszystkie szpitale prywatne na Pomorzu to zaćmy niepowikłane. A np. skomplikowane, wymagające dłuższego pobytu w szpitalu, zabiegi przeszczepów rogówki wykonuje tylko jeden publiczny szpital w województwie.
Ortopedia: bez urazów!
- 70 proc. procedur, które wykonujemy, to leczenie pacjentów po urazach - mówi Piotr Łuczkiewicz, koordynator oddziału ortopedii Kliniki Chirurgii Urazowej gdańskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. - Pacjent leczony po złamaniach kończyn oznacza dla nas długą hospitalizację, nierzadko powikłania i niedoszacowaną wycenę. Słowem szpital na nim nie zarobi.
Placówka prywatna nie wykonała w porównywanym czasie żadnego zabiegu zakwalifikowanego jako "operacje złamań kości kończyn". Za to przeprowadził najbardziej dochodowe operacje np. artroskopię (zabieg chirurgiczny polegający na "zajrzeniu" do wnętrza stawu, żeby zbadać i leczyć pojawiające się tam problemy).
- To są zabiegi przynoszące zysk - komentuje doktor Łuczkiewicz. - Krótki pobyt w szpitalu, przewidywalny efekt leczenia i dobrze wyceniona procedura.
Kardiologia: tylko inwazyjna
Z raportu wynika, że prywatne placówki najchętniej leczą pacjentów z ostrym zespołem wieńcowym (np. zawałem) za pomocą tzw. kardiologii inwazyjnej. Chory trafia do szpitala na nie więcej niż cztery dni, ta procedura jest bardzo dobrze wyceniona przez NFZ. Po leczeniu inwazyjnym pacjent staje się chorym przewlekle i... nie ma za bardzo gdzie się leczyć, bo w Trójmieście po przyznaniu kontraktu dwóm niepublicznym podmiotom na kardiologię inwazyjną nie wystarczyło już na tę zachowawczą i trzeba było zlikwidować dwa oddziały kardiologiczne.
- Dane mówią, że dochodzi do preselekcji chorych już na etapie kwalifikacji do leczenia w ośrodku komercyjnym - tłumaczy Tadeusz Jędrzejczyk, wicedyrektor UCK. - Cięższy stan kliniczny pacjenta dyskwalifikuje go z leczenia w tym ośrodku. Liczba wykonywany operacji, ich rodzaje, mogą potwierdzać koncentrację podmiotu niepublicznego na doborze najbardziej opłacalnych procedur.
- Prywatny inwestor nie będzie się świadomie narażał na straty - komentuje Janusz Moryś, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. - To są firmy istniejące na giełdzie, nastawione na zysk. Biorą takie procedury, na których zarobią. I słusznie, tylko że szpital publiczny, który razem z prywatnym walczy o kontrakt NFZ, musi przyjąć każdego chorego.
- W Danii np., żeby nie dopuścić do niesprawiedliwego podziału pieniędzy w ochronie zdrowia, procedury medyczne w szpitalach publicznych są lepiej wycenione niż takie same w prywatnych. Średnio o 20 proc. - mówi Jędrzejczyk.
- Rada Funduszu nie przedstawiła mi raportu. Nie mogę więc skomentować tych danych - powiedziała nam Barbara Kawińska, dyrektor pomorskiego NFZ.
Wnioski z raportu
1. Jednostki niepubliczne oferują mniejszy zakres świadczeń, często wykorzystując ponad połowę swojego kontraktu na jedną procedurę.
2. Jednostki niepubliczne przeprowadzają procedury, które są najlepiej wycenione przez NFZ.
3. Jednostki niepubliczne unikają pacjentów, których hospitalizacja byłaby dłuższa.
4. W niektórych sytuacjach może dochodzić do selekcji pacjentów pod względem wieku.
5. Pacjenci w sytuacjach zagrożonych powikłaniami są odsyłani do szpitali publicznych także w okresie hospitalizacji.
|