Poprzednia edycja Przystanku Woodstock wywarła na mnie wielkie wrażenie, pomimo słynnej afery z barierkami przed koncertem The Prodigy. W tym roku postanowiłem znów zawitać do malowniczego Kostrzyna nad Odrą, by móc zobaczyć tegoroczne zespoły, mające zagrać na dużej scenie. Występowali m.in. Sabaton, Machine Head, Damian Marley, Anti-Flag, Luxtorpeda, My Riot i wielu, wielu innych. Ten wyjazd także utwierdził mnie bardziej w przekonaniu, że Przystanek Woodstock jest festiwalem takim jak każdy inny i wszystko może się zdarzyć. Ludzie są pozytywnie nastawieni do siebie, panuje dobra atmosfera, a to co media serwują ciemnej masie w czołowych gazetach czy też w TV to obraz w wielu wypadkach zakłamany.
Zawitałem na miejsce w czwartek rano, moja podróż ogólnie trwała ponad 12h, a to z tego względu, że w Toruniu przesiadałem się na woodstockowy skład, jadący nocą. Wybrałem się nim ot tak dla odmiany. Skład rzeczywiście był woodstockowy... w najlepsze trwała impreza. Pociąg był puszczony z Olsztyna Głównego, a wsiadając już zdążyłem znaleźć kilka osób leżących gdzieś po kątach często już po spożyciu procentowych elementów baśniowych. Bilety na ten pociąg były sprawdzane jeszcze zanim się wsiadło do niego, dlatego też w nim nie było w ogóle konduktorów, więc tak na dobrą sprawę można było robić co się chce. Na szczęście nikomu nie przyszło do głowy, tak jak w tamtym roku, wychylać głowy przez okno tak, by walnąć w słup.

Pojechałem sam, po drodze poznałem 3 ludzi, z którymi głównie spędzałem czas, a będąc już na miejscu rozbiłem namiot w wiosce Grudziądzkiej. Poświęciłem trochę czasu na zwiedzanie ogólnie całego Przystanku, spędzając dosyć dużo czasu na wzgórzu ASP, czyli Akademii Sztuk Przepięknych. Udało mi się zdobyć podpisy wszystkich członków zespołu Luxtorpeda, przybić dwukrotnie pionę z Litzą i walnąć fotę oraz zdobyć dwa podpisy od Joachima z Sabatonu. Chciałem także mieć zdjęcie z nim, jednak na Sabaton przyszedł taki ogrom ludzi, że po prostu nie udało mi się, choć i tak mnie zadowalają te podpisy.
Pogoda w tym roku była dosyć kapryśna, w czwartek cały dzień lał się żar z nieba, a wszystko momentalnie grzało się niemiłosiernie. W namiocie nie szło wysiedzieć, jedzenie i wszelkie płyny nagrzewały się. W piątek z kolei było pochmurno i padał deszcz, w oddali była burza, na wieczór jednak rozpogodziło się, w sobotę znów rano było gorąco, a po południo przyszła burza z deszczem, który padał tak intensywnie, że zalał niektórym dosyć porządnie namioty, głownie tym, co mieli najniżej rozstawione namioty. Ciekawy to był widok, kiedy to ludzie, chcąc ustrzec się znów przed zalaniem, wykopywali fosy wokół swoich namiotów licząc, że coś im to da. Jednak wieczorem także na szczęście rozpogodziło się. W niedzielę, w dzień powrotu, pogoda była dosyć optymalna.
Teraz kilka słów o koncertach. Choć na Woodstocku są 3 sceny, bo oprócz dużej sceny jest mała scena(folkowa) i scena w pokojowej wiosce Kriszny, głównie czas spędzałem na dużej scenie. Pojechałem zobaczyć głównie Sabaton i Machine Head, jednak nie omieszkałem pójść także na inne koncerty, chociażby na koncert zespołu "Poparzeni kawą 3" - składający się z dziennikarzy takich jak Wojciech Jagielski, zasiadający na bębnach czy Jacek Kret, grający z kolei na trąbce. Wyłonieni zostali z eliminacji konkursu fabryki zespołów. Spodobał mi się ten koncert, zagrali kilka skocznych kawałków i wywarli na mnie pozytywne wrażenie.
Największy koncert to był oczywiście wtedy, kiedy grał Sabaton. Moment kiedy podczas wykonywania kawałka o polskich Termopilach, czyli 40:1 została puszczona flagi Polski nad głowami tłumu był widokiem fenomenalnym i na samym zespole zrobił duże wrażenie, było słychać to zresztą w głosie Joachima. Po każdej piosence skandowano nazwę zespołu, co świadczy o tym, jaką wielką popularnością może on się poszczycić wśród rodaków. Pierwszy raz byłem na takim koncercie z dużym show i to, co widziałem i czułem podczas tego koncertu na długo pozostanie w mojej pamięci.
Na Machine Head także było niezłe show. Wokalista tego zespołu był pod wielkim wrażeniem tłumu, jaki się zebrał pod sceną, kilkakrotnie o tym wspominał podczas koncertu. To był jeden z niewielu koncertów, gdzie praktycznie wszyscy pogowali aż miło. ^^ Tek koncert także utkwił w mojej pamięci na długo.
Inne koncerty, na których byłem:
- Vavamuffin - polskie reggae, fajna muzyka do pokołysania się. Zagrali jako pierwsi na dużej scenie, otwierając oficjalnie 18 Przystanek Woodstock. Jak dla mnie w porządku.
- Hardcore Superstar - mocna dawka ciężkiego szwedzkiego brzmienia. Tu się trochę wyszalałem, dobry koncert. Ciekawa muzyka.
- Ministry - amerykański zespół wykonujący muzykę w stylu industrialnego metalu. Kiedy słuchałem ich nagrań w internecie, nie zrobili na mnie wielkiego wrażenia. Na koncercie jednak dali czadu, choć momentami wg mnie grali zbyt jednostajnie. Nie wiem, takie mam odczucie.
- Damian Marley - jeden z synów Boba raczył zawitać do Polski i zagrać koncert. Nie powiem, fajne klimatyczne reggae, pokusił się o zagranie kilku kawałków swojego ojca, jednak dla mnie to był jedyny koncert, gdzie miałem wrażenie, że przyjechał w zasadzie po to, by zagrać koncert i wracać do domu, po prostu zrobić swoje, nie zagrał bisu i nie został do zrobienia pamiątkowego zdjęcia jak czyniły to inne zespoły.
- Asian Dub Foundation - zespół ten kojarzyłem z gry Need For Speed: Underground. Zaprezentowali ciekawe połączenia różnych gatunków muzycznych. Było pozytywnie.
- Luxtorpeda - zespół Litzy, który ma zawitać o ile dobrze pamiętam 3 listopada w Kwidzynie, zresztą na ich stronie można zobaczyć trasę koncertową i do Kwidzyna na bank zawitają.

Zespół dosyć nietypowy, jednakże oryginalny. W swoim składzie mają rapera Hansa, znanego z 52 Dębiec. Polski rock z rapowymi wstawkami Hansa. Kolejny zespół, który odwalił niezłe show na koncercie. Rewelacyjnym momentem było to, jak podczas kawałka "Za wolność" na wstępie wszędzie zgasły światła, a w górze były same zapalone zapalniczki, komórki i inne świecidełka. Coś niesamowitego.
- My Riot - polski projekt Glacy, znanego z zespołu Sweet Noise. Grali jako ostatni zaraz po Sabatonie. Niestety trafił im się taki moment, że wielu ludzi już się zawijało na woodstockowe pociągi, które swoją podróż rozpoczynały już po 4 rano, więc po Sabatonie frekwencja pod sceną nieco zmalała. Zaprosił na koncert kilku gości, przy czym wykonywał kawałki nowe My Riot oraz kilka jeszcze z czasów Sweet Noise'a. Zaprosił m.in. Peję oraz Oriona z Behemotha. Jak to bywa w jego wypadku, nie odmówił sobie przyjemności rzucenia się w publikę, co czyni na praktycznie każdym koncercie. Dobry koncert, tylko szkoda, że był jako ostatni. Gdyby wcisnęli ich w harmonogramie np. w piątek, mogliby się spodziewać większej frekwencji.
Inne koncerty, jakie się odbyły na dużej scenie to:
The Petebox, Carrantuohill, Happysad, Antiflag, The Qemists, Deriglasoff, Bethel, The Analogs, Piotr Bukartyk, Gooral, Shantel, Hope, Eric is my homegirl, Plan, Dubioza kolektiv, Elektryczne Gitary, In Extremo, The Darkness.
Coś więcej? W moim odczuciu Przystanek Woodstock był udany. Postarali się z Toi-toiami, dali ich więcej, w zeszłym roku były ogromne kolejki do toalety, tym razem dosyć szybko szło załatwianie swoich potrzeb. Więcej także zainstalowali umywalek i pryszniców. Jak ktoś nie był, to polecam tam przyjechać za rok. Ja pojechałem, przekonałem się na własne oczy jak to tam wygląda i nie żałuję. Będę miał co sobie wspominać.

W następnym poście załączę kilka zdjęć, niestety nie są wybitnej jakości, ale myślę, że co nie co da się coś dostrzec z nich.

-- 7 sierpnia 2012, o 23:54 --
-- 7 sierpnia 2012, o 23:55 --
-- 7 sierpnia 2012, o 23:58 --
-- 7 sierpnia 2012, o 23:58 --