krzyzak napisał(a):
beria napisał(a):
Tu chyba nie chodzi o wymianę pokoleń tylko o zmianę mentalności

A jaką widzisz różnicę między jednym a drugim?
Dużą, a wręcz kolosalną. Na nic bowiem zda się młoda krew wychowana i wyuczona zachowań "daj ściągnąć", "bo mi się należy". Gdy jakiś czas temu poruszałem tu kwestie o tym jak się żyje w Skandynawii i o tym, że tam głęboka "komuna" zapewnia dostatnie życie swoim obywatelom, dostałem bęcki po głowie za głoszenie defetyzmu. Argumentowano to głównie tym, że spokojne życie to za mało, że trzeba walczyć o więcej, jednakże aby o to walczyć należy mieć z kim. U nas wrogów nie ma. Nawet Ci najwięksi dawno spakowali zabawki i poszli do domu. A my Polacy ciągle szukamy nowego, nie dostrzegając problemów kraju czy miasta. Na nic tu zdaje się odwoływanie do kart historii i tego jakież to fantastycznie wnioski można z niej wysunąć. Na nic zdał się w Polsce wolny rynek, bo poza garstką ludzi nikt na to nie był przygotowany. Po zmianach w kraju nastąpiło głębokie rozwarstwienie społeczne, pogłębiające się po dziś dzień. Nie mamy już spotkań znanych mi tylko z prześmiewczych seriali a'la Alternatywy 4, podczas oglądania którego wielu przedstawicielom Twojego pokolenia łezka się zakręciła niejeden raz. I teraz to pokolenie które wychowywało się na zgliszczach zniszczonej a jednak odbudowującej się ojczyzny, stawiać musi czoło wielu sprawom, na które nikt nich nie przygotowywał ani w szkole ani w domu. Powstał mit studiów "po studiach dostaniesz pracę", wszyscy chodzili do "ogólniaków", likwidowano szkoły zawodowe i techniczne. Ile szkół technicznych i zawodowych było w Kwidzynie za Twoich czasów? Ilu Kwidzyn miał wówczas mieszkańców? Teraz masowo słyszę jęki, że w Polsce brakuje mechaników, budowlańców itp... Nie omija to także Kwidzyna, gdzie dobrego mechanika, elektryka, elektromechanika, budowlańca ze świecą szukać (mowa o takich z mojego pokolenia).
Ze swojego doświadczenia wiem jednak, że Kwidzyn nie jest taki zły. Przez ponad dwa lata zdążyłem odwiedzić Gdańsk, Bydgoszcz, Haarlem. I powiem wam jedno. Ciężko jest rozstawać się z tym co znane. Gdańsk - miasto możliwości, jednak życie tam kręci się (a właściwie stoi) wokół zakorkowanych dróg. Bydgoszcz na ulicach - gehenna, a miasto zdaje się zasypiać po godzinie 19. W obydwu klubów i imprez co nie miara, a chodzić nie ma gdzie, bo wszędzie ceny z kosmosu.
Co innego Haarlem w kraju tulipanów, miasto nieco większe od Kwidzyna, a mieszkańców niemal 10x tyle. Tam wszystko nakręca się samo. Coweekendowe eventy na ulicach, koncerty sponsorowane przez miasto, a występ gwiazdy światowej sławy kosztuje tyle samo co 10 porcji frytek.
Kwidzyna zaś nie omija ogólnopolski problem drożyzny. Bo dlaczego w Polsce 1km autostrady kosztuje więcej niż w Holandii, gdzie tereny trudniejsze i jest ciasno? Dlaczego usługi telekomunikacyjne mamy najdroższe na świecie a ich jakość woła o pomstę do nieba? Dlaczego wynajęcie byle boxu handlowego w Kwidzynie kosztuje tyle samo co wynajęcie boxu w jednej z galerii handlowych trójmiasta.
I to co będę powtarzał zawsze: dlaczego wmawia mi się, że nowo budowany most SKRACA!!!! drogę do Trójmiasta? I co w nim jest takiego, że ma nam się wszystkim zrobić od tego dobrze?
Kwidzyn swoją szansę miał i skorzystał z niej bardzo nieumiejętnie bądź nawet wcale. Bije się w pierś jako piewca dobrych słów o KPPT (w chwili gdy powstawało), powrót do Kwidzyna otworzył mi oczy i pozwolił szerzej spojrzeć na świat lokalnych zachowań i nepotyzmu.
I powiedz mi jak mogę nie myśleć, że to mentalność i zaściankowe myślenie jest głównym problemem nie tylko w Kwidzynie, ale także w całej Polsce. Kwidzyn nie jest pępkiem świata, a wręcz przeciwnie powoli staje się zapomnianym miastem bez większych atrakcji turystycznych, a te które posiada nie potrafi umiejętnie wykorzystać. I nie pomoże tu pan Kret, nie pomoże Owsiak, czy krypty wielkich mistrzów.
Nie wiem jak było za czasów kiedy Ty miałeś 30 lat, ale powiem jedno: mam znajomych w moim wieku mieszkających poza granicami Kwidzyna, a nawet i Polski, których głównym zmartwieniem przez cały rok jest wybór miejsca/wycieczki na urlop. Ja na urlopie jak i zresztą codziennie po godzinach muszę dłubać to i owo, żeby mieć na kredyt, opłaty, czy inne gry i bilard... a o wakacjach myślę z rzadka, bo urlop to szansa na większą "fuchę". Irytuje mnie fakt, że mentalność Polaków a więc i Kwidzynian opiera się głównie na zawiści, gburowatości i niechęci. A może to ja jestem aspołeczny, ale każdy mój kontakt ze skostniałym aparatem państwowym w postaci drapieżcy nasłanego na mnie przez rząd RP sprawia, iż czuje jakbym nie rozmawiał z człowiekiem tylko z maszyną. Moje pierwsze wizyty w miejscowym urzędzie skarbowym budzą złe skojarzenia z paniami, które mają wielki problem z tym, że przychodzi się do nich coś załatwić - co mi do szczęścia nie jest potrzebne, dodatkowo robią mi pod górkę za moje podatki. I jakież jest moje zdziwienie, kiedy to po wielu latach pojawiam się tam znowu i widzę zmienione twarze, ale nastrój, spojrzenia, zachowanie i maniery są dokładnie te same. Co mam wtedy myśleć?
Zmiana pokoleń nic nie da. Potrzebna jest rewolucja mentalności. Niestety prawda jest taka, że możemy tu biadolić i biadolić, a nie naprawimy tego co wokoło nas. Z mojego pokolenia pozostaje w tym mieście coraz mniej ludzi, a poszerza mi się ciągle grono znajomych zmieniających już nie tylko kod pocztowy, ale także numer kierunkowy i to nie miasta, ale częściej kraju.
Jednakowoż jest też druga strona medalu, coś w tym Waszym/Naszym dziurawym Kwidzynie jest co daje się lubić... I powiem, że lepsza dziura mała i znana niż duża i nieznana.