anduel napisał(a):
Budowali go według planów jakiegoś polskiego projektanta. Od początku wydawał się dla AB Gmbh zbyt optymistycznym tworem, robiono jakieś ekspertyzy i większość biur projektowych to potwierdziła. Wprowadzono jakiś plan naprawczy, jakieś wzmocnienia, dodatkowe kable i poprzeczne stężenia ale na tym wykonawca przestał wychodzić i sobie odpuścił. Mosty buduje się od dawna, są konstrukcje proste i tanie. W okresach prosperity dla podkreślenia swoich osiągnięć wprowadza się do takich budów różne udziwnienia, żeby inne narody z podziwu klękały, żeby po swoich rządach pozostawić trwały ślad. Zwykłe i tanie mosty nie mają takich właściwości, chociaż działają tak samo. Tak więc pytanie jest następujące, czy właśnie jesteśmy w okresie prosperity, czy raczej jesteśmy pawiem narodów.
E tam, od razu pawiem. Po sarmacku - boso, ale w ostrogach.
A tak na serio. Kiedyś było tak, że architektura była sztuką. Po wojnie mieliśmy architekturę socrealistyczną, która sztukę zamieniła na tysiące sztuk. Miało być szybko, dużo i funkcjonalnie. Ładnie nie musiało. Po `89, kiedy wiele robiono w opozycji do socrealu, niektórzy próbują przywrócić architekturze jej artystyczny składnik. I tak też jest z naszym mostem. Most tradycyjny, w mojej ocenie, nie wyglądałby tak korzystnie z naszego zbocza pradoliny Wisły, jak wygląda extradosed.
NOWY(L) "Przecież projekt tego mostu musiał zostać zatwierdzony przez odpowiednie służby,prawda?" - Odpowiednie służby, które zatwierdzają projekt budowlany i wydają pozwolenie na budowę, czyli (za przeproszeniem) organ architektoniczno-budowlany (Starosta lub Wojewoda), sprawdzają jedynie kompletność projektu oraz plan zagospodarowania terenu. Od jakiegoś czasu, po zmianie Prawa budowlanego, organ nie ma prawa podważać części merytorycznej projektu. Ustawodawca, żeby choć trochę zmniejszyć znaczenie urzędnika, uznał, że Projektant swoimi uprawnieniami, wiedzą i doświadczeniem zawodowym ponosić będzie "jednoosobowo" odpowiedzialność za to co zaprojektował. W przypadku takich obiektów jak most Projektant ma obowiązek zaprosić do współpracy tzw. Sprawdzającego. To drugi projektant, który ma zweryfikować poprawność wykonania projektu. Najczęściej Sprawdzający nic nie sprawdza, tylko przystawia pieczątkę, robiąc przysługę koledze.
A jak to się dzieje, że czasami "w czasie budowy takiego obiektu okazuje się ,że grozi on katastrofą budowlaną?". Czasami to niekompetencja tzw. uczestników procesu budowlanego (Projektant, Kierownik Budowy, Inspektor Nadzoru Inwestorskiego) a czasami chciwość Wykonawcy. Największym jednak problemem jest najczęściej beztroska konkretnych osób, które nie mają poczucia (lub świadomie ją ignorują) ciążącej na nich ODPOWIEDZIALNOŚCI. I tutaj do Projektantów, Kierowników, Inspektorów i Wykonawców dopisałbym jeszcze Inwestorów. W naszym przypadku Inwestor mostu, czyli GDDKiA, wynajmuje tzw. "Inwestora Zastępczego", przez co czuje się zwolniona z obowiązku weryfikowania inwestycji. Czym to może skutkować nie będę pisał, bo zostanę posądzony o jaskrawe szerzenie defetyzmu i zostanie mi zaproponowany skok z naszego mostu do Wisły. I to bez bandżi

PS. Nie sugeruję w tym momencie, że z naszym mostem jest coś nie tak. Mam nadzieję, że będzie on nas zachwycał latami i swym urokiem odwiedzie niejednego "skoczka" od bezkompromisowego sprawdzenia głębokości królowej polskich rzek.