W końcu sierpnia wpadłem do Kwidzyna na dwa dni, zaliczyłem co się dało, spotkałem się z każdym, kto się napatoczył, dowiedziałem się kto wygra najbliższe wybory, a także szybko wyszedłem z Bachusa nie zastając tam Dunkewalda tylko smutek jakiś taki byle jaki.
"Pod zegarem" zderzyłem się z Januszem Kulpińskim, który chciał pogadać o swojej wystawie, a ja miałem tylko pięć minut na peron, to nie pogadaliśmy.
Fajnie, że coraz więcej jest prezentacji twórczości ludzi, którzy przełamują bariery onieśmielające ich przed kręgiem wtajemniczenia do Sztuki. Kto trafi do Parnasu to i tak ostatecznie zadecydują o tym jego Muzy. W uprawianiu pasji artystycznych, na szczęście nie ma już wydawania koncesji. A dobrze pamiętam, jak musiałem wypożyczać od znajomych legitymacje uprawniające do zakupu farb artyst. na ul. Partyzantów we Wrzeszczu.
.
Wracam do tytułu wiadomości. Rozpowszechnia się pewien potoczny błąd pojęciowy dotyczący grafiki. Przyjęło się (błędnie), że grafiką jest każdy rysunek, zwłaszcza czarno-biały. Miano grafiki zwykło się przypisywać rysunkom wykonanym tuszem, flamastrem i in. wynalazkami, zapominając, że grafika to dzieła powtarzalne, drukowane i odbijane z uprzednio opracowanych matryc wycinanych w drewnie, w linoleum i in. materiałach, albo trawionych kwasami na odpowiednio spreparowanych blachach. Techniki graficzne są skomplikowane i proste, ale zawsze polegają na powielaniu odbitek, w ilości zależnej od wytrzymałości matrycy.
Nie czepiam się tu szczegółów, lecz chcę podzielić się wiedzą o tym co wiem i co
jest powszechnie wiadome.
W najnowszym numerze Schodów Kawowych jest zajawka wystawy Janusza w galerii CHRIST – DENT, którą warto jest obejrzeć. Ale reprodukowane tam rysunki to nie są grafiki .