|
Kiedy już gorąca atmosfera animozji do Światków Jehowy zaczyna stygnąć, na planie rozważań pozostaje zagadnienie imienia, którym się posługują. Narzucają się wtedy pytania, czyje to imię, czy jest właściwie wypowiadane i na koniec, czy wolno się nim posługiwać? Wielu tradycjonalistów uważa, że Jehowa nie jest imieniem Boga, Stwórcy, mimo że tak twierdzą Świadkowie Jehowy, ponieważ właściwie nie wiadomo, jak się je wymawia. Z drugiej jednak strony dowodzą, że nie powinno się go wymawiać, bo tak twierdzą Żydzi czczący Boga w wyznaniu Mojżeszowym. Biblia zawiera zapis Bożego imienia spółgłoskami JHWH, np. w wersecie 15-tym Księgi Wyjścia, w 3 rozdziale „15 Wówczas Bóg jeszcze raz rzekł do Mojżesza: "Oto, co masz powiedzieć do synów Izraela: 'JHWH (Jehowa), Bóg waszych praojców, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba, posłał mnie do was'. To jest moje imię po czas niezmierzony i ono mnie upamiętnia na pokolenie za pokoleniem.”. Gdyby nie przesąd, tak Żydów, jak i katolików, zapewne wiedzielibyśmy obecnie jak się czyta te imię. Wystarczy przecież wiedzieć, jakie samogłoski wypowiadać pomiędzy spółgłoskami. Ci pierwsi zaniechali wypowiadania go, bo stwierdzili po stuleciach posługiwania się nim, że zabrania tego jedno z Bożych przykazań. Drudzy stwierdzili, że jest już niepotrzebne wobec nowego pojmowania Boga, jako trójjedynego. Imię Jehowa, odpowiadające jednej osobie, zastąpiono określeniem Trójca. Zaniechano, mimo że pierwsi chrześcijanie je znali, bo Pan Jezus im je oznajmił. Dowodzi tego wypowiedź Jezusa: "Ujawniłem twoje imię ludziom, których mi dałeś ze świata...” (Ew wg Jana 17:6) Przypominając, jak się je wypowiada i objaśniając, z jakimi błogosławieństwami dla ludzi się ono wiąże, uświęcił je wobec ludzi. Z całą pewnością tak by się nie stało, gdyby zaniechał używania go.
Świadkowie Jehowy podjęli ogłaszanie tego świętego imienia za swymi poprzednikami, którzy tłumacząc Biblię na rodzime języki zamieszczali w miejsce tetragramu (JHWH) pełny jego zapis. Twierdzi się, że popełniono błąd, który polegałby na niewłaściwym zinterpretowaniu umieszczonych pomiędzy spółgłoskami znaczków samogłoskowych, umieszczonych w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia przez żydowskich uczonych, by nie zapomniano wymowy języka hebrajskiego. Chodzi tu o znaczki umieszczone pomiędzy spółgłoski tetragramu. Miały one ponoć inne znaczenie. Mówiły, żeby w tym miejscu powiedzieć Adonaj. Z tym, że takie podejście, to też interpretacja, chociaż najbardziej prawdopodobna. Mając do dyspozycji spółgłoski tego imienia i jego zwyczajową formę zapisaną w najstarszych tłumaczeniach Biblii, nie popełnimy większego błędu, niż ci, którzy nazywają człowieczego Syna Bożego imieniem Jezus, mimo że można dociec, iż nazywał się Jehoszua. Wiadomo przecież i tak, o kogo chodzi.
O ile wiem, imię, nie tylko w starożytności, nadawano nowo narodzonemu, by wyrazić swoje nadzieje, jakim człowiekiem ma być. Co prawda nie zawsze te marzenia się ziszczały i najczęściej posiadacz odbiegał swym zachowaniem od znaczenia posiadanego. Inaczej było ze znaczeniem Bożego imienia. W Księdze Wyjścia oznajmiono jego sens następującymi hebrajskimi wyrazami: ‘Ehjeh aśer ‘ehieh, co można przetłumaczyć, jako: „Okażę się, kim się okażę”. Niektórzy tłumacze twierdzą, że trzeba je tłumaczyć na: „Jestem, jaki jestem”, ale hebrajski wyraz oznaczający „ja jestem (jam)”, to „’anoki”, czy nawet „ani”. Wykazują w ten sposób daleko posunięty dyletantyzm, próbując kojarzyć „ehjeh” z wypowiedzią Pana Jezusa: „Ego eimi- ja jestem”, by przypisać mu posiadanie Bożego imienia Jehowa (Jahwe).
Zapowiadając swoją demonstrację mocy, Bóg, przez swego anielskiego przedstawiciela, tak właśnie ujął sposób zrozumienia swego imienia. Muszę dodać, że owe dziesięć kataklizmów, jakimi Bóg pognębił Egipt, spełniło tę zapowiedź. Jeżeli nawet kilka pierwszych, reprezentujący bożków egipskich magowie potrafili powtórzyć, to nikt z nich nie potrafił im przeciwdziałać. Cały poczet demonów czczonych w Egipcie pod postacią ludzi i zwierząt nie uratował ówczesnego systemu przed zabiegami Jehowy Boga, by wybawić swój lud od ciemiężycieli.
Co miało się wiązać z tym imieniem w późniejszych czasach, a zwłaszcza w czasach ostatecznych?
Prorok Joel przekazał na czas Pańskiego dnia taką informację Bożą: „Słońce zamieni się w ciemność, a księżyc w krew, zanim nadejdzie wielki i napawający lękiem dzień Jehowy.
I stanie się, że każdy, kto wzywa imienia Jehowy, ujdzie cało; bo ci, którzy przeżyją, znajdą się na górze Syjon i w Jerozolimie - jak powiedział Jehowa - i wśród ocalałych, których Jehowa wzywa" (Joela 2:31,32).
Czyżby wynikało z tego, że w owym szczególnym dniu to imię nabierze szczególnej mocy? Czyżby już wtedy przymierze Prawa nie było aktualne? A może nie miało być aktualne dopiero w dniu Jehowy? Tak, czy inaczej wymagania Boże zawsze są aktualne, tyle że zmieniają się ludzie, którzy podejmują przymierze z Bogiem. Nie na darmo przecież apostołowie ustalili, co obowiązuje chrześcijan, by zostać zbawionym. Nikt z nich nie unieważnił nakazu wiary w ofiarną śmierć Pana Jezusa, jako warunku zbawienia. Unieważniono jedynie te nakazy, które dotyczyły ceremonii świątynnych i obchodzenia świąt, również sabatów, między innymi będących siódmymi dniami tygodnia. Wzywanie więc imienia Bożego w tym czasie, to co prawda niezbędne, ale dopełnienie wszystkich warunków zbawienia. To powołanie się na Boże imię, dla którego zachowuje się świętość. Taką świętość, jaką nakazał sam Bóg i którą swoim przykładem polecił naśladować Chrystus. Gdyby od samego wzywania imienia Bożego zależała ochrona Boża, obrońcy Jerozolimy w I wieku nie poddaliby się rzymskiemu naporowi i nie postradali życia. Wzywano je wtedy, jak nigdy przedtem, nawet podczas oblężenia Jerozolimy przez Nebukadneccara w VII wieku p.n.e. A i wtedy też to imię było znane. Już wtedy jednak głosił Izajasz słowa od Boga, że: "Co mi po mnóstwie waszych ofiar?" - mówi Jehowa. "Dosyć mam całopaleń z baranów i tłuszczu tuczonych zwierząt, a w krwi młodych byków i baranków, i kozłów nie mam upodobania.
Gdy przychodzicie, by zobaczyć moje oblicze, któż tego żądał z waszej ręki - byście wydeptywali me dziedzińce?
Przestańcie już przynosić bezwartościowe ofiary zbożowe. Kadzidło - to dla mnie coś odrażającego, Nów i sabat, zwoływanie zgromadzeń - nie mogę znieść posługiwania się mocą tajemną w połączeniu z uroczystym zgromadzeniem.
Wasze dni nowiu i okresy świąteczne znienawidziła dusza moja, Stały się dla mnie brzemieniem; zmęczyłem się znoszeniem ich.
A gdy rozkładacie dłonie, kryję przed wami oczy, Chociaż mnożycie modlitwy, ja nie wysłuchuję; wasze ręce pełne są przelanej krwi...” (Izajasza 1:11-15) Za czasów Jezusa Chrystusa wielu Żydów podjęło Nowe Przymierze i stało się dobrymi chrześcijanami. Posłuszni ostrzeżeniom Jezusa opuścili Jerozolimę i uratowali życie z rzymskiego kataklizmu. Wzywając imię Jehowy, nie doszukiwali się w nim magicznej mocy wpływania na Boga. Nawet modląc się, wiedzieli, że tylko te sprawy będą miały szansę na wysłuchanie, które są zgodne z Jego wolą. Znajomość Jego woli i spełnianie jej zawsze uważali i uważają za pierwszoplanowe. Wiele jednak ludzi szydzi sobie z prawdziwego Boga, bo mają powodzenie w pełnieniu bezprawia. Niech jednak te słowa Boże będą dowodem, że kiedyś skończy się czas ich prosperity: „Wszystko to uczyniłeś, a ja milczałem. Mniemałeś, że na pewno się do ciebie upodobnię. Zamierzam cię upomnieć i na twoich oczach uporządkuję sprawy.
Zrozumcie to, proszę, wy, którzy zapominacie o Bogu, żebym was nie rozszarpał, a nie byłoby żadnego wyzwoliciela.
Ten mnie wychwala, kto składa w ofierze dziękczynienie; kto zaś trzyma się wytyczonej drogi, temu dam ujrzeć wybawienie zgotowane przez Boga" (Psalm 50:21-23).
_________________ Każda Ojczyzna ma swoich fanów
|