Dość regularnie ukazują się reportaże R Danielewicza tropiącego polskie ślady na współczesnej Wileńszczyźnie.
Ostatni, zatytułowany "Ziemia Marszałka" ma nieoczekiwaną puentę.
Cytuj:
Szkoda, że pamiętają go chętniej w roli dyktatora, a nie człowieka skromnego i odważnego, który po Warszawie chadzał piechotą. Te spacery bez ochrony po stołecznych ulicach wyglądają dzisiaj jak kosmiczna abstrakcja. Ktoś mógłby powiedzieć, że czasy były inne. Tak, inne. Broń można było dostać łatwo, a mord polityczny był popularnym narzędziem rozwiązywania konfliktów w całej Europie. (...)
Gdyby nagiąć spiralę czasu i zetknąć Marszałka z którymś z naszych współczesnych przywódców, gdzieś na Trakcie Królewskim... Oczywiście nie na chodniku, bo łatwiej by chyba było wywołać ducha Piłsudskiego niż dzisiejszych dygnitarzy z ich pancernych limuzyn, ale na przykład na schodach Belwederu. Co mogliby sobie powiedzieć? Naczelnik państwa, twórca niepodległej Polski, ubrany w przydługi szary płaszcz, „furmańską” maciejówkę, mundur „wygnieciony, obsypany popiołem z papierosów” – jak wspominała jego sekretarka Kazimiera Iłłakowiczówna… Jeśli osobnikiem takim nie zajęliby się funkcjonariusze BOR, być może usłyszałby: „Odejdź, Dziadku”.
Źródło :
Rzeczpospolita