W niemieckiej generalicji było paru dowódców, którzy planowali szybsze wysłanie Adolfa Hitlera do piekła, niż to było planowane przez Historię. Powszechnie znany jest przebieg zamachu na fuhrera w Gierłoży z 20 lipca 1944 roku, w przeciwieństwie do prawie nieznanej pierwszej próby zabicia go przed 65-ciu laty, w dniu 13 marca 1943 roku.
Gdyby nie zawiodła wówczas angielska technika, inaczej potoczyłyby się losy wojny, choć z planów zamachowców wiemy, że dla Polski równie nieciekawie, jak to zaprojektowali Churchill i Roosvelt pod dyktando Stalina.
Autorzy tego nieudanego zamachu, jako kwaterę główną spisku obrali Smoleńsk. Tu mieścił się sztab Armii Grupy Operacyjnej „Środek”, do którego należeli arystokratyczni spiskowcy.
Pół roku przed planowaną akcja w Smoleńsku przebywał nawet zaopatrzony w fałszywe dokumenty Karol Goerdeler, nadburmistrz Lipska, przewidziany na kanclerza Rzeszy w razie udanego przewrotu. Warto tu dodać, że jego rodzony młodszy brat Fritz Hermann Goerdeler był burmistrzem Kwidzyna w latach 1920-1933.
Technicznie zamach miał się dokonać przez eksplozję silnego ładunku wybuchowego w samolocie z Hitlerem na pokładzie. Ładunek był tak silny, że nie uchroniłaby go nawet wyposażona w spadochron, opancerzona kabina, w której leciał.
Bomba umieszczona w dwóch butelkach rzekomego koniaku miała eksplodować po kilkunastu minutach od startu samolotu, nad terenem na zachód od Smoleńska, czyli nad Katyniem. Materiał i urządzenie wybuchowe pochodziło z przejętych przez Niemców angielskich zrzutów. W przeciwieństwie do niemieckich zapalników, które zdradzały się syczeniem przewodnika zapalającego, angielskie były bardziej pomysłowe: poprzez naciśnięcie zapalnika pękała mała flaszeczka, z której wydobywał się kwas przeżerający drucik utrzymujący iglicę. Po pęknięciu drucika iglica uderzała w spłonkę zapalającą bombę.
Organizatorzy zamachu oczekujący w Smoleńsku efektów swego planu otrzymali jednak wiadomość, że po dwóch godzinach lotu samolot z Hitlerem, bezproblemowo wylądował w Kętrzynie. Zamachowcy mieli problem z odzyskaniem „dwóch butelek koniaku”, a gdy już je mieli, to odkryli po czasie partactwo angielskich techników, bowiem mimo stwierdzonego uderzenia iglicy w spłonkę ładunek nie eksplodował. Diabły czekały jeszcze na Hitlera w piekle ponad dwa lata, a część organizatorów zamachu w okolicach Katynia została zmasakrowana po kolejnym nieudanym zamachu w roku 1944 (w tym obaj
bracia Goerdeler).
Pomijając personalia i funkcje innych uczestników spisku, szczegóły jego logistyki oraz inne okoliczności streściłem tylko zwięźle rozdział z książki
Józefa Mackiewicza „Katyń – Zbrodnia bez sądu i kary” (wyd. Polska Fundacja Katyńska, Warszawa 1997)
Większą rewelacją, niż okoliczności nieudanego zamachu na Hitlera jest dla mnie odkrycie, że ta książka Mackiewicza jest w obecnej naszej
Najjaśniejszej Rzeczpospolitej książką nielegalną, pomimo wydawałoby się wystarczającego
imprimatur:
Cytuj:
Polska Fundacja Katyńska składa serdeczne podziękowanie córce Józefa Mackiewicza, pani Halinie Mackiewicz, za zezwolenie na druk tej książki z przeznaczeniem wpływów z jej sprzedaży na budowę cmentarzy wojskowych w Katyniu, Miednoje i w Charkowie.
Książka ukazała się w Polsce mimo zakazu pani Niny Karsow-Schechter, która „sposobem” weszła w formalne posiadanie praw autorskich do twórczości pisarskiej Józefa Mackiewicza. Znane jest oświadczenie blisko spokrewnionego z tą osobą Adama Michnika, że nie dopuści on by pisma Józefa Mackiewicza ukazywały się w Polsce, co mu się skutecznie udaje. (Dla zainteresowanych: szczegóły i konkrety
w witrynie poświęconej twórczości Józefa Mackiewicza)