Tom napisał, com napisał. Tłumaczyć się nie zamierzam, choć co nieco wyjaśnię.
Orkiestrę Owsiaka uważam za dzieło bardzo szlachetne i wysoce użyteczne i to nie tylko w wymiarze materialnym (zebrane środki), ale i w sferze moralności społecznej.
Ta akcja co roku kruszy jakiś wyłom w murze ludzkich egoizmów, których niestety jest zbyt wiele wokół nas.
Czego nie potrafią tu zdziałać przeróżne instytucje i tzw. autorytety, to udaje się
zakręconemu entuzjaście
rock and rolla, a okazało się, że nie tylko tej muzyki.
To nie moje odkrycie, że rodacy potrafią się mobilizować głównie w sytuacjach zagrożenia (zrywy powstańcze, katastrofy, powodzie i in. kataklizmy), a na co dzień -
homo homini lupus est.
WOŚP gra bez takich impulsów, chociaż stan publicznej służby zdrowia też bywa katastrofalny.
Całą niedzielę oglądałem transmisje w TV z kraju i wtedy naszły mnie te różne gorzkie myśli, którymi się podzieliłem publicznie, a teraz zrobiło się trochę kwaśno (głównie w poczcie do mnie).
Gdy krytykuję polityków i posłów, a w Kwidzynie jest tylko jeden, to wygląda, że to tylko jego konkretnie próbuję nadziać na widelec.
A jak w sąsiednim wątku pojawiają się fotografie ze zbiórki w Kwidzynie ze znajomymi osobami, to już się robi taki kwas, że aż mi głupio.
Żeby nie mącić tu sympatycznej atmosfery, w której panuje spolegliwość, szlachetność intencji i bezinteresowność, a wszyscy powinni widzieć świat różowo,
to ja ze swoją
wadą wzroku chyba zawiążę sobie jęzor w supeł.
A jak już się nie opanuję, to dobrowolnie dam się zamurować w kwidzyńskiej katedrze, gdzie upatrzyłem już sobie
niezagospodarowaną wnękę.
Jeśli pozwolą mi tam zabrać laptop, to nie będę zaglądał dalej, jak
do kącika, gdzie tylko śnieg chrzęści pod saniami, wietrzyk kołysze gałązkami, jest przytulnie, spokój, miło i w ogóle.
