lord vader napisał(a):
..był też hipisem

Twoja żartobliwa uwaga inspiruje mnie do podjęcia tematu, do którego już od dawna mobilizuje mnie inny uczestnik forum, który wypożyczył mi nawet w tym celu książeczkę ("Hipisi w PRL-u" Kamila Sipowicza, 480 stron
in quarto)
Odtwarzam w swej mózgownicy tyle wspomnień i osobistych odniesień do głównych bohaterów tamtych historii, że aż boję się zacząć to publicznie wspominać.
Hipisem raczej nie byłem. Miałem rozliczne przyjaźnie i kontakty z ludźmi tego środowiska, ale tylko z tym nurtem świadomie kreatywnym, które nie wspomagało się chemią. Tych atrakcji, chwała Bogu, tchórzliwie obawiałem się.
A na tym froncie wielu poległo. Choć tak wspaniale się zapowiadali.
Wygnany za niepokorność z Kwidzyna trafiłem w samo oko cyklonu naszej rodzimej historii na UW (1967-1971). Oczywiście natknąłem się na Proroka tego ruchu w Polsce, który zraził mnie na wstępie natrętnymi agitacjami religijnymi (dziś jest wybitnym paryskim twórcą monumentalnych rzeźb sakralnych). /Wspomina on, że w 1971 r.
ukrywał się w Hotelowej w Kwidzynie./
Związałem się wówczas ze środowiskiem literackim, niećpającym, i niezależnym na ile to było wówczas możliwe, a dziś potwierdza się to w publikacjach historyczno-literackich na ten temat np. Jacka Trznadla i Joanny Siedleckiej.
Wracając do tematu hipisów, to byli oni pięknym i tragicznym społecznym protest-songiem. Pokojowym sprzeciwem wobec beznadziei tamtych lat, gdy za noszenie zbyt długich włosów (w uznaniu policmajstra, lub wychowawcy klasowego) można było nieźle oberwać.
Dzisiaj pewnie już nikt (zwłaszcza z młodych) nie uwierzy, ze można było wówczas być szykanowanym za propagowanie muzyki rozrywkowej , (radio Luksemburg itp.), która nie pasowała do kanonu ideologicznego propagowanego przez wszechwładną wówczas rządzącą PZPR (
Głęboka studzienka, Cicha woda i inne skądinąd miłe piosenki, które są sympatyczne bez urzędowo przyznanego monopolu upodobań .
Ciągle podziwiam ojców lokalnej demokracji, którzy w tamtych latach tak ochoczo wstępowali do tejże partii, rozpoczynając kwitnące do dziś ich kariery. Mogli być
niemuzykalni, ale dlaczego byli głusi na firmowane przez tę samą ich partię dokonywane wówczas mordy polityczne i na inne przeróżne formy tłamszenia Polaków. Ciągle mam wątpliwość, czy była to ich głuchota i ślepota, czy było to przyzwolenie na te bezeceństwa w zamian za karierę osobistą.
Polscy hipisi byli desperackimi prekursorami późniejszych ruchów wolnościowych w Polsce. Nie dali się kupić nikomu. Ani Kościołowi, który chciał ich okiełznać i podporządkować swej polityce, ani żadnym kiełkującym wówczas politycznym ruchom opozycyjnym.
Ruch
hipisów zajarzył w Polsce i zgasł. Trwałym jego śladem pozostały artystyczne dokonania literackie tamtych lat, powiew nowości w niezależnej plastyce, w wolnych akcjach teatralnych i w ogólnym stylu życia.
Wiele instytucji kulturalnych jest dziś kierowanych przez już wyłysiałych dyrektorów, którzy kiedyś koczowali na miejskich placach i demonstrowali swój sprzeciw przeciwko nudzie i beznadziejności życia w PRL swymi włosami do ramion i brzdąkaniem na gitarach. Przyznam, że taki niepokorny fragment CV jest mi bardziej miarodajny niż :
ukończyłem, zaliczyłem itp.
Dziś, różnym tam bohaterom, prawdziwym i urojonym przyznajemy dziękczynne uznanie za ich ofiarny wkład w powstanie wolnej Polski . Nie stać nas jednak na uznanie dla tego wielotysięcznego pokojowego ruchu młodych Polaków , którzy z dala od polityki i nachalnych ideologii , ówczesnych i dzisiejszych , głosili banalne, a tak aktualne hasło:
Make love not war. Ubierali się jaskrawo i nosili włosy do ramion, co już było wykroczeniem . Nie należeli do żadnych ZeteSeMesów , ani do innych organizacji gwałtu nad wolnością młodych.
Wielu z nich wyginęło zatruwając się narkotykami. Są jeszcze liczni, którzy nie poddali się tej samozagładzie i są kreatywni w przeróżnych wymiarach życia publicznego, czerpiąc wigor z lat młodości.
Piękna książka Kamila Sipowicza :
Hipisi w PRL
Adam, zabieraj ją, bo już nie mam więcej sił, by nad nią płakać.