Jak dotąd, to medialną przestrzeń w naszym mieście szczelnie „okupują” trzy gazety. Nawet nie wiem w jakiej kolejności je wymienić.
Może alfabetycznie: „
Kurier Kwidzyński” (tzw.
czerwony Wydawnictwa Pomorskiego);
„Kurier Powiatu Kwidzyńskiego” (ten zielony dodatek do „Polska the Times Dziennik Bałtycki” i Marka Sidora „
Puls Kwidzyna”.
Powolny i raczej gnuśny tok życia w mieście Kwidzynie znajduje swoje wierne odbicie w lokalnych „przekaziorach”.
Rutynowo dokarmiają się one komunikatami o wydarzeniach z raportów miejscowej policji i straży pożarnej, oraz oświadczeń rzeczników informacji trwających na etatach różnych miejskich instytucji. Odbija się to pewną „czkawką”, także i na naszym
Portalu.
Pomimo komunikatów o pożarach, gwałtach i opisów zazwyczaj skutecznych interwencji
organów, to dla mnie to są wszystko „
nudy na pudy”.
Jedyny Sidor udostępnia w swej gazecie „Trybunę dla wsiech”, ale tam z najbardziej poruszających tekstów to głównie różowa pianka na ustach czcicieli nieodżałowanego PRLu, lub skądinąd sympatyczne wierszyki na moją cześć, które są mi nienależne i oprotestowałem je już u autora.
Nie widać tu pola dla obywatelskiego dyskursu. Kilku felietonistów prawi dousery dublując krajowe bon-moty, nijak mające się do spraw lokalnych. (Jeszcze trochę, a uwierzę, że żadnych problemów tu nie ma.)
A w ogólnej atmosferze „
ą i
ę”, w lokalnej prasie ani krztyny reporterskiej przenikliwości , ani zadziorności , ni innych
rarytasów dziennikarskiej odwagi, których jako czytelnicy tam szukamy.
Być może jest to jakaś reguła, albo panowie redaktorzy powzięli praktyczne wnioski z kilku przypadków, jak choćby byłego autora tekstów w miejscowej gazecie, który długo był, aż naraził się banalnym tekstem, po którym wybył.
Podejrzewałem nawet Pana Jerzego Majdę, że jego napastliwy
tekst o naszym forum mógł być, jak to się mówi, „sponsorowany”. Jednak po konsekwencjach jakie go spotkały po innej jego równie błahej publikacji zakończone wymuszonym „wygumkowaniem” go z listy piszących autorów, wnoszę, że istnieje jakiś monitoring kwidzyńskich
publikatorów weryfikujący sprawozdawców bieżących „dziejów” miasta z prewencją ich dokumentacji.
Przyznam szczerze, że publikowane kiedyś przez p. Majdę jego „Potyczki z ..” czytywałem jako owe
ble-ble i „nudy na pudy”. Wspominam go tu jednak jako znamienny przypadek osoby piszącej, która na chwilę odstąpiła od milusińskiego gaworzenia i wrzuciła temat krytyczny wobec decyzji miejskich i ….. musiała zniknąć.
Po wydaniu oświadczenia kwidzyńskiej
Solidarności mającego na celu pobudzenie aktywności lokalnych władz wobec narastających zagrożeń kryzysowych (w końcu to ich obowiązki statutowe), „
Kurier powiatu” nazywa je
lamentem. Wystarczająco obraźliwe określenie prawie dwu tys. ludzi bez pracy upominających się o dalszy los swych rodzin po utracie pracy. (
Tam samo odmówiono kiedyś oficjalnej miejskiej instytucji zamieszczenia informacji o tym, że pewien kwidzyniak, jako jedyny z regionu, został wyróżniony krzyżem Polonia Restituta za swa działalność w tym mieście. Tłumaczono ten fakt zapobiegliwością kampanii wyborczej, w której "delikwent" wcale nie uczestniczył, mieszkał wówczas zdala od Kwidzyna, ale miał ten feler, że nie wspierał teamu, nieuchronnie zmierzającego do władzy w mieście.
Inna sprawa, że dużo bardziej delikatnie obszedł się ten sam autor z identycznymi wnioskami związkowców OPZZ reprezentowanego w Radzie Miejskiej przez SLD. Ale oni mają tam parę głosów, które w różnych interesownych targach bywają przydatne.
Chociaż coraz częściej , przez jedno ze swych okien spoglądam już tylko na „księżą oborę”, to mimo wszystko łudzę się, że w związku z gwałtownym i niepokojącym rozwojem sytuacji doczekam jakiegoś obywatelskiego przebudzenia. (Dla przejrzystości mej wypowiedzi : to nie jest apel o stawienie się z łopatami i podobnym sprzętem w miejscu wymarzonego mostu,
bo z braku innych wizji jeszcze długo niezbędny skądinąd most ciągle będzie owym jedynym wyborczym króliczkiem z piosenki Skaldów).
Czytam sobie lektury, które choć są mi „zakazane” z racji przekroczonego limitu wieku, to budzą moje nadzieje.
Cytuj:
W Internecie, na portalach w rodzaju:
www.niepoprawni.pl, blogmedia 24.pl, salonie24 czy w Tekstowisku trwają nieustające zmagania o Polskę. Tworzą się specyficzne dla komunikacji internetowej hierarchie, opierające się na zaufaniu, czyli akurat na tym, czego brakuje politykom i mediom. Co ciekawe, akurat teraz gdy zaufanie jest najbardziej deficytowym towarem na rynku.
Swobodny obieg informacji, oraz przeróżne nieco już wypłowiałe i „postrzępione” hasła wolności i demokracji ciągle czekają na swa pełną realizację. Kiedyś, mam nadzieję, że bardzo dosłownie dotrą one do przeróżnych naszych zaścianków i przytulnych zakątków zagospodarowane przez wszystkich naszych wspaniałych, znakomitych i niezbyt czułych na „lamenty” pospólstwa naszych wybrańców. Dodam, że z najlepszych jacy stawali do wyboru. Przynajmniej w obietnicach i nadziejach.
Przed laty marzyła mi się wolna prasa w mieście. Nawet czyniłem jej namiastki na powielaczu. Wbrew swym oczekiwaniom dożyłem czasów, że jest to możliwe.
Wczytuję się w to, co tu i tam wypowiadają teraz moi rówieśnicy, gdy byłem im rówieśnikiem pół wieku temu.
Niestety znajduję tylko albo głupstwa, albo deklaracje lojalności wystawiane na kredyt tym, którzy być może kiedyś zechcą im coś ustąpić.
Ale nie tylko. Z nie skrywaną satysfakcją spotkałem się na naszym forum ze znaczącym gremium ludzi młodych (tytułem wyjaśnienia: dla mnie młody, to każdy, kto jest młodszy ode mnie), którzy nie tają swych uczuć do miasta, w którym się urodzili i kochają je nie rumieniąc się przy wyznawaniu tego uczucia. Czynią to z własnej woli i bardzo konkretnie. Ponieważ zdeptałem nasze ulice zanim się oni tu urodzili, więc cieszę się z okazji, gdy tu, lub w prywatnej korespondencji mogę im coś pomóc znaleźć, lub opisać.
Dla mnie to bardzo znamienne, że z większymi emocjami dzielą się oni informacją o znalezieniu np. kapsla przedwojennego browaru
Gebruder Prohl zu Marienwerder, niż o jakichś tam przetasowaniach i wynikających z tego miraży w usłużnej karierze.
Każda pozytywnie zaangażowana działalność młodych budzi mój szacunek i nadzieję.
A na to, że to uczucie kieruję głównie do
nawiedzonych, zakręconych i niepokornych, to jest u mnie niestety „nieuleczalne”.
Drukowana gazeta pociąga koszta trudne do udźwignięcia. A dlaczego to nie ma w Kwidzynie znacznie prostszych edytorsko gazet internetowych? Nie ma takiej potrzeby?