drosik napisał(a):
więc jest tego sporo i infrormacja też jest.
Czy sporo? Kwestia skali, wg mnie wcale tego sporo nie jest. Informacja? Gdzie? Na słupach ogłoszeniowych? Pod reklamami nowej lokaty? Nie oszukujmy się - komunikacja na linii urząd - społeczeństwo praktycznie nie istnieje. Mówisz o sporcie:
- ile trwa turniej szóstek/dziewiątek w piłkę nożną? 2-3 miesiące i drugie tyle w zimę na hali.
- siatkówka - jeden turniej podczas dni miasta?
- to samo z koszykówką
- bocce - nie zapominaj, że "odmiana kwidzyńska" - cokolwiek to znaczy.
- jest jeszcze wakacyjna liga mini golfa, kręgielnia w piano też ma swoją ligę.
- dart - poważnie są jakieś zawody, liga - czy mówisz o rozrywce między jednym a drugim piwem?
- zawody pływackie, strzeleckie - to już nisza, a promocji tychże wstyd wspominać.
- tenis stołowy - wiem, że w Grudziądzu jest drużyna ligowa, w mieście widać plakaty, a w szkołach kiedyś rozdawali bilety na mecze, jak to wygląda u nas?
Dlaczego miasto nie inwestuje więcej pieniędzy w koszykówkę ( mówię o treningach dla dzieciaków a nie ligę), piłkę ręczną czy choćby nożną? Przyznaj, czy w 40 tyś. mieście masz możliwość wyboru jak i gdzie spędzisz sobotę - mówię o samym sporcie. Jeden mecz - dorosła liga. Brak juniorskich rozgrywek, małych lig.
Walentynki są najświeższym wydarzeniem - co takiego było zorganizowane przez "miasto" - cztery komedie romantyczne i wyciskacz łez gratis? Oczywiście nie każdy ma ochotę iść do kina obejrzeć stare filmy. Więc co jeszcze Kwidzyniak mógł zrobić tego dnia - może jakaś szkoła wystawiła spektakl? Może miejscowa grupa dorosłych amatorów zrobiła coś podobnego, może w teatrze wystawiono Romeo i Julię - najsławniejszy romans? A może wystarczyło iść do najbliższej restauracji czy pubu. żeby przy piwie czy winie zobaczyć co przygotował miejscowy uniwersytet 3 wieku, lub inna amatorska grupa - wieczór z wierszem etc? Może w miejscowym Pubie kilku grajków spontanicznie postanowiło wciągnąć resztę klientów do wspólnego "muzykowania" i dobrej zabawy? Czy Karol ograniczył się do "Zostawcie Titanica" - Swoją drogą - tekst pasuje do tej knajpy. Czy konie z Miłosnej odbierały "zakochanych" z restauracji czy Teatru? Pewnie nie... I tu wracamy do kwestii poruszonej przez poprzedników - małość mieszkańców, brak społeczeństwa obywatelskiego. Władze wychodzą z założenia, że pośredniczą między "artystami" s społeczeństwem. Jeśli jest ktoś odpowiedzialny z kulturę i rozrywkę to dba tylko o to drugie i w dodatku słabo.
Z tymi licznymi wystawami i kółkami zainteresowań, to tez mocno przesadzasz. Nie zapominaj, że to miasto ma 40 tys mieszkańców - ile osób dojeżdża w tygodniu do pracy czy szkół? Sporo tu jeżdżę i widzę małe miasteczka w których co weekend jest coś ciekawego wartego obejrzenia lub uczestnictwa. Jadąc przez małe wioski ( jeśli tylko jest szkoła) to widzisz plakaty - choćby ręcznie malowane - w sobotę przedstawienie, w niedziele spotkanie na boisku i mecz 6,7 czy 12 latków w nogę, GAA, rugby, hurling czy choćby Canoe Polo z drużyną z wioski obok. Chodzi o to, że dziecko i rodzic powinien mieć wybór - jaki sport będzie dla jego dziecka najodpowiedniejszy, a szkoła, samorząd powinien im ten wybór zapewnić. W Kwidzynie - jaki wuefista taki sport przerabiałeś na lekcjach - ewentualnie na dodatkowych zajęciach po szkole.
drosik napisał(a):
Każdy sięga za takie rozrywki, na jakie pozwalają mu jego możliwości intelektualne lub fizyczne.
Faktycznie, ja lubię Speedway - wyjazd do Grudziądza, Golfa - Mazury lub Kaszuby, Rugby - Gdynia ( kiedyś coś się ruszało w Ryjewie, ale nie wiem jak to teraz wygląda), Teatr - Grudziądz, czy kabaret na miejscu co dwa miesiące? Chyba, że zadowolisz się festiwalem teatrów ulicznych raz do roku, co 2-3 miesiące coś w domu kultury (SCENA2, Lalki). Kino - stare filmy, wypożyczalnia DVD ( ewentualnie zakupy przez internet, VoD online), lub wyprawa do Trójmiasta. Jest jeszcze Wisła, Korzeniewo, Cud nad Wisłą, przywitanie wiosny itp - ale czym te chałtury różnią się od wioskowych odpustów? Nic oryginalnego, zero inwencji - jedyny wysiłek do jakiego jest zmuszony mieszkaniec to odnalezienie dobrego miejsca parkingowego. Zawsze można jeszcze się zrealizować jako przewodnik po muzeum zamkowym - każdy nowo przybyły chce zobaczyć jak to wygląda od środka a zapamiętuje niedźwiedzia. To może na kawę i lody na stare miasto - odpocząć od tych wszystkich atrakcji jakie zapewnia nam miasto - kawa w kartonowym kubku i lody na patyku z pobliskiego spożywczaka. Przechadzając się między odbudowanymi kamienicami starego miasta warto zajrzeć do Ratusza w którym tak często bywa jeden z naszych forumowiczów, może natkniemy się na wystawę któregoś z kółek zainteresować - malarzy już spotkaliśmy pod gdaniskiem. Jak już mamy dość tych wszystkich atrakcji to szybko łapiemy dorożkę, która zawozi nas do pubu blisko domu, rozsiadamy się wygodnie na miękkich kanapach, nie narzekając na wszechobecny dym z papierosów - bo dywanów nie ma, więc i zagrożenie pożarowe nie istnieje. Dzieci oczywiście zostawiliśmy w domu ( bo to miejsce dla rodzin) i kończymy ten uroczy dzień przy znanej piosence "Zostawcie Titanica" racząc się rozwodnionym napojem piwo-podobnym - smak jest bez różnicy, bo wszechobecny dym już dawno otępił kubki smakowe.
Wymieniłem wszystkie zalety miasta czy coś mi umknęło?
- Katedra, zamek z gdaniskiem
- kinoteatr, imprezy plenerowe, sport,
- stadnina ogierów etc...