Didi napisał(a):
eby nie było zjawiska reprodukcji biedy, masowego wykluczenia społecznego
I tak takie zjawiska istnieją - mimo "darmowej" opieki - więc nie rozumiem celowości.
Didi napisał(a):
Po to, żeby stan zdrowia nie zależał od zasobności portfela, a śmiertelność wśród niemowląt nie była najwyższa w Europie. Dlatego, że po prostu niektórych na spełnienie tego obowiązku nie stać i nie powinno się w związku z tym obciążać kolejnych pokoleń. Bo z wielokrotnie przeze mnie przytaczanych enklaw nędzy, masowo nie wychodzą przedsiębiorcy i prawnicy i trzeba się zastanowić dlaczego taka reguła panuje.
Troszkę uciekasz w skrajności - porównując Polskę do Etiopii - sporo przesadzasz - mamy infrastrukturę, szkolnictwo etc - tam czasem brak bieżącej wody i przysłowiowej kromki chleba, więc chyba aż tak źle to tutaj nie będzie bez "pomocy państwa". Poza tym, prywatna służba zdrowia nie oznacza opieki wyłącznie dla bogatych! Oznacza to lepsze zarządzanie i eliminowanie sztucznie napompowanych kosztów jakie występują w publicznych ośrodkach. Ubezpieczenie mogłoby być obowiązkowe - na pewno państwo w jakiś sposób zabezpieczy się przed gniewem wyborców myślących podobnie do Ciebie - ale niech pieniądze idą za konkretnym pacjentem i konkretną usługą a nie tak jak teraz. Szpital wykorzystuje limity "przyjęć" w 6 mc a później rośnie wirtualny dług - bo koniec końców i tak wszystko idzie z tej samej kasy. Prywatne szpitale - są konkurencyjne - muszą walczyć o klienta a nie podwyżki dla lekarza pracującego na 6 etatów etc. Niech właścicielem będzie ktokolwiek - Rosyjski baron Kawiorowy czy producent tureckich sweterków albo samorząd - ale niech będzie jeden właściciel który będzie trzymał to wszystko w ryzach.
Didi napisał(a):
Może tak być o ile założymy idealną swobodną i uczciwą konkurencję, która w naturze rzadko występuję. A szczególnie wśród różnych układów kolesiowskich. Wielu pewnie by chciało w Kwidzynie taniej za benzynę zapłacić, ale jakoś dziwnie wszędzie kosztuje tyle samo.
Więc zamiast choćby spróbować - lepiej pozostać przy starym systemie póki nie padnie z hukiem? Było kilku polityków którzy z układami, korporacjami etc próbowali walczyć - jak skończyli oni i samo słowo "układ" - wiemy chyba wszyscy nader dobrze. Jeśli chodzi o benzynę - ta sama sytuacja co z wyżej wspomnianym lekarzem- murarzem - jeden dwóch klientów różnicy im nie zrobi, ale liczby idą w tysiące to w końcu nawet największy ignorant zaczyna zauważać problem...
Didi napisał(a):
To co proponujesz nie działa nigdzie indziej.
Działa i niekoniecznie w tak skrajnej formie jak amerykańska.
Irlandia - najbliższy przykład z brzegu - każda wizyta u lekarza płatna, apteki - płatne - płacisz za wszystko gotówką ( rachunki możesz odliczyć od podatku ) chyba, że -
1. Opłacasz sobie ubezpieczenie zdrowotne ( największy podmiot do VHI - pakiet rodzinny to około 150# miesięcznie - i nic Cię wtedy nie interesuje.
2. Jeśli nie masz tych 150 - masz prawo do Medical Card ( jest też GP Card ). Tam są wyliczane dochody na osobę w rodzinie etc - pierwsza - to pełna darmowa opieka, recepty etc - druga to zdaje mi się, że jedynie darmowe wizyty u lekarza (90% usług medycznych to właśnie GP)
3. Jeśli koszty Twojego leczenia przekraczają jakąś sumę miesięcznie - choroby przewlekłe itp. - wtedy za wszystko płaci państwo.
Skąd na to pieniądze - z podatków właśnie - i jakoś działa. Irlandia jest mała, rząd narzeka, że są to spore obciążenia - ale nikt nie chce zmiany w tej akurat dziedzinie. Reszta socjalu to zupełnie inny temat. USA są nieporównywalnie większe i ciężar też większy. Ciekawe co powiedzą wyborcy przy kolejnych wyborach. - temat na dłuższą rozmowę.
Nie zachwycam się systemem amerykańskim, bliżej mi do lokalnych, świetnie działających przykładów europejskich. Nie oszukujmy się - leczenie to taki sam interes jak łatanie opon. Wymaga jedynie droższego sprzętu i większych kwalifikacji.
Didi napisał(a):
Działalność państwa w tej kwestii jest taka, że nie próbuję wypracować zysku i jako takie może sobie pozwolić na straty. Prywatny właściciel tego nie może, dlatego za zwykłe badania poprosi tyle żeby mu się to z nawiązką zwróciło.
I tu pies pogrzebany - bo państwo nie może sobie już dłużej pozwalać na straty! Prywatny właściciel zamiast kazać Ci płacić miliony za badania specjalistyczne zmusi lekarzy pierwszego kontaktu do lepszej dbałości o pacjenta i wyeliminuje sporo niepotrzebnych zleceń. Dobry diagnosta rozwiąże wiele problemów - leczenie aby było opłacalne będzie musiało być skuteczne i dokładne - bo żaden ubezpieczyciel nie będzie płacił za szereg niepotrzebnych badań dla hipochondryka - bo on chce! Lekarz zdecyduje jakie badanie jest potrzebne - taniej zainwestować w dokształcanie i premiowanie dobrych lekarzy niż płacić za niepotrzebne (często dublowane - jak choćby wspominany wcześniej RTG - badania). Lekarz zrobi badanie raz i przyłoży się do tego, bo będzie wiedział, że za źle wykonane nikt mu nie da złamanego grosza.
Poza tym - uwierzyłbym jeszcze w to państwo sponsorujące szpitale gdybym nie odwiedził kilku - zadziwiające, ale co drugi aparat etc ma plakietkę, tabliczkę etc. ...zakupiony dzięki WOŚP... Więc nie państwo a społeczeństwo - kolejne podwójne koszty.... A pieniądze ze składek obowiązkowych - ...mogą sobie pozwolić na straty.
Didi napisał(a):
Jak więc widać poprzez prywatyzację "sektora" stomatologicznego, ludzie częściej z usług nie korzystają a i ich stan uzębienia rewelacyjny nie jest. Można sobie zadać pytanie co będzie, gdy to samo zrobimy z powszechną służbą zdrowia.
Prywatyzacja "dentystów" to jest właśnie najgorszy scenariusz! Zakłady są prywatne a ludzie nadal płacą składkę która tam nie idzie za pacjentem - więc do dentysty ludzie idą tylko "zdeterminowani". Gdyby wszystkie zakłady opieki zdrowotnej były prywatne a ludzie ubezpieczeni to sytuacja było zgoła inna. Wychodziliby do klienta - wiedząc, że do staną za konkretną usługę pieniądze a nie obietnicę umowy na kolejny rok. Klient wybiera gdzie chce się leczyć a nie Minister zdrowia decyduje, skąd i ile osób przyjedzie do danego szpitala. Klient/Pacjent wybiera a ubezpieczyciel płaci - tak wygląda to w zdrowym modelu.
Didi napisał(a):
Ano dobrze, że łezkę uroniłeś. Mnie też przygnębienie dopada jak pomyślę o tej młodzieży, która zamiast rozwijać się intelektualnie, siedzieć w bibliotece, chodzić na debaty i do teatru, przyjmuje zamówienia na hamburgery w McDonaldzie i robi za tanią siłę roboczą.
KTOŚ TO MUSI ROBIĆ!!!
W społeczeństwie potrzebni są "robotnicy i kierownicy"! Dlaczego każdy ma iść na studia? Żeby był wykształcony? Cz dyplom magistra polonistyki pozwoli mu lepiej układać cegły na budowie albo obsługiwać klientów w McDonaldzie? Co złego jest w tej pracy? Ktoś musi wybudować dom w którym mieszkasz, ktoś naprawić rurę a ktoś inny zrobić hamburgera - to się nazywa społeczeństwo i podział ról. Nie rozumiem zupełnie dlaczego podatnik ma płacić za 5 lat studiów dla człowieka który skończy jako operator betoniarki! Kilkakrotnie deklarowałaś swoje przywiązanie do lewicowych idei - to może na początek szacunek dla człowieka pracy? Nie każdy musi być magistrem - niech wykonuje swoją pracę najlepiej jak umie i dostaje za to godziwe pieniądze - dyplom ani tym bardziej zbędne obciążenia podatkowe nie zawsze w tym pomagają.
Didi napisał(a):
Mnie utrzymują rodzice, ale mieszkam u swojej babci, a nie w hotelu Mariot, więc koszty są i tak o niebo mniejsze niż gdybym musiała płacić zaocznie.
A słyszałaś o tym, że najgłośniej do rewolucji komunistycznej zachęcała bogata młodzież żyjąca "na zachodzie". Łatwo być lewicowcem gdy nie dysponuje się własnymi środkami. Mówisz, że koszty są o niebo mniejsze niż studia zaoczne. Jeśli ktoś nie ma babci w większym mieście - rodziców nie stać na jego utrzymanie a mimo wszystko chce się uczyć - ponosi o wile większe koszty od Ciebie. On Musi być bardzo zdeterminowany aby skończyć uczelnię i w tym czasie się utrzymać - a często jeszcze pomagać finansowo rodzinie. Wg mnie - tacy ludzie są później dużo lepszymi pracownikami - skoro miał tyle sił i zaparcia żeby skończyć szkołę - co często gwarantowało mu lepszą pracę - będzie tak samo starał się w pracy pnąc się wciąż do góry. Gdy widzę człowieka - "doświadczenia brak - bo przecież studiowałem- teraz skończyłem studia więc chcę sobie popracować - nie piję do Ciebie osobiście - ale dla mnie pierwszy przykład jest dużo wartościowszym współpracownikiem.
Didi napisał(a):
Owszem są dzieciaki, które finansowo nie wyrabiają, dlatego idą na zaoczne i pracują w tygodniu, tacy według mnie powinni dostać wysokie stypendium, by nie musieć dokonywać takiego wyboru.
Stypendium to nagroda za osiągi, szansa na wykorzystanie potencjału a nie zachęta do biernego żywota przez kolejnych kilka lat.
Didi napisał(a):
Każdy ma aspiracje na wyższe wykształcenie, ale nie każdemu jest to pisane.
Czyli jak - każdy powinien mieć szansę ale tylko na renomowanej uczelni? Czy selekcja jest bardziej skomplikowana? Ludzie z "lewej strony" mają jakieś dziwne standardy moralne - każdy ma prawo - chyba, że ja uznam inaczej.
Właśnie jeśli już takie szkoły to czysto specjalistyczne/ zawodowe - kształcące specjalistów w danej dziedzinie a nie debatujących lewaków żyjących na koszt społeczeństwa.
Didi napisał(a):
Więc te 5 "przebimbanych" lat zamienia się w lata kiedy będę płacić podatki, utrzymywać kolejnych studentów, emerytów i historia zatoczy koło
A inny przez te Twoje 5 lat płaci podatki i dodatkowo opłaca jeszcze swoje szkolenia aby nadal płacić na Ciebie podatki. Ty wchodzisz na rynek pracy 5 lat później - on - aby mieć zbliżone zarobki (upraszczając - wykształcenie-zarobki) - musi pięć lat dodatkowo pracować. Ty masz rodziców i dom babci - on 12 godzin pracy jako stażysta i każdy weekend na wykładach lub w podróży. To po "17" idziesz do teatru czy na debatę - on siada do książek. On zdobył wykształcenie - bo był zdeterminowany podnieść swój status społeczny, majątkowy - jakiekolwiek miał motywy - Ty zdobyłaś ten sam dyplom (jak się okazuje wg. Ciebie gorszy, bo poziom niższy etc) bo rodzice Cię utrzymywali 5 dłużej, babcia miała dom blisko uczelni a jakiś "zaoczny" i tysiące jemu podobnych poszedł do pracy zaraz po maturze.
Teraz już wiem na czym polega ta lewicowa sprawiedliwość społeczna.
Miłej nocy.