Budslavsky napisał(a):
To jest jednak nieznajomość specyfiki życia w podmiejskiej wsi, położonej zaledwie kilka kilometrów od Kwidzyna.
Cala Irlandia - wg nas Polakow - podmiejska wies polozona kilka km od Dublina.

To co w Polske okazuje sie wada - tutaj okazuje sie zalete ktora jest dodatkowym bodzcem przy przeprowadzce. Tutaj licza sie male spolecznosci. Ludzie bardziej identyfikuja sie ze swoja spolecznoscia, sasiedztwem niz to ma miejsce w Polsce. Puby sa miejscem spotkan a nie miejscem w ktorym po prostu pije sie alkohol.
Budslavsky napisał(a):
Coraz więcej ludzi się tu osiedla właśnie dlatego, że tu się "nic nie dzieje". Gdzie indziej oni pracują, gdzie indziej robią zakupy i nie tutaj szukają zaspokojenia swoich okazjonalnych potrzeb rozrywkowych i kulturalnych.
Niedaleko jest miasto powiatowe, którego oferta w powyższych sprawach jest łatwo dostępna i nie w pełni wykorzystywana przez mieszkańców
Ludzie w Kwidzynie po oferte kulturalna jezdza do Gdanska, Torunia etc... Nie ma nic zlego w tym, ze Sadlinki staja sie sypialnia, ale jest roznica miedzy wlasna sypialnia w ktorej czujesz sie dobrze a pokojem hotelowym. Dobrze jest pracowac w miescie a mieszkac na wsi - ale jak mowie - pod warunkiem, ze czujemy sie tam u siebie, ze mieszkamy a nie tylko nocujemy.
Czym innym są zgłaszane potrzeby nielicznych przedstawicieli młodzieży, którzy poszukują jakichś form działań kolektywnych. Im więcej ich będzie, i jeśli te potrzeby będą miały pokrycie w ich autentycznym zaangażowaniu, to coś z tego będzie. Jeśli sami nie podejmą jakichś inicjatyw, to nie wyręczy ich w tym żadna organizacja, ani urząd.
Mam kogoś w rodzinie, kto poświadcza, że od lat w I LO wyróżnia się młodzież zdolna, nieźle wychowana i aktywna właśnie z Sadlinek. Jest to pewien potencjał, o którym już się mówi, że on niestety
topnieje i wsiąka w byle jaką "przeciętną", której tu coraz więcej przybywa z ... Kwidzyna.
Warto jest pomagać różnym sensownym inicjatywom młodych, lecz najpierw muszą one zostać przez nich wyartykułowane.
Budslavsky napisał(a):
(Z piwem też nieporozumienie. Bo jeśli mam ochotę na kufel w towarzystwie, które z przyjemnością dobieram sam sobie, to jest ono właśnie tańsze ("2 zł"), a temu droższemu (w lokalu) towarzyszą opisane przez Ciebie "atrakcje" (obcy natręci, hałas itd).
Tu gdzie ja pije te drozsze piwo tych atrakcji nie ma. Gdy tutaj ktos taki odwiedzi lokal to natychmiast jest dyskretnie wypraszany, odwozony do domu etc. Glosna muzyka to domena dyskotek a nie pubu - ktory jest przede wszystkim miejscem spotkan. W Polskiej knajpie ( nie wiedziec czemu nachalnie nazywanej PUBEM) liczy sie tylko kolejna sprzedana butelka - atmosfera, wiek etc nie maja znaczenia. Ale jesli mimo tak duzej tolerancji wlascicieli lokal nadal ma klientow - do dlaczego wlasciciel mialby cokolwiek zmieniac?