Tak na chłodno i całkiem spokojnie, to proponuję: nie
wyjeżdżaj do mnie Krzysztof z tym „jadem” i z „brakiem odwagi”, jakbyś się pojawił na forum dopiero dzisiaj, a nie znał jego dotychczasowej zawartości.
Chociaż.... właściwie, to może i masz rację z tym brakiem odwagi u mnie, bo rzeczywiście brakowało mi jej, by przyłączyć się do znaczącej grupy forumowiczów, gdy zdarzało im się tak odważne obelżywe „strzykanie” swymi uczuciami do konkretnych ludzi, gdy sam jeden "tchórzliwie" byłem temu przeciwny (zaoszczędzę tu sobie i innym mocnych cytatów, które pozostały bez reakcji modów). Jakoś wtedy przed wynalezieniem argumentu-epitetu „jadu” modowie na to nie reagowali, jak teraz to czynią na zwykłą krytykę swych działań.
Gdy liczę tutaj osoby wspierające mnie, a na pytanie: ilu was? widzę, że aż … raz, to proponujecie mi jednoosobową klatkę (dla tchórza ?).
Sławku, Twoja uprzejma propozycja sprowadza się jednak do skutecznego wyłączenia mnie z rozmów. Jako właściciel bardzo konkretnych i nieukrywanych wyraźnych poglądów nie mogę być modem, bo rzecz by się
rypła na samym początku. Istnieje zasada (u nas teoretycznie), że moderator jest neutralny, odpowiada za trzymanie się tematu, pilnuje sensu i kultury wypowiedzi, wymiatając jałowe i głupie uwagi oraz in. trolling, a przede wszystkim jest bezstronny. Byłbym w sytuacji bohatera niemego kina z filmu „Artysta” , któremu się śni świat pełen dźwięków, a tylko on sam nie ma głosu. Z propozycji nie skorzystam, bo żyję wedle zasady, „jeśli nie potrafisz, nie pchaj się na afisz” i swój charakter mam.
Moderowanie to trudne i niewdzięczne zajęcie. Jest co najmniej kilka jego systemów. Wydaje mi się, że u nas przyjęto
„System moderacji przez nadzorców” i jest jak jest.
Jeśli za użyte przeze mnie
straszne słowo „cieć” zostałem wyróżniony ostrzeżeniem, to za swoje krytyczne uwagi, z braku argumentów nazywane tu „pluciem” i „jadem”, dlaczego to nie zostałem jeszcze zbanowany, co byłoby jakimś wygodnym rozwiązaniem.
Chociaż ja nie
Ślunzok, ale też się tak łatwo byle czym nie obrażam, więc nie będę się tu rewanżował za epitety nieprzystojne moderatorom.
A skoro biologia jakoś ciągle zwleka z „ostatecznym rozwiązaniem” mojej zawady, to cała nadzieja jest jeszcze w przyrodzie. Skończył się właśnie mój czas wolny i od wczoraj mam już konkretne
pole do popisu, z którego zejdę gdzieś przed zimą (taki ze mnie optymista). Niestety, w tamtej dziedzinie też jest brak tak upragnionej i powszechnej jedynie słusznej jednomyślności, choć zasady są tam równie czytelne, jak i tutaj: co siejesz, to zbierasz.
To tyle, tak na chłodno i całkiem spokojnie. Mimo wszystko
keep smiling.