Piotr_J napisał(a):
kosztowała mnie w PUP co najmniej pół dnia pracy stracone na wypełnianie (ręcznie) formularzy, oświadczeń, zaświadczeń, dostarczeniu poświadczonych kopii KRS, REGON itp.
Tutaj tylko uwaga gwoli uszczegółowienia: na wypełnienie dokumentów elektronicznych też trzeba będzie poświęcić trochę czasu. Jednemu pójdzie to bardziej sprawnie, innemu mniej.
Wszelkie załączniki będą musiały być poświadczone elektronicznie - z oryginalnym dokumentem papierowym trzeba będzie się udać do np. notariusza i zrobić tam skan/foto, które to notariusz elektronicznie uwierzytelni. Albo osobiście pofatygować się z dokumentem papierowym do urzędu, który zrobi jego elektroniczną kopię i - w swojej wzajemnej obecności - pracownik urzędu albo obywatel ją elektronicznie poświadczy.
Oczywiście prawidłowo poświadczony dokument elektroniczny dostarczony od razu w takiej postaci będzie honorowany. Przy czym prawidłowo = notarialnie albo urzędowo. Dostarczony dokument elektroniczny poświadczony przez dostarczającego go obywatela będzie wymagał mimo wszystko wglądu w oryginał, o ile nie zmienią się obecne przepisy.
To wszystko działa oczywiście w obie strony.
Na przykład już dziś pracodawcy mogliby wystawiać np. świadectwa pracy w postaci elektronicznej - ciekawe, dlaczego tak nie robią?
Ilu pracowników byłoby zainteresowanych otrzymaniem tego dokumentu wyłącznie w takiej formie?
Piotr_J napisał(a):
Do tego dwa razy musiałem pobrać numerek na parterze, żeby odsiedzieć swoje pod drzwiami na piętrze (dodam, że w środku nie było żadnego petenta a pań w pokoju było 4).
Pozostaje tylko przeprosić i poprosić wszystkich, aby mimo posiadania bileciku nie wahać się zajrzeć do pokoju bez wywołania - zwłaszcza do pokojów na piętrze, gdzie drzwi nie są przeszklone - jeśli przez kilka minut nic się nie dzieje.
Jeśli zdarzenie miało miejsce na początku marca, to nasza wina polegała na tym, że w specyfikacji nie przewidzieliśmy, iż część pracowników spędza zdecydowanie więcej czasu z oczami utkwionymi w papierach, a nie w ekranie. Niedawno dostawca systemu (na naszą prośbę - bo przypadków podobnych do opisanego przez Ciebie było oczywiście więcej - i bezpłatnie) dodał do niego opcję dźwiękowej i graficznej sygnalizacji pojawienia się pierwszego klienta w kolejce.
Piotr_J napisał(a):
Mimo moich usilnych starań i złożeniu wniosku w pierwszym dniu terminu, po miesiącu dostałem pocztą lakoniczne pisemko, że nie dostanę ani jednego stażysty ze względu na brak środków.
Chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę, jaka jest skala dramatu ze środkami na refundacje, dotacje, stypendia i inne działania aktywne.
Może obrazek z poniższego załącznika coś wyjaśni...
Załącznik:
Srodki.jpg [ 83.84 KiB | Przeglądane 4788 razy ]
Są jeszcze szanse na dodatkowe pieniążki ze środków europejskich, ale na dziś nic nie wiem ani o możliwej do pozyskania kwocie, ani o terminie, ani o stopniu prawdopodobieństwa ich pozyskania.
Co można za to dostać?
Milion złotych to 50 dotacji na działalność lub stworzenie/doposażenie miejsca pracy.
Milion złotych to około 70-ciu rocznych staży.
Są jeszcze do 'opędzenia' prace interwencyjne, roboty publiczne, prace społecznie użyteczne, szkolenia.
Są wreszcie zobowiązania z tytułu powyższych pochodzące z umów zawartych w ubiegłym roku.
Piotr_J napisał(a):
Chciałem dać szansę kilku osobom, które nie mają doświadczenia na rynku pracy i przygotować je do pracy w międzynarodowym zespole. Obsługa mojego wniosku kosztowała mnie i PUP jakieś 200 PLN. Zmarnowaliśmy czas, papier, pieniądze na znaczki pocztowe i... nic z tego nie wynikło.
Gdyby obieg dokumentów odbywał się elektronicznie, to zaoszczędziłbym kilka godzin. Jeśli przemnożymy to przez wszystkich pracodawców, których wnioski zostały załatwione odmownie, to okazuje się, że PUP przyniósł nam wymierną stratę.
Przecież dokładnie o tym pisałem - elektroniczna komunikacja może dać klientom zysk w postaci oszczędności czasu (w przypadku przedsiębiorców bezpośrednio może przekładać się to na pieniądze) oraz różnych kosztów.
Mogę jeszcze dodać, że obecnie przynajmniej w teorii także już można komunikować się elektronicznie, za pomocą skrzynek podawczych. Jest to jednak procedura tak koszmarnie skomplikowana i nieczytelna dla każdego z użytkowników (także urzędów-odbiorców!), że jest praktycznie martwa - z tego co wiem, to w skali kraju założono w ten sposób zaledwie kilkadziesiąt spraw, z tego przynajmniej połowa jako testowe...
Czyli - jak zwykle, działania i możliwości są pozorne i zrealizowane na 'masz i odwal się'.
Dopiero e-PUAP ma szanse stanowić prawdziwą platformę łatwej wymiany dokumentów elektronicznych (na dodatek - bez konieczności posiadania przez obywatela płatnego bezpiecznego podpisu elektronicznego weryfikowanego kwalifikowanym certyfikatem), ale znów: o ile od strony obywatela posługiwanie się e-PUAP jest stosunkowo proste (jak już przebrnie procedurę rejestracji i poświadczenia swojej tożsamości), to od strony instytucji wystawienie na zewnątrz formularza dotyczącego konkretnego rodzaju sprawy to męka i chaos. Wszystkie istniejące tam formularze elektroniczne to efekt albo odgórnie opracowanych wzorów przez instytucje centralne, albo zlecone odpłatnie do opracowania przez firmy zewnętrzne.
'Nasze' ministerstwo dopiero się 'obudziło' w tym zakresie i coś tam zaczynają działać...
Na dodatek i tutaj nie jest dobrze z popularnością: profili zaufanych jest ponad 40 tysięcy (z tego ponad połowa to profile instytucji i administratorów instytucji. To już podpisów elektronicznych - tych płatnych - jest kilkakrotnie więcej!), a i konkretnych spraw wykraczających poza pospolite pisemka jest niewiele (to informacje od jednego z administratorów e-PUAP prowadzącego szkolenie, w którym uczestniczyłem).
Czyli u nas stan na dziś jest taki, że możemy albo poczekać na centralnie dystrybuowane formularze, albo zlecić ich opracowanie za kilkadziesiąt tysięcy, z 'gwarancją' ich śladowego wykorzystania.
Osobiście wolę poczekać na te centralne - tym bardziej, że znając życie nijak będą się miały do 'samoróbek'. A chodzi też przecież między innymi o ujednolicenie procedur.
Piotr_J napisał(a):
Pomijam już kwestię kryteriów, jakimi kierują się urzędnicy przy przyznawaniu stażystów, bo musiałbym podnieść sobie niepotrzebnie ciśnienie.
Przyznaję się szczerze, że nie wiem jakie to są kryteria - nigdy się tym nie interesowałem, bo do mojej pracy nie jest to mi potrzebne.
Ale z ciekawości przejrzałem sobie wnioski złożone w bieżącym roku. Wśród prawie 70-ciu negatywnie rozpatrzonych znalazłem kilka sobie 'znanych' nazwisk. Wśród ponad 110-ciu nierozpatrzonych negatywnie (jeszcze!) też kilka takich nazwisk. Według mnie jakieś teorie spiskowe raczej w tym świetle upadają.