Darek napisał(a):
Didi napisał(a):
Jak będziemy się porównywać do tych co mają gorzej, to daleko nie zajdziemy.
Moim zdaniem to komunał, często stosowany przez komunistów. Wyrabiamy 100% normy towarzysze, wyrabiajmy 150% albo 200% trzeba się rozwijać.
No i co? 1000 szkół na 1000 lecie no i co? teraz je trzeba zamykać.
Nie radzimy sobie z przewidywaniem przyszłości ekonomicznej, to jest wielki problem.
Ja zawsze porównuję się do tych co mają gorzej, analizuję przyczyny tego stanu i staram się ich błędów nie popełniać. To jest bardzo kształcące.
Obecna moda na sukces ma bardzo słabe podstawy, a jak coś podstawy ma słabe to szybko runie.
Didi oglądaj sobie BBC ale nie wierz we wszystko co tam pokazują, bo się zestarzejesz i skwaśniejesz. A życie jest takie piękne, więc dbajmy o nie.
Darek, Darek....
Gdyby nie te 1000 szkół na tysiąclecie to większość z nas tu piszących chodziła by po polu za krową albo gęsi by pasała. Była taka potrzeba chwili, zacofanie Polski nie rozpoczęło się w 1945 roku, ono ma swoją genezę od wieków. Nawet w oświeconym zaborze pruskim Polacy mieli pod górkę, znam historie prawdziwe od dziadków którzy pochodzili z Borów Tucholskich. Znano tam buty ale do kościoła chodziło się na boso a buty zakładało się dopiero przed wejściem do świątyni. Dla odmiany kiedy to babcia pojechała podczas I Wojny Światowej do Zagłębia Ruhry do pracy to w jej mniemaniu opływała w luksusy. Chodziła po pracy na kawę i ciastka, do kina i jeździła tramwajem. W Polsce niepodległej mój ojciec w 1939r. wakacje spędzał w Grudziądzu u wujka, który był podoficerem i mieszkał na terenie koszar. Dobrze pamięta (miał wtedy 10 lat) jak wojsko na placu ćwiczeń taktycznych biegało na boso a buty karnie sobie odpoczywały w cieniu drzew. Te 1000 szkół i 150% procent normy to nie największe nieszczęście jakie ten kraj spotkały. Przyszłość ekonomiczna była do przewidzenia, czytałem 20 lat temu w "Przeglądzie Technicznym" jaką przyszłość nam wróżył pewien ekonomista z dorobkiem naukowym, wyłuszczył na czym polega imperializm ekonomiczny Miltona Friedmana, komu służy a komu nie. W podobnym tonie było sporo artykułów w "Polityce", ale kto to czyta? Rezultat jest już widoczny, nie ma na nic. Państwo i społeczeństwo dusi się w pętli kredytów. Jeszcze tylko władze celebrują co ważniejsze święta w otoczeniu tych co muszą (policji, urzędników, nauczycieli z gromadką dziatwy szkolnej, harcerzy i wojska). Moje namowy na spędzanie wolnego czasu w przyjaznym otoczeniu i integrowaniu się jakoś nie docierają do świadomości wydawałoby się aktywnych Kwidzynian. Z punktu widzenia wszelkiej władzy, władzy nieudolnej, zdezintegrowane społeczeństwo jest cenną pożywką na której się można wyżywić jak mawiał pewien klasyk.