Most wyborczy w Kwidzynie - wojewoda obiecuje, samorządowcy nie wierzą
MAGDA WĘGRZECKA, RAFAŁ CYBULSKI napisał(a):
Wojewoda Piotr Karczewski obiecał mieszkańcom Kwidzyna, że już za pół roku rozpocznie się budowa mostu przez Wisłę. Potem już tylko przez rzeczniczkę mówił, że nie miał na myśli prac budowlanych. Samorządowcy komentują, że to kiełbasa wyborcza.
Wojewoda pomorski Piotr Karczewski odwiedził Kwidzyn, bo odbywało się tam "Święto chleba" a Telewizja Gdańsk pokazywała swój nowy wóz transmisyjny. Podczas konferencji z udziałem wielu samorządowców zapowiedział, że w 2008 roku rozpocznie się budowa mostu przez Wisłę i wymienił nawet konkretny termin: marzec. Po tej wypowiedzi, zamiast zamiast radości zapanowała konsternacja: dotąd wszyscy byli przekonani, że budowa może ruszyć najwcześniej w 2009 - a było prawdopodobne, że stanie się to jeszcze później! Co więc się stało?
- Nic - komentował słowa wojewody kwidzyński poseł Jerzy Kozdroń (PO). - To klasyczna kiełbasa wyborcza. No chyba, że za rozpoczęcie inwestycji uznamy wbicie pierwszej łopaty, bo patrząc realnie termin wymieniony przez wojewodę z wielu powodów jest niemożliwy do dotrzymania.
Już następnego dnia wypowiedzi wojewody tonowała jego rzeczniczka, Beata Butwicka.
- Wojewoda mówiąc, że budowa się rozpocznie nie miał na myśli tego, że wiosną wjadą tam buldożery - tłumaczyła.
Budowa mostu w okolicach Kwidzyna staje się ulubionym hasłem, wykorzystywanym od pięciu lat podczas każdych wyborów przez polityków różnego szczebla. Już w piątek, w chwili rozwiązania parlamentu i obliczu nowych wyborów, można się było spodziewać, że temat wróci. Nikt chyba jednak nie przewidział, że tak szybko.
Podczas sobotniej wizyty wojewody pomorskiego w Kwidzynie, Piotr Karczewski dość nieoczekiwanie zapowiedział, że w przyszłym roku ruszy budowa mostu przez Wisłę. I choć informacja ta powinna spowodować ogólną radość, to kwidzyńscy samorządowcy do wypowiedzi wojewody podeszli z dystansem.
- Wydaje mi się, że to nic innego jak deklaracje przedwyborcze - mówi Andrzej Fortuna, wicestarosta powiatu kwidzyńskiego. - Ale nawet jeśli to plotka, to i tak się cieszę. Jak z każdej informacji o budowie mostu.
Na Piotrze Halagierze, wiceburmistrzu Kwidzyna, ta wiadomość także nie zrobiła wrażenia.
- Nie wydaje mi się, żeby rok 2008 był realnym terminem - mówił. - Jestem dość blisko tego tematu i powiem szczerze, nie słyszałem, żeby ta inwestycja miała ruszyć w przyszłym roku. Chyba, że wojewoda miał na myśli wmurowanie kolejnego kamienia węgielnego.
A co Piotr Karczewski miał na myśli? Beata Butwicka, rzeczniczka wojewody, twierdzi, że jej przełożony przez słowa ruszy budowa miał na myśli uzyskanie wszelkich niezbędnych pozwoleń oraz ustalenie źródła finansowania.
- Bez tego prace się nie rozpoczną i to właśnie ma być gotowe wiosną przyszłego roku - dodaje Butwicka. - A jak będą pozwolenia i pieniądze, to budowa może rozpocząć się w każdej chwili.
Tymczasem z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, że minister Jerzy Polaczek wpisał most w Kwidzynie do realizacji na rok 2009.
- Nieoficjalnie też to słyszałem - mówi Adam Burczyk, pełnomocnik Polaczka ds. informacji medialnej na temat budowy mostu w okolicach Kwidzyna. - Co do słów wojewody, jeśli cała dokumentacja będzie gotowa do końca tego roku, a ma być, to budowa mogłaby ruszyć w przyszłym. Oczywiście teoretycznie. Jak będzie, nie wiem i nie chcę kłamać.
Inwestycję na Wiśle należy uznać za pasmo porażek, niedociągnięć i niespełnionych obietnic. Pierwszy projekt powstał już 4 lata temu, ale rozpoczęcie budowy blokował brak środków. Lokalnego samorządu nie było stać na tę inwestycję, a starania o środki z budżetu państwa nie powiodły się. Temat mostu wrócił ponad rok temu m.in. na naszych łamach. Zbieraliśmy wtedy głosy poparcia dla inwestycji, a wypełnione przez Czytelników kupony trafiły w ręce ministra transportu Jerzego Polaczka. Szybko jednak okazało się, że przygotowany wcześniej projekt ma wiele wad, w tym jedną najważniejszą - jest zbyt drogi. Wstępnie most miał kosztować ok. 250 mln zł, ale potem mówiono o ponad dwukrotnie wyższej kwocie. Projektowi zarzucano zbytni przepych, np. uznając za niepotrzebne ścieżki rowerowe po obu stronach jezdni, czy tarasy widokowe.
Kosztujący 2 mln zł projekt trafił więc do kosza, a Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zleciła wykonanie nowego, bardziej przystającego do potrzeb, a przede wszystkim możliwości finansowych budżetu państwa.
Przy okazji wyszło na jaw, że w związku z tym, że inwestycja nie została tak naprawdę rozpoczęta, to wygasły niektóre pozwolenia np. na budowę.
Zgodnie z ustawą Natura 2000 potrzebne też było wykonanie dokumentacji dotyczącej oddziaływania mostu na środowisko.
Teraz cała potrzebna dokumentacja jest już niemal skompletowana. Zgodnie z przyjętym harmonogramem do 10 listopada ma być gotowy projekt architektoniczno-budowlany i kosztorys inwestorski. Znikną więc niemal wszystkie przeszkody na drodze do rozpoczęcia inwestycji. Pozostanie jednak jedna - brak 400 mln zł, bo szacuje się, że tyle będzie kosztował most.
- Obiecać można wiele, ale nie słyszałem, żeby ktoś przyznał nam te pieniądze - tak słowa wojewody komentuje poseł Jerzy Kozdroń. - Poza tym patrząc na sprawę realnie nie mamy teraz wystarczających mocy przerobowych, by rozpocząć te inwestycję, bo teraz priorytetem na Pomorzu jest budowa autostrady, a niebawem będzie nim budowa stadionu w Gdańsku.
Podsumowując, mostu wciąż nie ma, kolejne terminy jego budowy są tak samo wiarygodne jak zeznania w sprawie nieudanej prowokacji CBA, a my zaczynamy się zastanawiać, czy przypadkiem politykom nie jest to na rękę. Bo jak most w końcu powstanie, to czym będą mamić nas podczas kolejnych wyborów.