DarekK napisał(a):
No i wtedy zwalniani są ludzie,którzy naprawde dobrze pracują,a zostają Ci "drudzy"
A to już inny temat... jednakże bardzo ciężki...
Weź np. pod uwagę taką sytuację: jesteś menadżerem kilku czy kilkunastu osób. Niestety masz decydujący głos przy redukcji etatów, a tym samym bierzesz udział w procesie zwalniania ludzi. Jedną z osób podległych Tobie jest brat lub siostra (czy ktoś, z kim jesteś bardzo zżyty), i ta osoba jest przeciętnie wydajna...
Cokolwiek bym nie napisał i chciałbym się popisać jakąś postawą, ja (pisze wyłącznie o swojej decyzji) pozostawił bym brata na stanowisku, a zwolnił jakiegoś iksińskiego.
Przykład drugi jest przykładem z mojego życia. Pracując w jednym z urzędów w Kwidzynie (miałem dwadzieścia kilka lat) w okresie rejonizacji i zmiany województw zarządzający komórkami i urzędem staneli przed koniecznością zwolnienia parunastu osób. Nie wzieli oni jednak pod uwagę wydajności i umiejętności poszczególnych pracowników, kierowali się wyłącznie aspektem ludzkim, więc pod uwagę wzięto wiek urzędniczki bądź urzędnika, status rodzinny itp.
Jako, że byłem młodym kawalerem jako pierwszy poszedłem na "zieloną trawkę" (była to pierwsza połowa lat 90-tych, a więc troszeczkę trudniej było znaleźć pracę niż dzisiaj). Myślałem i wypowiadałem opinie podobne do tych, które tu czytam.
Dzisiaj mądrzejszy o to doświadczenie postrzegam to zupełnie inaczej... uważam, iz było to bardzo rozsądne posunięcie ze strony zarządzających urzędem, a dla mnie była to lekcja zdystansowania się do pewnych niekorzystnych dla mnie okoliczności.