W samym środku Kwidzyna znajduje się nie zagospodarowany ponad 3 hektarowy teren. Wyznaczają go ulice:
Kopernika, Konopnickiej, 15 Sierpnia i
3 Maja.
Wprawdzie Miejski Plan Zagospodarowania Przestrzennego ŚRÓDMIEŚCIE I przewiduje w tym miejscu budownictwo mieszkaniowe wielorodzinne oraz handlowe i usługowe, ale długi czas poszukiwania inwestorów na tak zaplanowane inwestycje, jak dotąd nie przyniósł rezultatów.
Na ostatniej sesji Rady Miejskiej, radny Marek Sidor złożył kolejną interpelację z interesującym pomysłem utworzenia w tym miejscu parku miejskiego z oczkiem wodnym, ławkami i elementami małej architektury. Przedłożył również apel w tej sprawie podpisany przez dwustu mieszkańców miasta. Pomysł ten wymaga zmiany planu zagospodarowania przestrzennego dla tego terenu, a to nie jest niemożliwe. Sygnatariusze apelu uzasadniają potrzebę stworzenia parku z prawdziwego zdarzenia:
Cytuj:
Bliskość skupisk mieszkaniowych zdominowanych przez starszych ludzi oraz lokalizacja dużych sklepów otoczonych betonowymi parkingami, a nawet niezbyt dobrze zrealizowany ciąg komunikacyjny są atutami, z którymi po prostu trudno polemizować.
W wielu miastach trwają pomiędzy mieszkańcami a zarządem miasta boje o przestrzeń publiczną, zwłaszcza taką, która choć nie przynosi dochodów i raczej pociąga wydatki publiczne, to wnosi z sobą inne wartości niewymierne w złotówkach. Interpelacja Marka Sidora jest głosem w tej sprawie.
Może to i „czarnowidztwo”, a może i nie, ale obowiązujący plan dopuszcza możliwość
uszczęśliwienia tego terenu kolejnym centrum handlowym, bo na takie przeznaczenie klientów nie brakuje, a parę złotych w miejskiej kasie z realizacji takiego pomysłu zawsze się przyda . Obym czegoś tu nie wykrakał i zamiast „zielonego płuca” miejskiego typu przedwojennego
Luna Parku natkniemy się tu na kolejny blaszany market z przestronnym betonowym parkingiem, co jest przeciwieństwem
przestrzeni publicznej.
Prof. Sławomir Gzell napisał(a):
Duża ilość przestrzeni publicznych w normalnym mieście jest miarą demokracji. To tam, a nie w galeriach handlowych, kształtują się postawy obywatelskie. Obywatel miasta, który jest czymś więcej niż tylko konsumentem wabionym do galerii handlowej błyskiem wyfroterowanych płytek podłogowych, zwykle wie, czego miastu brakuje. (…)
Kapitalizm nie musi być kiczowaty, to jasne. Może natomiast być byle jaki. Wielkie centra handlowe są tu najlepszym przykładem. Z trzech powodów. Po pierwsze, ich na ogół zagraniczni inwestorzy po prostu nas olewają, bo i tak w naszym cokolwiek dzikim kraju znajdą się osoby zachwycone blaszanym pudłem ze szklanym dachem postawionym wszystko jedno gdzie, po drugie, stale jesteśmy krajem o nieco większym ryzyku inwestycyjnym niż wieloletnie demokracje, ale za to łatwiej dostać pozwolenie na budowanie w miejscu tak atrakcyjnym, że w tamtych demokracjach jest to nieosiągalne, po trzecie, coś trzeba zrobić z starzejącymi się zapasami niemodnych spodni. To ostatnie potwierdza wieloletnia obserwacja - towary do polskich filii niemieckich firm trafiają wtedy, gdy nie ma już na nie zbytu w Berlinie. Jedyna nadzieja w tym, że do Unii przyłączono już inne, jeszcze biedniejsze od Polski kraje wschodniej Europy.
Może warto jest upominać się o swoje?