|
Trzeba tylko poczekać parę lat, aż kopną w kalendarz ostatni trzymający się prawdy świadkowie wydarzeń. Minie kilka kolejnych płomiennych kampanii wyborczych, do podręczników szkolnych na trwałe zostanie wpisana ta data, jako kres komunizmu w Polsce, a na koniec nastąpi obwarowanie karą więzienia każde zwątpienie w te propagandowe pożal się Boże „prawdy”.
Ostatecznie zostanie zamknięty spis bohaterów tych lat, którzy zostaną kanonizowani na zbawców Ojczyzny z zakazem grzebania im w życiorysach, choćby nie wiem ile miały one zdumiewających zakrętasów. Tylko przez zaniedbanie, być może, ocaleje na gdańskim pomniku fraza poety: spisane będą czyny i rozmowy...
4 czerwca 1989 roku odbyły się w Polsce wybory, których przebieg oraz ostateczny wynik został szczegółowo ustalony przy tzw. „Okragłym stole”, czyli w porozumieniu zawartym pomiędzy władzami partii (PZPR) rządzącej Polską pod dyktatem ZSRR, a starannie wybraną przez Służbę Bezpieczeństwa szczątkową reprezentacją tzw. opozycji. Wydarzenia te poprzedziło brutalne i niegodne zwalczanie tej opozycji solidarnościowej bynajm.niej nie przez „bezpiekę”, ale przez zawodowych opozycjonistów z PRL, którzy w obliczu nieuniknionego krachu komunizmu, stosownie do swej inteligencji uprzednio wcześniej podnosili różne protesty. Zakładali harcerzom czerwone chusty i kazali czcić gen. Waltera wiedząc co to za kreatura. Ogłaszali manifesty o potrzebie nadania nieludzkiemu ustrojowi „ludzkiej twarzy”. Oczywiście uczestniczyli wszyscy w obywatelskim wolnościowym zrywie w sierpniu 1980 roku, którego pamięć dziś chcą zawłaszczyć.
Gdy pragnienie ponad 10-ciu milionów Polaków oficjalnie opowiadających się za wolnością dla swego kraju spróbowano unieważnić wprowadzeniem stanu wojennego, dla zachowania władzy PZPR i przywilejów jej członków, to i tu, na wszelki wypadek zwątpiło wielu ideowców rzucających legitymacjami partyjnymi z bezkarnego już w tym czasie kunktatorstwa, już to z poleceń innych służb.
Gdy przy „Okragłym stole” ustalano, że wybory będą wolne, to znaczyło tylko tyle, że zaledwie na „pół gwizdka” , czyli 65% miejsc w sejmie tak czy siak będzie pezetpeerowskie, a tylko 35% ewentualnie mogą sobie obywatele obsadzić swymi wybrańcami oznaczonymi fotką wyborczą z Wałęsą.
Innym uzgodnionym warunkiem tych wyborów było przetrzymanie na ten czas w kryminale tych „solidarystów”, którzy nie podobali się dogadującej się z władzą „poprawnej” opozycji. (Nie zapomnę nocnej rozmowy sprzed ośmiu lat, z dr nauk matematycznych Kornelem Morawieckim, który był szefem „Solidarności Walczącej” i zgodnie z życzeniem (udokumentowanym już dziś publicznie) jednego z liderów tzw. strony solidarnościowej siedział prawie do końca w pudle, by nie przeszkadzać w dyskusji o wolności. (Gen.Kiszczak spełnił życzenie Jacka Kuronia, co obu im było politycznie „na rękę”.) Ta obstrukcja dotyczyła generalnie całego niezależnego ruchu niepodległościowego, który „nie pasował” mianowanemu później przez Michnika człowiekowi honoru Kiszczakowi, stojącego na czele tajniaków PRL. (Po 4 czerwca 89, jako swego zastępcę dobrał on sobie gen. Pudysza kierującego departamentami, z których pochodzili np. mordercy ks.Popiełuszki i innych ofiar.
Ustalono tam, że wybrany w ten sposób 4 czerwca tzw. kontraktowy sejm obowiązkowo wybierze prezydentem gen.Jaruzelskiego. (Kto chce, to zna kombinacje prof.Geremka, który jednym głosem to zapewnił). Obciążony tajnymi i jawnymi morderstwami szef Służby Bezpieczeństwa gen.Kiszczak w myśl zawartej umowy miał zostać premierem rządu powołanego przez wybrany 4 czerwca sejm. To się nie udało i został „zaledwie” wszechwładnym wice-premierem władającym tym samym, co w PRL.
Zapytam krótko: - co tu świętować? Zmowę? Ułożenie się niereprezentatywnych stron? To na czym ma tu polegać upadek komunizmu? Na deklaracji aktorki Szczepkowskiej w TV?
Tamten nieludzki ustrój zaczął kruszeć dopiero ostatnio, gdy dogadujące się ponad narodem strony „pożarły się” o kasę.
Święto, to było w miesiącu sierpniu 1980 roku. Naród siłą solidarności współobywatelskiej, niezależnie od przeróżnych podziałów zjednoczył się i powiedział dość.
Wszechwładna PZPR podpisując porozumienia w stoczni gdańskiej już wówczas przygotowywała plan wojny z narodem.
Obywatele czerpiący różnorakie zyski z pezetpeerowskiego władztwa ciągle jeszcze wspierali walkę z narodem. Każdy na swoim odcinku. Przynależność do niezależnego związku zawodowego bywała naganna. Na uczelniach tępiono NZS. W sądach drobne przestępstwa sądzono jako zamach na ustrój państwowy.
Kto się nie boi, to w Kwidzynie pamięta publiczny proces w „Celulozie” ok. pół roku przed Sierpniem, gdzie zamiast w sądzie, a w hali (wzorem stalinowskich rozpraw fabrycznych) sądzono dwóch gospodarzy z Sadlinek za kupno ropy od kierowców, którzy rutynowo wylewali ją do rowów. Było to jakieś przestępstwo, tylko dlaczego sędzia prowadzący tę sprawę ( dlaczego nie na stadionie?) nazywał ją zamachem na ustrój socjalistyczny w Polsce? Ten sympatyczny facet jest dzisiaj „ojcem demokracji” kwidzyńskiej . I jak mu mieć tamto za złe, skoro i dziś sprawnie dyryguje kwidzyńskim życiem politycznym ku chwale miasta, jako że ciągle jest w partii rządzącej miastem?
W mojej ojczyźnie nastąpiły poważne zmiany. Jestem z nich dumny. Żyję w wolnym kraju. W długiej drodze do jego wolności jest gdzieś tam odznaczony mój osobisty nanomilimetr. Bardzo to sobie cenię. Ale nie mniej, niż pełną prawdę o nie tak dawnej historii swej ojczyzny.
Niezwykle sympatyczny b. sowiecki sołdat Bułat Okudżawa przepięknie rozpaczał w swej pieśni: …a przecież mi żal, ze nad naszym zwycięstwem niejednym, górują cokoły, na których nie stoi już nikt …. Nie żal mi opłakiwanych przez Okudżawę cokołów wiadomo po kim pustych, i daleko mi też do świętowania daty, w której zapadła jakaś, chociaż ważna decyzja, lecz jednak podjęta w ograniczonym kręgu i znacznie mijająca się z wolą narodu. Ale to już nasza wina, myślę że z powodu braku konsekwencji..
Młodzi nie mają zbyt wiele ochoty, ani możliwości, by zapoznać się z rzeczywistym przebiegiem historii. Nieźle przeszkadzają im w tym kadzidła i hosanny towarzyszące oficjalnym obchodom.
Dla mnie, 4 czerwca 1989 to jest tylko święto przeprowadzenia przez Morze Czerwone, przepraszam: wprowadzenia „czerwonych” na morze demokracji. I nic więcej. (Zaświadczają o tym także wygumkowane życiorysy na internetowych stronach sejmowych.)
Nie można czcić rocznicy krępowania woli narodu .
Obojętnie w ilu procentach.
|